Celeste załamała się natychmiast, łzy spływały jej po policzkach, a ręce trzepotały bezskutecznie, jakby sam żal mógł wymazać lata oszustw.
Blair Tessa znów rzuciła się na Evana, a jej głos się załamał.
„Powiedz im, że się mylą. Powiedz im, że to pomyłka. Proszę.”
Evan się nie poruszył.
Siły bezpieczeństwa otoczyły teren, a agenci przejęli kontrolę.
Graham jeszcze raz spróbował się wyrwać, ale jego wysiłki były nieudane i nie przyniosły rezultatu.
Gdy Blair się szamotała, zabytkowy pierścień z sygnetem zsunął się z jej palca i uderzył o marmurową podłogę, wydając przy tym głośny, ostateczny odgłos.
Pierścień potoczył się i zatrzymał obok butów Evana.
Przyglądał się mu przez dłuższą chwilę, po czym pochylił się i podniósł go.
Jego dłoń lekko drżała, gdy obracał ją kciukiem, muskając wytarty grawerunek.
Podszedł do mnie i położył mi go na dłoni.
„To nigdy nie należało do niej” – powiedział cicho. „Przepraszam”.
Jego ciężar wydawał się znajomy.
Prawidłowy.
Blair krzyczała moje imię, gdy ją odciągali.
Stara obelga wylewała się z jej ust niczym przekleństwo, którego nie potrafiła się pozbyć.
„Myślisz, że wygrałeś?” krzyknęła. „Jesteś niczym innym jak…”
Hank wkroczył stanowczo i nieustępliwie, zatrzymując ją zanim mogła do mnie dosięgnąć.
Pochyliłem się na tyle blisko, żeby mogła…