„Nieprawda” – powiedziałem. „To jest udokumentowane”.
Drzwi wejściowe zatrzasnęły się. W holu rozległy się głosy. Dom, który zawsze sprawiał wrażenie sceny, nagle wydał się mały.
Kiedy funkcjonariusze weszli do jadalni, nocna temperatura zdawała się towarzyszyć im – profesjonalna, opanowana, bezsprzecznie oficjalna. Pierwsza odezwała się kobieta w ciemnej marynarce, jej ton był stanowczy i wyćwiczony.
„Rosalind Carter?”
„To ja” – powiedziałem.
Jej wzrok powędrował ku laptopowi, czerwonemu ekranowi, dłoni mojego ojca, która znajdowała się zbyt blisko noża leżącego na stole.
„Otrzymaliśmy alert” – powiedziała. „Czy jesteś bezpieczny?”
„Tak” – odpowiedziałem i mówiłem poważnie.
Thomas zaczął mówić szybko, słowa się przeplatały. „To nieporozumienie. To sprawa rodzinna. Ona kłamie…”
„Proszę pana” – przerwała mu oficer, nie podnosząc głosu, bo nie było takiej potrzeby. „Proszę odejść od stołu”.
Linda wstała, jakby mogła wyczarować sobie wyjście. „Panie oficerze, nie ma pan pojęcia…”
„Proszę pani” – powiedział funkcjonariusz, a tytuł brzmiał jak granica. „Proszę usiąść”.
Jessica zaczęła płakać, tym rodzajem płaczu, którego zawsze używała jako waluty. „Nie chciałam. Po prostu…”
„Co dokładnie?” – zapytałem cicho.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.