„Tylko tymczasowa, sir Noro. Jest nowa. Przepraszam za jej nieformalność. Natychmiast ją zwolnię za takie zwracanie się do waszych gości”. Arthur zmrużył oczy. „Jeśli ją zwolnisz, kupię ten budynek i wyrzucę cię do rana”. Gillette pald. Rozumiem, sir. Przyprowadź ją tutaj po posiłku.
Reszta posiłku minęła Arturowi jak we mgle. Nie mógł oderwać się od Lily. Zwykle po epizodzie Lily popadała w katatonię przez kilka dni. Nie chciała jeść, nie chciała spać. Ale dziś wieczorem jadła makaron. Nawet wskazała na żyrandol i szepnęła coś do swojej lalki. To był cud.
W kuchni Norah hiperwentylowała w pobliżu zlewu.
„Jesteś szalona” – szepnął jej współpracownik Ben, nakładając brudne talerze.
„Wygłosiłeś wykład tej cholernej Isabelli Vance. Wiesz, kim ona jest?”
„Jej ojciec jest właścicielem tabloidów. Ona cię zniszczy”. Nie mogłem na to patrzeć, Ben. Norah trzęsły jej się ręce, gdy zgarniała resztki do kosza. Torturowali tę biedną dziewczynę. Cóż, mam nadzieję, że było warto. Gillette wygląda, jakby miał zaraz dostać zawału.
Po 20 minutach przyszło wezwanie. Norah podeszła do stolika numer jeden. Trzymała głowę wysoko, ale w głębi duszy liczyła, ile pieniędzy ma w skarbonce. Jeśli straci tę pracę, ma 3 dni do eksmisji. Arthur Penhalagan otarł usta serwetką i wstał. Był wyższy, niż wyglądał w telewizji.
„Jak masz na nazwisko, Noro?” zapytał.
„Kingsley, proszę pana.”
„Nora Kingsley. Gdzie się tego nauczyłaś?”
„Sztuczka z serwetką”. Norah zawahała się.
„Mój młodszy brat. Miał podobne problemy. Nie mieliśmy pieniędzy na terapeutów, więc musiałem nauczyć się, jak pomóc mu przetrwać w świecie”. Arthur przyglądał się jej. Widział zniszczone buty, zmęczone oczy, ale widział też stalowy kręgosłup.
„Lily zatrudniła sześć niań w ciągu czterech miesięcy” – powiedział cicho Artur.
„Najlepsze agencje w Londynie i Nowym Jorku. Żadna z nich nie potrafiła powstrzymać incydentu w mniej niż godzinę.”
„Zrobiłaś to w 30 sekund” – prychnęła Isabella.
„Arthur, proszę. To był trik salonowy. Zawstydziła nas. Uratowała nas” – poprawił go Arthur zimnym głosem. Sięgnął do marynarki i wyciągnął książeczkę czekową. Szybko coś napisał, wyrwał i przesunął po stole.
„To na dziś wieczór, napiwek”. Norah spojrzała na czek, a jej oddech zamarł.
„5000 dolarów. To wystarczyło, żeby zapłacić panu Hendersonowi i kupić leki na serce dla jej matki na 3 miesiące. Nie mogę tego przyjąć, proszę pana. To za dużo. Proszę przyjąć” – powiedział Arthur.
„I weź tę kartkę”. Położył elegancką czarną wizytówkę na rachunku. „Mój kierowca będzie jutro o 10:00 przed restauracją. Chcę, żebyś przyjechał do mojej posiadłości. Musimy porozmawiać o bardziej stałym porozumieniu”. Arthur, wrzasnęła Isabella. „Nie mówisz serio. To kelnerka. Pachnie czosnkiem i desperacją”. Ręka Norah zawisła nad rachunkiem. Duma kazała jej go zostawić. Jej rzeczywistość. Chora matka, nakaz eksmisji, kazały jej go wziąć. Wzięła czek.
„Dziękuję, proszę pana” – powiedziała Norah. Spojrzała na Lily.
„Pa, Lily. Pamiętaj o namiocie”. Lily podniosła wzrok i nieśmiało pomachała. Gdy Norah odchodziła, poczuła, jak wzrok Isabelli wypala jej plecy. Z przeczuciem wiedziała, że 5000 dolarów to nie tylko napiwek. To wypowiedzenie wojny.
Następnego ranka świat Norah rozpadł się na kawałki, zanim jeszcze przyjechał kierowca. Obudziła się w swoim ciasnym mieszkaniu w Queens, słysząc łomotanie do drzwi.
„To był pan Henderson.”
„Przepraszam, Noro” – powiedział właściciel, szczerze przepraszając, i podał jej papier.
„Muszę cię eksmitować. Ze skutkiem natychmiastowym. Masz 24 godziny.”
„Co?” Norah chwyciła się framugi drzwi.
„Mam pieniądze. Dostałem wczoraj wieczorem gigantyczny napiwek. Mogę ci zapłacić teraz. To nie czynsz” – powiedział Henderson, ściszając głos. „Dziś rano dzwonił do mnie miejski inspektor sanitarny i zarządca budynku. Stwierdzili nieprawidłowości w twoim mieszkaniu. Grozili, że wywalą cały mój budynek, jeśli się nie wyniesiesz. Znali twoje imię, Noro. Ktoś wpływowy chce, żebyś wyszła na ulicę”. Norah poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Isabella, to musiało być to. Ta kobieta miała środki i była małostkowa. Rozumiem” – wyszeptała Norah. Zamknęła drzwi i oparła się o nie, osuwając się na podłogę. Jej matka kaszlnęła z sypialni. Nie miały dokąd pójść. Nie miały domu. A jeśli Isabella była taka mściwa, Nora prawdopodobnie też nie dostałaby pracy w restauracji do południa. Jej telefon zawibrował. To był SMS od Gillette’a. Nie wchodź. Jesteś zwolniona. I nie powołuj się na mnie. Łzy napłynęły jej do oczu. Została wymazana. Spojrzała na zegarek. 9:45. Arthur Penhalagan powiedział, że jego kierowca będzie o 10:00. To była rozmowa kwalifikacyjna. Ale teraz to była ostatnia deska ratunku. Jeśli nie dostanie tej pracy, ona i jej matka będą bezdomne do wieczora. Nora otarła twarz. Włożyła swoją najlepszą bluzkę, prostą białą koszulę z guzikami, i spakowała leki matki do torby.
„Mamo!” – zawołała.
„Wychodzę. Chyba znalazłam nam nowe lokum”. Wyszła na krawężnik przed swoim budynkiem akurat w chwili, gdy podjechał czarny Rolls-Royce Phantom. Szyba opadła.
„Pani Kingsley?” zapytał kierowca.
„Tak” – odpowiedziała Norah, ściskając torbę.
„Pan Penhaligan czeka”. Norah wsiadła. Gdy samochód odjechał, zobaczyła zaparkowanego na ulicy czarnego SUV-a. Mężczyzna w środku obserwował ją, rozmawiając przez telefon. Nie szła po prostu do pracy. Szła prosto w dół, w dół, do jaskini węży. Ale dla swojej matki i dla tej małej dziewczynki, która po prostu chciała się gdzieś schować, Norah była gotowa się odgryźć.
Posiadłość Penhallagan, znana jako Blackwood, nie była domem. Była fortecą przebraną za francuski cień. Gdy Rolls-Royce zgrzytał na żwirowym podjeździe, Norah wpatrywała się w wapienną fasadę. Była piękna, zimna i imponująca, zupełnie jak mężczyzna, do którego należała. Norah mocno ścisnęła torebkę. W środku było całe jej życie, jej dowód osobisty, leki jej matki i pustka, gdzie kiedyś były klucze do domu. SMS od jej właściciela wciąż palił się w jej pamięci, eksmitowany. Jeśli obleje tę rozmowę kwalifikacyjną, nie wróci po prostu do bycia kelnerką. Wróci do schroniska dla bezdomnych. Kamerdyner, mężczyzna o nazwisku Mister Callaway, który wyglądał, jakby został nakrochmalony razem z kołnierzykiem, otworzył drzwi samochodu. Proszę za mną, panno Kingsley. Pan Penhalagan jest w bibliotece. Jest pani spóźniona. Ja Kierowca odebrał mnie o 10:00, wyjąkała Norah. Pan… Czas Penhalagan to waluta. Nie zmarnuj tego. Callaway poprowadził ją przez korytarze ozdobione portretami surowo wyglądających przodków. W domu panowała grobowa cisza. Żadnej muzyki, żadnego śmiechu, żadnego odgłosu bawiącego się dziecka. Czuła się jak w muzeum, gdzie dotknięcie szyby było karalne. Dotarli do podwójnych mahoniowych drzwi. Callaway pchnął je. Biblioteka była ogromna, wypełniona książkami, które wyglądały, jakby nigdy nie były otwierane. Na środku pokoju siedział Arthur Penhalagan za biurkiem wielkości małego samochodu. Ale nie był sam. Isabella była tam, siedząc na skórzanej sofie niczym drapieżny ptak, popijając espresso, a przed biurkiem stały w sztywnej linii trzy kobiety. Były nieskazitelne, ubrane w eleganckie granatowe garnitury, włosy spięte w ciasne koki, trzymając skórzane teczki. Wyglądały jak żołnierze. Norah spojrzała na swoją prostą białą bluzkę i czarne spodnie. Czuła się żałośnie niedokwalifikowana.
„Och, przybywa cudotwórca” – wycedziła Isabella, a w jej głosie słychać było sarkazm.
„Arthur, czy my naprawdę to robimy? Te kobiety mają doktoraty z psychologii dziecięcej. Podaje przystawki”. Arthur zignorował Isabellę. Spojrzał na Norę.
„Proszę zająć miejsce w kolejce, panno Kingsley.” Norah podeszła do trzeciej kobiety, kobiety o poważnym wyglądzie, od której czuć było środek antyseptyczny.
„To rozmowa kwalifikacyjna” – powiedział Arthur, wstając. Wyglądał na wyczerpanego, cienie pod oczami były wyraźniejsze niż poprzedniego wieczoru. Lily jest obecnie w salarium. Odmówiła wyjścia na śniadanie. Odmówiła ubrania się. Za dwie godziny zarząd przyjdzie tu na lunch. Lily musi wyglądać schludnie. Wskazał na pierwszą kobietę w kolejce. Panno Gable, proszę pierwsza. Ma pani 10 minut. Panna Gable pewnie skinęła głową. „Zajmowałam się napadami złości w szwedzkiej rodzinie królewskiej. To będzie proste”. Wymaszerowała. Arthur czekał. Stuknął długopisem o biurko. Pięć minut później, w korytarzu rozległ się krzyk. To był ten sam przerażony krzyk z restauracji. Panna Gable wróciła, z lekko przekrzywionymi włosami, zarumieniona. „Dziecko jest trudne. Ugryzła mnie”. „Następna” – powiedział Arthur chłodno. Druga kobieta, panna Halloway, weszła. Wróciła po trzech minutach, kręcąc głową. Rzuca porcelanowymi figurkami. To niebezpieczne. Trzecia kobieta, ta pachnąca antyseptykiem, prychnęła. Amatorki, wyszła. Wytrzymała najdłużej, 8 minut. Ale kiedy wróciła, była przemoczona. Odkręciła na mnie wąż ogrodowy. Kobieta splunęła, wycierając wodę z okularów. To dziecko nie potrzebuje niani. Potrzebuje szkoły z internatem dla kryminalnie chorych psychicznie. Twarz Arthura stwardniała. Mięsień w jego szczęce drgnął. Wynoście się stąd wszystkie. Dostaniecie rekompensatę za swój czas. Gdy trzy wykwalifikowane nianie wychodziły, mamrocząc o niemożliwych standardach. W pomieszczeniu zapadła cisza. Arthur spojrzał na Norę. Twoja kolej. Isabella się roześmiała. Och, muszę to zobaczyć. No dalej, kelnerko. Idź i daj się ugryźć. Nora nie powiedziała ani słowa. Położyła torbę na krześle. Zdjęła buty.
„Co robisz?” zapytała Isabella, marszcząc nos.
„Podłogi są marmurowe” – powiedziała spokojnie Nora.
„Buty wydają stukot. Echo. Jeśli jest w stanie podwyższonej czujności, dźwięk obcasów na kamieniu brzmi dla niej jak odgłos strzałów. Zbliżasz się do niej jak inwazja wroga. Wchodzę jako duch”. Wyszła z biblioteki w skarpetkach. Arthur wstał. Chcę patrzeć. On i Isabella cicho poszli za Norą korytarzem do salarium. Salarium było przeszklonym pomieszczeniem wypełnionym egzotycznymi roślinami. Było wilgotno i jasno. W kącie, za dużą paprocią, Lily zwinęła się w kłębek, ściskając porcelanową lalkę, oddychając nierówno. Nieopodal leżał wąż ogrodowy, woda wciąż kapała na podłogę. Norah nie podeszła do paproci. Nie zawołała Lily po imieniu. Podeszła do środka pokoju i usiadła na podłodze, plecami do Lily. Wyciągnęła z kieszeni mały notes i długopis. Zaczęła rysować. Drapanie, drapanie, drapanie. Rytmiczny dźwięk przeciął ciszę. Lily przestała płakać. Słuchała. Norah wyrwała stronę i złożyła ją. Papierowy samolocik. Rzuciła nim, nie w Lily, ale prosto w powietrze. Zakręcił się i wylądował na dużym liściu monstery. Norah narysowała kolejny, złożyła go, rzuciła. Ten wylądował bliżej paproci. To wszystko. Isabella szepnęła od progu. Bawi się śmieciami. Cii. Arthur syknął. Głowa Lily wychyliła się zza paproci. Spojrzała na papierowy samolocik przy swojej stopie. Wyciągnęła rękę i chwyciła go. Rozłożyła go. W środku Norah narysowała prymitywną figurkę dziewczyny walczącej ze smokiem. Ale smok był zrobiony z głośnych dźwięków. Lily spojrzała na plecy Norah. Norah się nie odwróciła. Norah rzuciła kolejny samolot. Ten wylądował prosto na kolanach Lily. Lily go rozłożyła. Był to rysunek dziewczynki i kelnerki siedzącej pod gigantycznym parasolem, z dala od hałasującego smoka. Lily wstała. Podeszła do Nory i usiadła za nią, plecami do siebie. Pończochy, bo krzyczała, wyszeptała Lily. Wiem, wyszeptała Norah, wciąż patrząc przed siebie. Krzyczenie jest najgorsze. Nie chcę nosić tej niebieskiej sukienki, przyznała Lily. Drapie mnie w szyję. Dobra, powiedziała Norah. A co, jeśli założymy tę białą i będziemy ją nosić na lewej stronie, żeby metka nie dotykała skóry? Lily zrobiła pauzę. Na lewej stronie. To nowy trend w modzie, skłamała gładko Norah. Bardzo ekskluzywna. Lily zachichotała. Cichy, rdzawy dźwięk.
„Dobrze” – powiedziała Lily. Norah wstała i podała jej rękę. Lily ją chwyciła. Minęły oszołomionego Arthura i wściekłą Isabellę.
„Teraz się ubierzemy” – powiedziała Norah do Arthura, przechodząc obok.
„Panie Penhallagan, ta niebieska sukienka jest z syntetycznego tiulu. To praktycznie papier ścierny dla dziecka z SPD. Spalić to”. Arthur patrzył, jak odchodzą. Wypuścił oddech, który czuł, jakby wstrzymywał go od pięciu lat. Ona nią manipuluje, warknęła Isabella, krzyżując ramiona.
„Ona uzależnia Lily od siebie. To klasyczne oszustwo. To pierwsza osoba, na którą Lily nie krzyczała od miesiąca” – powiedział Arthur.
„Jest zatrudniona. Nie możesz jej zatrudnić”. Głos Isabelli stał się rozpaczliwy.
„Nic o niej nie wiesz. Właściwie, to dziś rano sprawdziłem jej przeszłość”. Isabella wyciągnęła z kopertówki złożoną kartkę papieru i rzuciła ją Arthurowi na pierś. Została eksmitowana dziś rano, Arthurze. Nie ma adresu. Jej matka jest chora i nie ma ubezpieczenia. Jest bez środków do życia. Nie jest tu, bo troszczy się o Lily. Jest tu, bo potrzebuje dachu nad głową. Jest łowczynią złota, tylko biedną. Arthur rozłożył kartkę. Przeczytał nakaz eksmisji. Przeczytał raport finansowy. Spojrzał w dół korytarza, gdzie zniknęły Norah i Lily.
„Ona mi nie powiedziała” – mruknął Artur.
„Oczywiście, że nie. Chce wtopić się w twoje życie i wysysać z ciebie pieniądze”. Arthur wrócił do biblioteki z nieprzeniknioną miną. 30 minut później Norah wróciła do biblioteki. Lily była ubrana w białą sukienkę na lewą stronę, choć Norah sprytnie przypięła szarfę, żeby ukryć szwy, i spokojnie kolorowała książkę. Jest gotowa na lunch, powiedziała Norah. Arthur spojrzał na Norę. Uniósł w górę nakaz eksmisji. Norah zamarła. Jej twarz zbladła. Spojrzała na Isabellę, która uśmiechała się triumfalnie.
„Czy to prawda?” zapytał Artur.
„Jesteś bezdomna od rana?” Norah przełknęła gulę w gardle. Nie błagała. Wyprostowała kręgosłup.
„Tak, mój gospodarz eksmitował nas dziś rano. Powiedział, że naciskało na niego miasto, ale podejrzewam, że naciskał na niego ktoś inny”. Spojrzała na Isabellę. „Ale to nie zmienia faktu, że traktuję pańską córkę, panie Penhaligan. Pilnie potrzebuję tej pracy, co oznacza, że będę pracować ciężej niż ktokolwiek inny, kogo pan mógłby zatrudnić. Bo mam wszystko do stracenia”. W pokoju zapadła cisza. Isabella czekała na wybuch. Arthur nienawidził kłamców. „Masz rację”, powiedział powoli Arthur. „Masz wszystko do stracenia”. Podarł na pół nakaz eksmisji. Chodzi o mieszkanie. We wschodnim skrzydle jest apartament gościnny. Ty i twoja matka możecie się wprowadzić już dziś. Przyślę ciężarówkę po wasze rzeczy”. Isabella upuściła filiżankę do espresso. Rozbiła się o podłogę. „Arthur, nie mówisz poważnie. Wprowadzasz też jej matkę”. Lily potrzebuje stabilizacji, powiedział Arthur, odwracając się plecami do Isabelli. „A Norah potrzebuje domu. To transakcja”. Ale Nora, odwrócił się do kelnerki, jego wzrok błądził. To jest próba. Masz tydzień. Jeśli Lily wpadnie w histerię, jeśli znowu mnie okłamiesz albo jeśli wyczuję, że wykorzystujesz moją córkę dla zysku, wylądujesz na ulicy, a ja dopilnuję, żebyś nigdy więcej nie pracowała w tym mieście.
Norah skinęła głową, a serce waliło jej w piersiach. Zrozumiała. Miała dom, ale właśnie weszła do klatki z lwicą, która chciała jej śmierci. Pierwsze trzy dni w Blackwood Manor były mistrzowską lekcją wojny psychologicznej. Norah i jej matka, Elena, która była krucha, ale bystra, zostały umieszczone we Wschodnim Skrzydle. Było tam więcej luksusu, niż kiedykolwiek zaznały. Ale Norah nie miała czasu, by cieszyć się pościelą z egipskiej bawełny. Była zbyt zajęta odgrywaniem roli żywej tarczy dla 7-letniej dziewczynki. Isabella nie krzyczała ani nie wrzeszczała. Jej ataki były subtelne. Była sabotażystką. We wtorek Norah znalazła w zmywarce słuchawki wyciszające Lily, zniszczone. Isabella twierdziła, że pokojówka popełniła błąd. W środę kuchnia zapomniała o ograniczeniach dietetycznych Lily i podała sos pełen grzybów o ciężkiej konsystencji, wywołując atak odruchu wymiotnego, który Norah ledwo zdołała uspokoić, zanim Arthur to zobaczył. Ale Norah walczyła. Nie poskarżyła się Arthurowi. Po prostu przechytrzyła Isabellę. Kiedy słuchawki się zepsuły, Norah zbudowała cichą fortecę z poduszek w szafie. Kiedy jedzenie było nie tak, Norah uczyła Lily, jak badać jedzenie jak naukowiec, zamieniając niepokój w grę. Lily rozkwitała. Zaczęła nawiązywać kontakt wzrokowy. Śmiała się, prawdziwie gromkim śmiechem, gdy Norah poślizgnęła się na wypolerowanej podłodze w skarpetkach. Arthur zauważył, że spędza coraz więcej czasu w domu, obserwując z progu, jak Norah i Lily grają w cichej dyskotece w salonie. Lód wokół jego serca topniał, a to przerażało Isabellę bardziej niż cokolwiek innego.
Kulminacyjnym momentem tygodnia była charytatywna gala Apex. Miała się odbyć w sobotni wieczór w wielkiej sali balowej posiadłości. 500 przedstawicieli elity miasta, prasy i akcjonariuszy. Arthur jasno dał do zrozumienia, że Lily musi się pojawić. Było to kluczowe dla jego wizerunku jako człowieka rodzinnego po incydencie w restauracji. Tego wieczoru Norah powiedziała Lily w sobotni poranek. Idziemy poćwiczyć. Wejdź, pomachaj, uśmiechnij się, przyjmij jeden kwiat, a potem uciekniemy do jaskini nietoperzy. I mogę założyć moją sensoryczną pelerynę, zapytała Lily. Aksamitny szal? Tak, obiecała Norah. Suknia na wieczór została uszyta na zamówienie. Była z miękkiego, bezszwowego jedwabiu w kolorze jasnoniebieskim, zaprojektowana przez Norę i lokalną krawcową, której ufała, a opłacona przez Arthura. Była idealna.
O 17:00, dwie godziny przed przybyciem gości, Norah poszła do pokoju dziecięcego, żeby pomóc Lily się ubrać. Otworzyła szafę. Niebieska jedwabna sukienka zniknęła. Na jej miejscu wisiała sztywna, kremolinowa, ciężka, różowa sukienka, obszyta drapiącymi cekinami i ciasną gumką. Panika rozgorzała w piersi Norah. Sprawdziła szuflady.
„Nic, Noro?” zapytała Lily, wyczuwając napięcie.
„Gdzie moja miękka sukienka?” Chwileczkę, kochanie. Norah wybiegła na korytarz i omal nie zderzyła się z Isabellą. Isabella miała na sobie oszałamiającą, szkarłatną suknię, a jej uśmiech nie sięgał oczu.
„Gdzie to jest?” zapytała Nora cicho.
„Gdzie co jest, kochanie?”
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.