Moi rodzice ciągle wpuszczali mnie do mieszkania, więc bez ich wiedzy wprowadziłem się i pozwoliłem im… stawić czoła ochronie budynku.

„Jesteś tego pewien?” zapytała po raz trzeci.

Wpatrywałem się w słabo oświetlone wejście do budynku.

„Nie” – powiedziałem szczerze. „Ale i tak to zrobię”.

Zaparkowaliśmy w miejscu, z którego mogliśmy widzieć drzwi wejściowe, nie rzucając się w oczy. Ramirez kazał nam się nie rzucać w oczy. Dwóch funkcjonariuszy w cywilu czekało w budynku przy klatce schodowej. Kolejny samochód był za rogiem.

Miało być cicho. Szybko. Czysto.

Moje serce nie zrozumiało tej notatki.

Za każdym razem, gdy ktoś przechodził obok, mój puls przyspieszał. Za każdym razem, gdy światła reflektorów omiatały ulicę, wstrzymywałem oddech. Wciąż wyobrażałem sobie samochód rodziców, znajomy kształt, sposób, w jaki mama zawsze parkowała zbyt blisko krawężnika.

Gdy w końcu się pojawiło, rozpoznałam je przed Lilą.

Srebrny sedan. Powolny skręt. Na chwilę zgaszone światła, jakby chcieli być dyskretni.

Paproć prowadziła.

Mark siedział na miejscu pasażera i patrzył prosto przed siebie, jakby jechał na spotkanie.

Poczułem ucisk w żołądku.

Zaparkowali. Wysiedli. Płaszcz Fern był starannie przewiązany paskiem, a jej włosy ułożone nawet na mrozie. Mark miał na sobie rękawiczki, czarne skórzane, takie same, jakie zawsze zakładał, gdy chciał wyglądać schludnie.

Szli w kierunku wejścia z pewnością siebie ludzi, którym nigdy wcześniej nie powiedziano „nie” w sposób, który miałby dla nich jakiekolwiek znaczenie.

Patrzyłem, jak Fern zatrzymała się przy klawiaturze drzwi. Patrzyłem, jak wstukuje kod, jakby to było jej miejsce. Patrzyłem, jak zamek klika, otwierając się.

Więc to też mieli.

Oczywiście, że tak.

Weszli do środka.

Minęła minuta. Potem dwie.

Nogi mi się trzęsły, adrenalina waliła mi w piersiach, a umysł krzyczał, żebym coś zrobił, wbiegł po schodach, stawił im czoła.

Nie ruszyłem się. Nie było mi to potrzebne.

O godzinie 21:14 mój telefon zawibrował, gdy dostałem SMS-a od Ramireza.

TERAZ.

Przez frontowe okno budynku zobaczyłem migotanie świateł na korytarzu, gdy otworzyły się drzwi na górze. Wyobraziłem sobie, jak moi rodzice wchodzą do mojego mieszkania, wchodzą do salonu, jakby byli jego właścicielami.

Potem, ledwo co, usłyszałem.

Ostry dźwięk. Nie dość głośny dla całej ulicy, ale wystarczająco głośny dla mnie: alarm przy drzwiach.

Fern zawsze mówiła, że ​​alarmy to „przesada”. Fern zawsze mówiła,

zobacz więcej na następnej stronie Reklam

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.