„Wygrałeś” – powiedział.
„Naprawdę?” – zapytałem.
Spojrzałem na telewizor. Pokazali nagranie, na którym mój ojciec odmawia komentarza, wbiega do samochodu, tym razem wyglądając naprawdę staro.
„Nie zależało mu na wygranej” – powiedziałem cicho. „Wiedział, że oszustwo wyjdzie na jaw, jeśli będę się sprzeciwiał. Wiedział, że zostanie zrujnowany. I tak to zrobił”.
„Dlaczego?” zapytał Ethan.
„Bo wolałby być publicznie zniszczony niż ignorowany w cztery oczy” – uświadomiłem sobie. „Chciał mnie wciągnąć w bagno. Chciał się upewnić, że nawet jeśli wygram, będę pachniał jak on. Chciał mnie splamić”.
Poczułem zimny dreszcz. Zwycięstwo wydawało się puste. Owszem, zdemaskowałem go, ale wdałem się też w coś, czego obiecałem sobie nigdy nie zrobić: publiczną bójkę z rodziną.
„Musimy zwiększyć bezpieczeństwo” – powiedziałem Ethanowi. „Na otwarcie”.
„Myślisz, że on spróbuje czegoś?”
„Myślę, że nic mu już nie zostało” – powiedziałem. „Człowiek, któremu nic nie zostało, jest zdolny do wszystkiego. Nie kalkuluje już zysków i strat. Kalkuluje ból”.
Zatrudniłem prywatną firmę ochroniarską. Nie standardową ochronę hotelową, ale ochronę osobistą, byłego wojskowego. Kazałem im przeszukać akademię pod kątem podsłuchów, sabotażu, czegokolwiek. Podwoiłem ochronę w moim mieszkaniu.
Minęły dwa dni. Otwarcie akademii było za czterdzieści osiem godzin. Prasa nazwała je wydarzeniem roku, głównie ze względu na towarzyszący mu dramatyzm.
Wychodziłem z biura późnym wieczorem w piątek. Zawibrował mój telefon. Spodziewałem się, że dzwoni Harlon albo jakiś reporter. Spojrzałem na ekran. Był numer, którego nie rozpoznałem. Otworzyłem wiadomość.
Spotkajmy się w barze na rogu Czwartej i Głównej. Tylna loża. Przyjdź sam. Proszę. Chodzi o Gordona.
Zawahałem się. To mogła być pułapka. Potem przyszedł drugi SMS.
Już go nie ma. Wyjął broń z sejfu. Zamierza zrobić coś nieodwracalnego.
Podpisano: Lenora.
Wpatrywałem się w telefon. Lenora, kobieta, która szydziła ze mnie przez piętnaście lat, wyciągała do mnie rękę. I nie prosiła o pieniądze. Ostrzegała mnie.
„Ethan” – zawołałem i chwyciłem płaszcz.
„Co się stało?” zapytał, wychodząc z łazienki.
„Muszę wyjść” – powiedziałem.
„Idę z tobą” – oznajmił.
„Nie” – powiedziałem. „To musi być rozmowa jeden na jeden. Jeśli cię zobaczy, może uciec. To Lenora”.
„Delilah, to jest niebezpieczne” – powiedział.
„Wezmę ochronę” – obiecałem. „Mogą poczekać na zewnątrz, ale muszę to usłyszeć. Jeśli planuje coś na otwarcie, muszę wiedzieć, co to jest”.
Wyszedłem na chłodne nocne powietrze. Światła miasta świeciły jasno, ale cienie wydawały się dłuższe niż zwykle. Wygrałem wojnę biznesową. Wygrałem wojnę PR. Ale wojna się nie skończyła. Wkraczała na jedyne terytorium, które naprawdę liczyło się dla Gordona Waverly’ego – na finał.
Bar na rogu Fourth i Main był miejscem, w którym unosił się zapach smażonej cebuli i desperacji. To było miejsce, do którego ludzie przychodzili, gdy nie chcieli być widziani albo gdy nie mieli dokąd pójść.
Siedziałem w tylnym boksie, plecami do ściany, obserwując drzwi. Moja ochrona zaparkowała po drugiej stronie ulicy w czarnym SUV-ie. Ale w środku byłem sam.
Lenora weszła o 10:08. Wyglądała nie do poznania. Kobieta, która przez ostatnie dwie dekady kreowała wizerunek niewymuszonej, arystokratycznej elegancji, zniknęła. Jej miejsce zajęła kobieta w płaszczu przeciwdeszczowym zapiętym pod samą brodę, z włosami spiętymi w luźny kok, a jej oczy błądziły po pokoju niczym u schwytanego zwierzęcia. Nie miała makijażu. Cienie pod oczami wyglądały jak siniaki.
Wślizgnęła się do boksu naprzeciwko mnie. Niczego nie zamówiła. Po prostu położyła ręce na stole. Trzęsły się.
„Pożyczył pieniądze” – powiedziała bez wstępu. Jej głos brzmiał sucho, jak szept. „Wiem” – odparłem, starając się zachować spokój. „Zaciągnął pożyczki pod zastaw firmy. Dlatego zająłem dom”.
„Nie” – powiedziała Lenora, gorączkowo kręcąc głową. „Nie z banków, Delilah. Banki wstrzymały mu dostęp do usług sześć miesięcy temu. Pieniądze na firmę PR, pieniądze na prawników, pieniądze na utrzymanie prądu w rezydencji… nie dostał ich z banku”.
Sięgnęła do torby i wyciągnęła zmiętą kopertę. Przesunęła ją po lepkim stole. Otworzyłem ją. W środku znajdowały się kserokopie weksli. Nie były na papierze firmowym banku. Były napisane ręcznie, podpisane zwojami, których nie rozpoznawałem, ale warunki były jasne. Oprocentowanie było astronomiczne. Tygodniowe opłaty, opłaty za zwłokę, które obejmowały zabezpieczenie rzeczowe.
„Poszedł do rekinów” – wyszeptałem, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. „Poszedł na ulicę”.
„Jest im winien czterysta tysięcy dolarów” – powiedziała Lenora, a łzy napłynęły jej do oczu. „Dzwonili do domu wczoraj. Nie rozmawiali z nim. Rozmawiali ze mną. Powiedzieli mi, że wiedzą, gdzie Blair chodzi na siłownię. Powiedzieli mi, że wiedzą, o której godzinie wychodzisz z biura”.
Zimny dreszcz przebiegł mi po żołądku. To już nie był spór korporacyjny. Gordon wprowadził przemoc do równania. Nie był po prostu zdesperowany. Był osaczony. Człowiek, który jest winien takie pieniądze takim ludziom, ma dwa wyjścia: zapłacić albo zniszczyć osobę, która jest właścicielem jego aktywów, żeby móc je odzyskać.
„Dlaczego mi to mówisz?” – zapytałem. „Stałeś przy nim piętnaście lat. Patrzyłeś, jak mnie wyrzucił. Patrzyłeś, jak ukradł pieniądze mojej matki”.
Lenora spojrzała na swoje dłonie. Wzięła głęboki, drżący oddech.
„Pamiętasz, jak miałeś dwadzieścia cztery lata?” – zapytała cicho. „Pracowałeś na nocnej zmianie. Zepsuł ci się samochód. Potrzebowałeś pięćset dolarów na nowy alternator”.
Zesztywniałem. Przypomniałem sobie. W skrzynce pocztowej znalazłem anonimową kopertę z pieniędzmi. Myślałem, że to matka Ethana.
„To byłam ja” – powiedziała Lenora.
Spojrzałem na nią.
„Wysłałam ci pieniądze trzy razy” – wyznała. „Niewielkie kwoty, wystarczające, żeby Gordon nie zauważył wypłat. Chciałam wysłać więcej. Chciałam do ciebie zadzwonić. Ale bałam się go. Bałam się utraty dotychczasowego stylu życia. Byłam tchórzem, Delilah. Wybrałam wygodę ponad twoje bezpieczeństwo i żyłam z tym wstydem każdego dnia”.
Podniosła wzrok i po raz pierwszy spojrzała mi w oczy.
„Nie proszę o wybaczenie. Nie zasługuję na nie. Ale on oszalał. Myśli, że jeśli zniszczy twoją reputację, inwestorzy zmuszą cię do ugody, a on wykorzysta pieniądze z ugody, żeby spłacić rekiny. Nie próbuje już wygrać wojny wizerunkowej. Walczy o życie i spali akademię doszczętnie, jeśli będzie myślał, że dostanie czek”.
Spojrzałem na przerażoną kobietę naprzeciwko mnie. Nie poczułem ciepła ani nagłej potrzeby, by ją przytulić. Zdrada była zbyt głęboka, lata milczenia zbyt długie. Ale poczułem zmianę w geometrii pola bitwy. Nie chodziło o dumę. Chodziło o mężczyznę tonącego w morzu, które sam stworzył, próbującego wspiąć się na mnie, żeby zaczerpnąć powietrza.
„Jedź do siostry w Vermont” – powiedziałem, wsuwając kopertę z powrotem do torby. „Zabierz Blaira. Wyjedź dziś wieczorem. Nie mów mu, dokąd jedziesz”.
„Co zamierzasz zrobić?” zapytała.
„Dopilnuję, żeby już nigdy nikogo nie skrzywdził” – powiedziałem.
Wyszedłem z restauracji i natychmiast zadzwoniłem do Harlona.
„Spotkajmy się w biurze” – powiedziałem. „Musimy zmienić strategię. To nie jest pozew. To sytuacja z zakładnikami”.
O północy moje biuro zamieniło się w salę narad. Harlon, Ethan i szef ochrony zebrali się wokół stołu konferencyjnego. Rozłożyłem weksle, które dała mi Lenora.
„On jest skompromitowany” – powiedział Harlon, czytając warunki. „Ci ludzie nie pozywają. Oni łamią nogi. Gordon działa w strachu”.
„Musimy zablokować otwarcie” – powiedziałem. „On będzie próbował to zakłócić. Potrzebuje widowiska. Musi udowodnić tym lichwiarzom, że wciąż ma władzę, że wciąż może ode mnie wyciągnąć pieniądze”.
Przygotowaliśmy wielowarstwową obronę. Najpierw warstwa prawna. Harlon sporządził nakazy natychmiastowego powstrzymania się od zbliżania się nie tylko dla mnie, ale i dla terenu akademii, powołując się na groźby, jakie otrzymała Lenora.
Po drugie, warstwa medialna. Przygotowaliśmy dossier. Gdyby Gordon próbował przerwać ceremonię fałszywymi oskarżeniami, nie sprzeciwialibyśmy się. Po prostu opublikowalibyśmy raporty policyjne dotyczące jego długów. To była opcja nuklearna, całkowite zniszczenie jego reputacji. Ale musieliśmy być gotowi.
Po trzecie, warstwa fizyczna. Zatwierdziłem potrójny budżet na ochronę. Każdy gość miał zostać sprawdzony. Zatrudniliśmy policjantów po służbie do patrolowania terenu.
Ale najważniejsza była ta, którą zachowałem dla siebie: świadomość, że nie chroniłem tylko budynku.
Mój telefon zadzwonił o drugiej w nocy. To był Blair.
„Delilah” – jej głos był wysoki, nerwowy, ledwo zrozumiały. „On krzyczy. Jest w gabinecie i wrzeszczy na telewizor”.
„Gdzie jesteś?” zapytałem.
„Jestem w łazience, zamknięta” – szlochała. „Mama spakowała torbę. Mówi, że wychodzimy. Ale on… Delilah, on nie ma sensu. Mówi o tobie, jakbyś była diabłem. Mówi, że jutro wyjawi prawdę. Mówi, że ma dokumenty, które zamkną cię na zawsze”.
„On nic nie ma, Blair” – powiedziałem kojąco. „Ma halucynacje zwycięstwa, bo nie potrafi stawić czoła rzeczywistości”.
„On ma broń” – szepnęła.
Moja ręka zamarzła na telefonie.
“Co?”
„Wyjął rewolwer z sejfu” – powiedziała. „Włożył go do teczki. Powiedział, że potrzebuje ochrony na spotkanie”.
„Jakie spotkanie? Jest trzecia nad ranem. Wynoś się z domu” – rozkazałem. „Wyjdź przez okno, jeśli musisz. Wsiądź do samochodu z mamą i jedźcie. Nie zatrzymuj się, dopóki nie przekroczysz granicy stanu”.
„Boję się” – krzyknęła.
„Bać się będziesz później” – powiedziałem ostro. „Żyj teraz. Idź”.
Usłyszałem trzask telefonu. Potem połączenie się urwało.
Siedziałem w ciszy mojego biurowca. Pistolet zmienił wszystko. Nie był tylko zdesperowanym dłużnikiem. Był uzbrojonym, niezrównoważonym człowiekiem, który obwiniał mnie za rozpad swojego wszechświata.
Spojrzałam na broszurę Akademii Hughes leżącą na moim biurku. Na okładce widniała twarz kobiety, którą poznałam w schronisku trzy miesiące temu. Była bita przez męża przez lata, ponieważ nie była niezależna finansowo. Czekała na otwarcie. Na liście oczekujących na pierwszy semestr było pięćdziesiąt kobiet takich jak ona.
Gdyby Gordon Waverly wtargnął jutro na tę scenę, krzycząc, wymachując bronią, a może nawet szerząc kolejne toksyczne kłamstwa, nie tylko by mnie skrzywdził. Ztraumatyzowałby tych, których próbowałam ratować. Zamieniłby ich sanktuarium w kolejne miejsce przemocy. Sprawiłby, że akademia stałaby się radioaktywnie toksyczna. Żaden dawca by jej nie tknął. Żadna kobieta nie czułaby się tam bezpiecznie.
Był gotów poświęcić pięćdziesiąt niewinnych kobiet, żeby ratować własną skórę. W tym momencie zgasła ostatnia iskra współczucia, jaką dla niego czułem.
„Harlon” – powiedziałem, zwracając się do prawnika, który drzemał w narożnym fotelu.
Natychmiast otworzył oczy. „Tak?”
„Strategia, w której po prostu go blokujemy, nie wystarczy” – powiedziałem. „Nie możemy po prostu grać w obronie. Jeśli pojawi się jutro, nawet jeśli zatrzymamy go przy drzwiach, historia stanie się historią w stylu: »Szalony ojciec Delilah wywołuje awanturę«. Punkt ciężkości przenosi się na dramat. Akademia staje się jedynie pokazem.”
„Co proponujesz?” zapytał Harlon.
„Musimy go wyprzedzić” – powiedziałem. „Musimy zdjąć go z tablicy, zanim mecz się zacznie”.
„Chcesz, żeby go aresztowano?” – zapytał Ethan. „Na jakiej podstawie? Mamy dowody na wcześniejsze oszustwo, ale policja nie wyważy dziś jego drzwi za przestępstwo białych kołnierzyków sprzed dwudziestu lat”.
„Nie za oszustwo” – powiedziałem. „Za groźbę. Lenora jest gotowa zeznawać w sprawie lichwiarzy. Blair zezna w sprawie broni i stanu psychicznego. Możemy złożyć wniosek o pilne, przymusowe leczenie psychiatryczne, wniosek 5150”.
Harlon wyprostował się.
„To jest agresywne, Delilah. Jeśli to zrobisz, uznasz go za niekompetentnego. Pozbawisz go wolności. Jeśli się mylisz, pozwie cię za bezprawne pozbawienie wolności i wygra”.
„Nie mylę się” – powiedziałem. „Jest uzbrojony. Ma halucynacje. Stanowi zagrożenie dla siebie i innych. Jeśli pozwolimy mu jutro wejść w to wejście, cokolwiek się stanie, to będzie moja wina”.
Wtedy wszedł mój asystent z tabletem w ręku.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.