Nie dałem im ani centa za kredyt hipoteczny. Nie przeprosiłem za „brakujące” prezenty.
Nadal kocham moje wnuki i odłożyłam dla nich skromny fundusz na studia, którego Peter i Janine nie mogą wykorzystać. Ale czasy, gdy byłam „służącą w święta”, minęły.
W tym roku, na święta, zarezerwowałam już willę w Toskanii. Zaprosiłam kilku znajomych, których poznałam na rejsie. Jeśli Peter i Janine zechcą się ze mną spotkać, mogą przylecieć – na własny koszt – i usiąść przy moim stole jak równy z równym.
Ale podejrzewam, że tego nie zrobią. I po raz pierwszy w życiu to jest „Świetnie!”
Ponieważ w końcu nauczyłam się najważniejszej lekcji ze wszystkich świąt: najlepszym prezentem, jaki możesz sobie sprawić, jest odwaga, by odejść od stołu, przy którym nie okazywano szacunku.
Już nie potrzebuję, żeby mnie potrzebowali. Potrzebuję tylko swojego szczęścia. A w tym roku prognoza pogody zapowiada się wyłącznie słonecznie.