„Nie, pozwól mi” – wtrącił Cameron. „On przyszedł, żeby się ze mną zobaczyć. Oczywiście”.
Pozostałem w pozycji siedzącej, z rękami złożonymi na kolanach.
Przez łuk usłyszałem, jak drzwi się otwierają. „Panie Hartwell, proszę pana! Co za niespodziewana przyjemność. Proszę wejść.”
„Dziękuję, Cameronie” – odezwał się Jonathan charakterystycznym barytonem. „Przepraszam za wtargnięcie, ale mam pilną sprawę do omówienia i powiedziano mi, że mogę tu znaleźć osobę, z którą chcę porozmawiać”.
„Oczywiście, proszę pana. Czy powinniśmy wejść do gabinetu taty?”
„Właściwie” – powiedział Jonathan – „sądzę, że osoba, z którą muszę porozmawiać, znajduje się w twojej jadalni”.
Jonathan Hartwell pojawił się w drzwiach, z idealnie ułożonymi srebrnymi włosami i nienagannym grafitowym garniturem. Jego wzrok omiótł pokój, zanim zatrzymał się na mnie.
„Pani Clearwater” – powiedział, a w jego głosie słychać było szacunek, jakiego nigdy nie słyszałam w tym domu. „Mam nadzieję, że nie przeszkadzam pani rodzinnej uroczystości”.
Cisza była absolutna.
Cameron pojawił się za Jonathanem, zdezorientowany. „Proszę pana, chyba doszło do pewnego zamieszania. To moja siostra Victoria. Ona… ona nie jest zamieszana w żadne sprawy prawne”.
Jonathan zwrócił się do Camerona z uprzejmym zaskoczeniem. „Pani siostra? Nie miałem pojęcia. Co za ciekawy zbieg okoliczności”. Odwrócił się z powrotem do mnie. „Pani Clearwater, zdaje się, że jesteśmy umówieni na rozmowę o przejęciu Hartwell”.
Rozdział 4: Nabycie
Słowa zawisły w powietrzu niczym bomba.
Nabytek.
Głos Camerona był ledwie szeptem. „Przejęcie?”
Wstałam powoli, wygładzając sukienkę z Targetu. Po raz pierwszy od siedmiu lat pozwoliłam, by moje prawdziwe „ja” się ujawniło.
„Tak” – powiedziałem cicho. „Przejęcie. Chyba umówiliśmy się na to spotkanie na dziś wieczór”.
Kieliszek do wina wujka Theodore’a wypadł mu z palców i roztrzaskał się o podłogę.
„Jakie przejęcie?” – głos Camerona podniósł się do histerycznego tonu. „Victoria, o czym on mówi?”
„Chwileczkę” – wtrącił tata. „Panie Hartwell, chyba zaszła pomyłka. Nasza Victoria nie ma nic wspólnego z interesami. Ona robi biżuterię”.
Jonathan Hartwell cierpliwie rozejrzał się po sali. „Zapewniam pana, panie Clearwater, że nie ma w tym żadnej pomyłki. Pańska córka i ja prowadzimy od kilku tygodni negocjacje w sprawie potencjalnego przejęcia mojej kancelarii prawnej przez jej firmę, Clearwater Luxury Brands ”.
Penelopa jęknęła. Ciotka Beatrice upuściła widelec.
„To niemożliwe” – powiedział Cameron, trzęsąc się ze strachu. „Victoria nie ma firmy. Mieszka w ciasnym mieszkaniu i jeździ samochodem, który się rozpada”.
„Właściwie” – powiedziałem, a mój głos przebił się przez chaos. „On ma właściwą osobę”.
Spojrzałem prosto na Camerona. „Pan Hartwell jest tutaj, aby omówić moje potencjalne przejęcie Hartwell & Associates. Pańska kancelaria ma kłopoty finansowe i zwróciła się do mojej firmy o pomoc”.
„Twoja firma?” wyszeptała mama.
„ Clearwater Luxury Brands ” – potwierdziłem. „Roczne przychody w zeszłym roku wyniosły 180 milionów dolarów. Zatrudniamy 847 osób. Nasza siedziba mieści się w Clearwater Tower w centrum miasta. Wiecie… ten nowy budynek, który widać z autostrady”.
Twarz taty zbladła. „Ty… ty jesteś właścicielem tego budynku?”
Jestem właścicielem budynku, firmy i kilku spółek zależnych. To małe hobby jubilerskie, z którego wszyscy się naśmiewacie, stało się moją przykrywką. Od siedmiu lat prowadzę wielomilionowe imperium, a wy traktujecie mnie jak obiekt charytatywny.
Cameron wyglądał, jakby trafił go piorun. „To… niemożliwe. Mieszkanie… samochód…”
Uśmiechnęłam się. „Rekwizyty. Mieszkanie na Maple Street? Wynajmuję je, żeby podtrzymać fikcję. Mój prawdziwy dom jest w Hillcrest, jakieś trzy domy dalej od twojego, Cameron.”
Cameron opadł na krzesło. „Trzy domy dalej?”
„Widziałam, jak twoi chłopcy uczą się jeździć na rowerach na twoim podjeździe” – kontynuowałam. „Jestem twoją sąsiadką od dwóch lat. Nigdy się o tym nie dowiedziałaś, bo byłaś przekonana, że jestem nieudacznikiem”.
Wujek Theodore gorączkowo przewijał telefon. „O mój Boże” – wyszeptał. „Forbes. Business Weekly. Victoria… jesteś sławna”.
„Anonimowo sławny” – poprawiłam. „Używam inicjałów. VC Clearwater”.
„Ale praca w obsłudze klienta” – wyjąkała ciotka Beatrice. „Zaoferowałam ci pracę za trzydzieści tysięcy rocznie”.
Skinąłem głową. „To mniej więcej tyle, ile moje firmy zarabiają co sześć godzin”.
Cameron wpatrywał się we mnie. „Dlaczego? Dlaczego miałbyś nas okłamywać?”
„Dlaczego pozwalasz nam myśleć, że jestem bezwartościowy?” – odparłem. „Pamiętasz, co mówiłeś dwadzieścia minut temu? Powiedziałeś, że nie mam ambicji. Żadnej wizji. Zaproponowałeś mi pracę w archiwum, jakbyś robił mi przysługę”.
Pochyliłem się do przodu. „Cóż, oto trudna decyzja pod presją. Twoja kancelaria jest o sześć miesięcy od bankructwa. Jedyne, co dzieli cię od bezrobocia, to moja gotowość do kupienia firmy. Więc powiedz mi, Cameron… kto teraz jest bezwartościowy?”
Jonathan Hartwell przerwał ciszę: „Pani Clearwater, zdaje się, że wspomniała pani, że podjęła pani decyzję”.
„Tak” – powiedziałem. „Jestem gotów przejąć Hartwell & Associates. Z jedną modyfikacją”.
Cameron wyglądał na przerażonego.
„Chcę pełnego audytu wszystkich pracowników” – powiedziałem. „Oceny wyników. Wskaźniki produktywności. Każdy, kto nie przykłada się do pracy, zostanie zwolniony”.
Cameron zrozumiał od razu. Jego przyszłość była w moich rękach.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.