„Wiedziałam, ciociu. Mówiłam ci.”
Sienna usiadła na krześle w kabinie i obróciła się trzy razy, zanim Haley zdążyła ją powstrzymać.
„Kiedy usłyszysz cichy dźwięk, podnieś rękę.”
“Dobra.”
Dr Patterson wyjaśnił przez mikrofon: „Jak w grze”.
„To prawda.”
„Super. Jestem dobry w grach.”
Sienna poprawiła ogromne słuchawki na swojej małej głowie.
„Ciociu, wyglądają jak uszy słonia.”
Na zewnątrz Haley przygryzła wargę, żeby powstrzymać się od śmiechu.
„Ona zawsze taka jest?” zapytał Ethan.
“Zawsze.”
Rozpoczął się test.
Haley patrzyła przez szybę. Jej palce splotły się tak mocno, że aż zbielały jej kostki. Za każdym razem, gdy Sienna unosiła rękę, serce Haley podskakiwało. Za każdym razem, gdy tego nie robiła, serce zamierało.
Ethan to zauważył.
“Hej.”
Położył swoją dłoń na jej dłoni.
„Wszystko będzie dobrze”.
„Nie wiesz tego.”
„Nie. Ale wybieram wiarę.”
„To optymizm czy upór?”
„Trochę jednego i trochę drugiego.”
W kabinie Sienna podnosiła rękę z przesadnym entuzjazmem za każdym razem, gdy coś usłyszała. W pewnym momencie uniosła obie ręce.
„Miałeś wychować tylko jednego” – powiedział dr Patterson przez mikrofon.
„Ale słyszałam to po obu stronach” – powiedziała Sienna.
Lekarz się roześmiał.
„Ona ma osobowość” – skomentowała, zwracając się do Haley.
„To miłe określenie.”
Dwadzieścia minut później test się zakończył.
Sienna wybiegła z budki.
„I czy dobrze mi poszło? Czy wygrałem? Ile punktów?”
„To nie do końca tak, kochanie.”
„Ale podnosiłem rękę wiele razy. Policz, ciociu.”
Doktor Patterson się uśmiechnął.
„Świetnie ci poszło, Sienna. A teraz porozmawiam z twoją ciocią o wynikach”.
„Dobrze. Czy to tajemnica?”
„To sprawa dorosłych.”
Sienna skrzywiła się.
„Dorosłe rzeczy są nudne.”
Nastąpiła cisza, najdłuższa w życiu Haley.
Doktor Patterson studiowała wykresy. Sienna rozproszyła się, rysując na kartce papieru znalezionym długopisem. Haley czuła, że zaraz zemdleje.
Ethan trzymał jej rękę pod stołem.
Ona nie puściła.
„Wiadomości są dobre” – powiedział w końcu dr Patterson.
Haley zapomniała jak oddychać.
“Dobry.”
„Sienna jest doskonałą kandydatką do aparatów słuchowych nowej generacji. Z odpowiednim modelem będzie słyszeć znacznie lepiej”.
„O ile lepiej?”
„Normalne rozmowy, telewizja, muzyka.”
Jakość jej życia znacznie się poprawi.
Haley poczuła łzy zanim zdała sobie sprawę, że płacze.
„Ciociu”. Sienna zmartwiona upuściła rysunek. „Czemu płaczesz? Zrobiłam coś złego?”
„Nie, kochanie.” Haley mocno ją przytuliła. „Zrobiłaś wszystko dobrze. Dokładnie dobrze.”
„To dlaczego płaczesz?”
„Ponieważ jestem szczęśliwy.”
Sienna wyglądała na zdezorientowaną.
„Czy dorośli czasami płaczą, kiedy są szczęśliwi? To… dziwne.”
“Ja wiem.”
Ethan obserwował tę scenę, czując przyjemne ściskanie w klatce piersiowej.
„Doktorze Patterson” – zapytał – „jakie jest najlepsze dostępne urządzenie?”
„Cóż, istnieje kilka opcji…”
„Najlepszy.”
Haley uniosła głowę. „Ethan, nie musisz. To pokrywa fundacja. Tak stanowiła umowa”.
Spojrzał na Siennę, która właśnie pokazywała lekarzowi swój rysunek.
„Ona zasługuje na to, co najlepsze.”
Wychodząc z kliniki, Sienna przeszła między nimi, trzymając każdego z nich za rękę.
“Ciocia.”
“Tak.”
„Czy gdy dostanę nowe urządzenie, usłyszę wszystko?”
„Wszystko”. Haley się uśmiechnęła. „Prawie wszystko, kochanie”.
„A czy usłyszę śpiew ptaków?”
„Tak.”
„A muzyka?”
„To też.”
Sienna uśmiechnęła się zadowolona. Potem spojrzała na Ethana.
“Pan.”
“Tak?”
„Lubisz moją ciocię, prawda?”
Ethan się zakrztusił. Haley spłonęła rumieńcem.
„Dlaczego tak myślisz?” zapytał ostrożnie.
„Bo patrzysz na nią tak, jak książę patrzy na księżniczkę w filmie” – Sienna wzruszyła ramionami. „Po prostu tak jest”.
Cisza.
„Jest bystra” – mruknął Ethan do Haley. „Ostrzegałem cię”.
W drodze powrotnej do domu, Sienna zasnęła na tylnym siedzeniu. Haley patrzyła na nią w lusterku wstecznym, a serce przepełniało jej radość.
„Dziękuję” – powiedziała cicho.
„Już mi podziękowałeś.”
„Wiem, ale nie tylko dla urządzenia. Dla wszystkiego.”
Ethan się uśmiechnął.
„A skoro już o tym mowa… to nadal aktualne. Czy mogę zapytać jeszcze raz?”
Haley wstrzymała oddech.
„Ethan—”
„Spróbujesz? My dwoje.”
Cisza się przedłużała.
Haley spojrzała na śpiącą Siennę. Spojrzała na Ethana, który czekał. Spojrzała na siebie, na strach, który wciąż w niej był, ale teraz wydawał się mniejszy.
„Tak” – powiedziała. „Spróbuję”.
Ethan się nie poruszył.
„Tak. Tak. Prawdziwe tak.”
„Ile razy mam to powtórzyć?” – zaśmiała się Haley. „Z jakieś dziesięć, na pewno?”
Haley znów się zaśmiała.
„Tak, Ethan. My dwoje. Razem.”
Trzymał jej dłoń nad konsolą samochodu i żadne z nich jej nie puścił.
Sienna na tylnym siedzeniu otworzyła jedno oko. Zobaczyła ich dłonie. Uśmiechnęła się i zasnęła ponownie – tym razem naprawdę.
Powiedzenie „tak” Ethanowi było najłatwiejszą częścią. Powiedzenie „tak” Mirandzie Mercer i wernisaż charytatywny z elitą Savannah – to był kolejny poziom wyzwania.
Zaproszenie przyszło trzy tygodnie po ocenie Sienny, osobiście dostarczyła je Miranda, która pojawiła się w mieszkaniu Haley ze złotą kopertą i uśmiechem, który nie pozwalał jej odmówić.
„Doroczny wernisaż charytatywny Fundacji Mercer” – oznajmiła Miranda. „A ty, moja droga, jesteś oficjalnie zaproszona”.
Haley spojrzała na kopertę, jakby to było wezwanie.
„Jako gość. Jako partnerka mojego syna.”
„Mirando, nie wiem, czy…”
„Wspaniale. Przyjadę po ciebie w sobotę, żebyśmy mogli wybrać sukienkę.”
„Czekaj, nie powiedziałem…”
„Dziesiąta rano. Bądźcie gotowi.”
I odeszła zanim Haley zdążyła zaprotestować.
„Czy ona robi to cały czas?” – zapytała Haley Ethana przez telefon tego wieczoru.
„Co zrobić?”
„Całkowicie ignoruj, gdy ktoś próbuje ci czegoś odmówić”.
Ethan się roześmiał.
„Tak. To jej supermoc.”
„Ethan, nie wiem, czy dam radę pójść na to wydarzenie”.
Cisza po drugiej stronie.
„Z powodu odbioru” – dodała Haley. Zamknęła oczy. Wspomnienia wciąż bolały – szepty, spojrzenia, poczucie bycia intruzem w świecie, który nie był jej. „A co, jeśli będzie tak samo?”
„Nie będzie.”
„Nie można tego zagwarantować.”
„Nie” – przyznał. „Ale tym razem nie opuszczę cię ani na sekundę”.
„Ethan, posłuchaj. Nie musisz iść, jeśli nie chcesz. Rozumiem. Naprawdę.”
Jego głos stał się łagodniejszy.
„Ale bardzo chciałbym, żebyś był przy mnie. Jako mój partner.”
Serce Haley się ścisnęło.
„Daj mi pomyśleć.”
„Oczywiście”. Zrobił pauzę. „Powiem mamie, bo pewnie już zarezerwowała cały sklep”.
W sobotę, o dziesiątej rano, Miranda pojawiła się punktualnie.
„Myślałaś o tym?” zapytała, gdy tylko Haley otworzyła drzwi.
„Ja… ja nadal myślę.”
„Świetnie. Pomyśl, przymierzając sukienki. Miranda, samochód czeka.”
Sklep był miejscem, w którym Haley nigdy wcześniej nie była. Ogromne lustra, kryształowe żyrandole i sukienki, które prawdopodobnie kosztowały więcej niż jej roczny czynsz.
„Ta.” Miranda wskazała na jaskrawoczerwoną sukienkę. „Przymierz ją. Jest bardzo czerwona. Czerwień to potęga.”
„Jest bardzo czerwony.”
„Czerwony jest wszystkim. Spójrz na mnie.”
“Dokładnie.”
Haley przymierzyła. Wyszła z przymierzalni, czując się jak znak drogowy.
Miranda przechyliła głowę.
„Nie. Wygląda na to, że będziesz kierować ruchem.”
„To właśnie powiedziałem.”
Druga sukienka była jasnoróżowa.
„Wygląda jak dziewczynka sypiąca kwiaty” – zawetowała Miranda.
Trzeci był czarny z cekinami.
„Wygląda jak odwrócona do góry nogami choinka.”
Czwarty był beżowy.
„Wygląda na to, że zrezygnowałeś z życia.”
„Mirando—”
„Co? Uczciwość to cnota.”
Przy piętnastej sukience Haley była gotowa się poddać.
„Może to znak” – powiedziała z przymierzalni. „Może nie powinnam iść”.
Miranda westchnęła.
„Kochana, wyjdź stamtąd.”
Według Mirandy Haley nadal miała na sobie zieloną sukienkę, która wyglądała jak hotelowa zasłona.
Matriarcha zaprowadziła ją na kanapę i usiadła obok niej.
„Czy mogę ci coś powiedzieć?”
“Jasne.”
„Podczas mojej pierwszej zbiórki funduszy jako żona Mercera założyłam niewłaściwą sukienkę”.
Haley mrugnęła.
“Naprawdę?”
„Bardzo realistyczna. Była fioletowa z falbankami. Wyglądałam jak bakłażan na balu debiutantek.”
Haley próbowała się nie śmiać.
Poniosła porażkę.
„I wiesz, co się stało?” – ciągnęła Miranda. „Wszyscy patrzyli. Wszyscy szeptali. Jakaś kobieta zapytała, czy pomyliłam to wydarzenie z cyrkiem”.
„Co zrobiłeś?”
„Płakałam w łazience przez dwadzieścia minut”. Miranda uśmiechnęła się na wspomnienie. „Potem otarłam łzy, wróciłam na korytarz i tańczyłam całą noc z mężem”.
„A szepty?”
„Trwały latami, aż pewnego dnia ustały”. Trzymała Haley za rękę. „Wiesz dlaczego?”
“Dlaczego?”
„Bo przestało mi zależeć. A kiedy przestajesz dawać władzę opiniom innych ludzi, tracą one swoją siłę”.
Haley przez chwilę milczała.
„A co jeśli nie będę w stanie przestać się tym przejmować?”
„Wtedy udawaj, aż ci się uda. Tak wszyscy robimy na początku”.
„Czy nadal udajesz?”
Miranda się zaśmiała.
„Kochana, po czterdziestu latach naprawdę już mi nie zależy. Ale to zajęło trochę czasu”. Ścisnęła dłoń Haley. „Nie musisz tam dotrzeć dzisiaj. Wystarczy, że zrobisz pierwszy krok”.
Sprzedawczyni pojawiła się z jeszcze jedną sukienką.
Turkusowy. Elegancki. Ponadczasowy. Bez przesadnego blasku, ale z krojem, który wydawał się dopasowany.
„Tamtą” – powiedziała Miranda, zanim jeszcze Haley zdążyła ją przymierzyć.
„Skąd wiesz?”
„Czterdzieści lat wybierałem sukienki. Zaufaj mi.”
Haley poszła do przymierzalni, włożyła suknię, spojrzała w lustro i po raz pierwszy tego dnia nie zobaczyła kelnerki próbującej udawać kogoś innego.
Zobaczyła kobietę.
Piękne. Eleganckie. Godne uwagi.
Kiedy wyszła z przymierzalni, Miranda się uśmiechnęła.
“Doskonały.”
„Tak myślisz?”
„Wiem”. Miranda wstała i poprawiła ramiączko sukienki. „Mój syn zapomni, jak się oddycha, kiedy cię zobaczy”.
Haley roześmiała się, a jej policzki pokryły się rumieńcem.
„Więc… czy to znaczy, że wyjeżdżasz?”
Miranda zapytała. Pytanie zawisło w powietrzu.
Haley pomyślała o przyjęciu koktajlowym, szeptach, strachu. Potem pomyślała o Ethanie, o Mirandzie, o Siennie, która wkrótce będzie słyszeć świat wyraźniej. O wszystkim, co zyskała od tamtego dnia w Galerii Mercer, kiedy pomachała nieznajomemu „Wesołych Świąt”.
„Tak zrobię” – powiedziała. „Tak zrobię”.
Miranda się uśmiechnęła — szczerym uśmiechem, za którym nie kryła się żadna strategia.
„Wiedziałem, że to powiesz.”
„Wiedziałeś o tym czy to zaplanowałeś?”
„Oba, kochanie. Oba.”
Wychodząc ze sklepu, Haley niosła torbę z turkusowo-niebieską sukienką i strach, który nadal istniał, ale teraz wydawał się mniejszy.
Jej telefon zawibrował. Wiadomość od Ethana.
Czy moja matka cię przekonała?
Haley odpisała:
Twoja matka jest siłą natury.
Czy to odpowiedź „tak”?
Odpowiedź brzmi tak.
Nie pożałujesz.
Obietnica?
Obiecuję, że będzie warto.
Haley uśmiechnęła się do ekranu. Nadal była przerażona, ale też pełna nadziei.
A czasami nadzieja wystarczała.
Trzy dni do wernisażu. Trzy dni na stawienie czoła światu, który kiedyś sprawiał, że czuła się niewidzialna.
Ale tym razem nie będzie sama.
A może – tylko może – to zrobiłoby ogromną różnicę.
Te trzy dni minęły jak trzy minuty.
A teraz Haley stała przed lustrem ubrana w turkusowy kolor i próbowała sobie przypomnieć, jak oddychać.
Sukienka była jeszcze piękniejsza, niż ją zapamiętała. Materiał leżał idealnie, elegancko podkreślając jej kształty, bez przesady. Turkusowy błękit podkreślał jej oczy i kontrastował z jasną cerą. Dekolt na plecach był na tyle odważny, by emanować elegancją, ale jednocześnie na tyle dyskretny, by nie wpadać w panikę.
Haley po raz dziesiąty poprawiła włosy. Delikatne fale, które przez godzinę wyglądały naturalnie. Lekki, ale starannie wykonany makijaż. Obejrzała dwanaście samouczków na telefonie, żeby idealnie je połączyć. Srebrne kolczyki po matce lśniły w jej uszach – jedyna rzecz, którą odziedziczyła oprócz wspomnień.
„Dasz radę” – powiedziała do odbicia. „Dasz radę”.
Odbicie nie wyglądało na przekonane.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Serce Haley zaczęło bić szybciej.
„Ciociu, już są!” krzyknęła Sienna z salonu, wciąż w piżamie, z ciasteczkiem w ręku.
Haley wzięła ostatni głęboki oddech, poprawiła sukienkę i podeszła do drzwi.
Gdy otworzyła pudełko, pierwsza weszła Miranda — elegancka jak zawsze, w sukience w kolorze szampana i swoim charakterystycznym perłowym naszyjniku.
„Kochana, wyglądasz…” zaczęła Miranda, ale przerwała, gdy naprawdę zobaczyła Haley.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
„Absolutnie oszałamiające.”
„Dziękuję. Ja…”
Ale Haley nie mogła dokończyć zdania, bo Ethan pojawił się za Mirandą i zatrzymał się. Zatrzymał się na środku korytarza, z jedną ręką wciąż na klamce, z lekko otwartymi ustami i wzrokiem wpatrzonym w nią, jakby reszta świata przestała istnieć.
Cisza trwała trzy sekundy.
Cztery.
Pięć.
Miranda spojrzała na syna, na Haley i z powrotem.
„Ethan, kochanie”. Pstryknęła palcami przed jego twarzą. „Czy wciąż żyjesz?”
„Nic. Chyba go złamaliśmy” – Miranda zwróciła się do Haley.
Haley poczuła, że jej twarz zaczyna płonąć.
„Czy to za dużo? Czy to przesada? Mogę się przebrać. Nadal mam tę czarną sukienkę…”
„Nie” – w końcu odezwał się Ethan. Cicho. „Nic nie zmieniaj”.
Zrobił krok do przodu, potem kolejny. Zatrzymał się przed nią, jego wzrok chłonął każdy szczegół – sukienkę, włosy, kolczyki, twarz.
„Wyglądasz” – zaczął.
„Okropne. Przesadzone. Absurdalne”. Przełknął ślinę. „Idealne”.
Słowa te wyszły z niego jakby wyciągnięte siłą.
„Wyglądasz absolutnie idealnie.”
Haley zapomniała jak oddychać.
“Naprawdę?”
„Haley… Wiele w życiu widziałem. Byłem na imprezach z modelkami, aktorkami, spadkobierczyniami imperiów”. Objął jej twarz obiema dłońmi, delikatnie, jakby była zbyt cenna. „Żadna z nich nie zbliża się teraz do ciebie”.
„Przesadzasz.”
„Mówię szczerze. Po raz pierwszy w życiu brakuje mi słów”.
Miranda odchrząknęła.
„To ma znaczenie historyczne. Ethan zawsze ma za dużo słów”.
Żaden z nich nie słyszał.
„Też wyglądasz… pięknie” – powiedziała Haley, w końcu układając zdania. „To znaczy… przystojnie. Wyglądasz przystojnie”.
„Ten Smoking jest drogi.”
„Miałem zamiar powiedzieć elegancko.”
„To także drogie.”
„Czy nie możesz po prostu przyjąć komplementu?”
„Mojej też nie zaakceptowałeś.”
„Bo twoja była przesadzona.”
„Twoje też.”
„Mirando” – powiedział Ethan, mrugając w końcu – „czy wy dwoje zamierzacie się dalej kłócić o to, kto komu zrobił większy komplement, czy pójdziemy na imprezę?”
W tym momencie z kuchni wyłoniła się Sienna, a na jej piżamie znajdowały się okruszki ciastek.
„Cześć, przystojniaku. Cześć, pani z perłami.”
„Sienna!” Haley w końcu otrząsnęła się z transu. „Co mówiłam o nazywaniu ludzi w ten sposób?”
„Ale on jest przystojny, a ona nosi perły. To prawda.”
Miranda się zaśmiała.
„Ma rację w obu kwestiach”.
Następnie zwróciła się do Sienny z tajemniczym uśmiechem.
„A mówiąc szczerze, mam dla ciebie niespodziankę.”
Dopiero wtedy Haley zauważyła, że Miranda niosła duże, białe pudełko z różową kokardą.
“Niespodzianka!”
Sienna upuściła ciasteczko.
“Dla mnie?”
„Dla ciebie.” Miranda wyciągnęła pudełko. „Otwórz je.”
Sienna spojrzała na Haley pytając o pozwolenie. Haley, zdezorientowana, skinęła głową.
Dziewczynka drżącymi, podekscytowanymi rękami otworzyła pudełko i zamarła.
W środku znajdowała się jasnoróżowa sukienka z delikatnymi koronkowymi zdobieniami, błyszczące balerinki i mała kryształowa diadem.
„Czy… czy to dla mnie?” – wyszeptała Sienna, jakby głośne mówienie mogło sprawić, że sukienka zniknie.
„Oczywiście, że tak”. Miranda uklękła obok niej. „Nie myślałaś chyba, że zostaniesz w domu, kiedy twoja ciotka pójdzie na bal?”
Oczy Sienny napełniły się łzami.
„Ja też idę na imprezę.”
„Jesteś najważniejszym gościem wieczoru.”
Sienna rzuciła się w ramiona Mirandy z taką siłą, że niemal przewróciła matriarchę.
„Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.”
Miranda, zaskoczona, zwlekała chwilę z reakcją. Potem odwzajemniła uścisk, a jej oczy podejrzanie błyszczały.
„Proszę bardzo, księżniczko.”
Haley obserwowała tę scenę, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
Ethan podszedł bliżej i szepnął: „Czy wszystko w porządku?”
„Twoja matka…” Haley przełknęła gulę w gardle. „Nie musiała tego robić”.
„Ona chciała” – powiedział Ethan. „To różnica”.
„Ale to musiało kosztować fortunę.”
„Nie chodzi o pieniądze”. Ethan spojrzał na Mirandę, która teraz pomagała Siennie ostrożnie wyjąć sukienkę z pudełka. „Chodzi o rodzinę”.
„Nie jesteśmy jej rodziną”.
„Jeszcze.” Ethan wziął Haley za rękę.
Piętnaście minut później Sienna wyszła z sypialni odmieniona. Różowa sukienka leżała idealnie. Błyszczące balerinki lśniły przy każdym kroku. Diadem był lekko krzywy, ale Sienna nie pozwoliła nikomu go poprawić.
„Ciociu, wyglądam jak księżniczka.”
„Jesteś księżniczką, moja miłości. Prawdziwą księżniczką. Jak z zamkiem. Jak z najpiękniejszym sercem na świecie.”
Sienna się nad tym zastanowiła.
„Chyba wolałbym zamek, ale okej.”
Miranda się zaśmiała.
„Ona jest niemożliwa.”
„Wiem” – westchnęła Haley. „Wychowałam tego małego potwora”.
„Hej!” zaprotestowała Sienna. „Nie jestem małym potworem. Jestem księżniczką. Właśnie tak powiedziałaś”.
I poszli na imprezę.
Sala Galerii Mercer była nie do poznania. Złote światła. Białe kwiaty. Cicho grająca orkiestra.
Było to to samo miejsce, gdzie kilka tygodni wcześniej odbyło się przyjęcie koktajlowe, które załamało Haley.
Ale tym razem wszystko wydawało się inne.
„Wszystko w porządku?” wyszeptał Ethan.
„Staram się nie wpadać w panikę”.
„Wkurzasz się – w dobrym czy złym sensie?”
„Jeszcze nie podjąłem decyzji.”
Sienna pociągnęła Haley za rękę.
„Ciociu, dlaczego wszyscy się patrzą?”
„Bo wyglądasz pięknie, księżniczko.”
Sienna pomachała do grupy kobiet.
„Cześć! Podoba ci się moja sukienka?”
Panie uśmiechnęły się i pomachały im w odpowiedzi.
Siwowłosa kobieta podeszła bliżej.
„Ethan, kochanie, kim są te urocze młode damy?”
„Pani Wellington, to jest Haley Bennett, moja dziewczyna.”
“Zachwycony.”
„Jesteś młodą, szczęśliwą kobietą.”
Tak naprawdę, sprostował Ethan, „to ja jestem szczęściarzem”.
Sienna pociągnęła Haley za rękaw.
„Ciociu, dlaczego masz tyle małych kamyczków na szyi?”
“Sjena-”
„Co? Jest ich tak wiele.”
Kobieta się roześmiała.
„To diamenty, kochanie. Wszystkie.”
„Wszyscy oni muszą się bardzo bać złodziei”.
Miranda udawała, że kaszle.
Pół godziny później Miranda wyszła na scenę.
„Dobry wieczór wszystkim. W tym roku skupiamy się na programie dostępności – i mam niespodziankę”.
Spojrzała na Siennę.
„Księżniczko, możesz tu podejść?”
Haley poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej.
Sienna weszła na scenę, jej krzywa tiara błyszczała.
„To Sienna Bennett” – oznajmiła Miranda. „Ma sześć lat i jest jedną z najodważniejszych osób, jakie znam”.
Asystent przyniósł małe pudełko. Miranda ostrożnie umieściła aparat słuchowy w uchu Sienny i włączyła go.
Oczy Sienny rozszerzyły się.
„To jest inne. To jest silniejsze.”
„Słyszysz mnie, księżniczko?”
„Mogę”. Sienna rozejrzała się za Haley. „Ciociu, słyszę lepiej”.
Haley nie mogła powstrzymać łez.
Oklaski były prawdziwe. Szczere.
Sienna wyglądała na zdezorientowaną.
„Czemu klaszczą? Przecież włożyłem sobie coś do ucha”.
Śmiech na całej sali.
„Dorośli są dziwni” – podsumowała.
Potem noc płynęła jak sen.
Ethan nie odstępował Haley na krok. Przedstawiał ją bez wahania każdej osobie, która się do niego zbliżyła, a jego oceniające spojrzenia stopniowo ustępowały miejsca szczerym uśmiechom.
Sienna stała się gwiazdą imprezy. Tańczyła z Mirandą, jadła więcej kanapek niż powinna i oczarowywała każdego, kto pojawił się na jej drodze.
W pewnym momencie orkiestra zagrała walca.
„Zatańczysz ze mną?” Ethan wyciągnął rękę.
„Nie umiem tańczyć walca.”
„Ja też nie. Udawajmy razem.”
Haley się roześmiała i zgodziła się.
Tańczyli niezręcznie, śmiejąc się z własnych błędów, zupełnie nie zwracając uwagi na resztę sali.
„Czy jesteś szczęśliwy?” zapytał.
„Bardzo.” Oparła głowę na jego ramieniu. „Dziękuję ci za to.”
„Po co?”
„Za to, że sprawiliście, że poczułem, że tu pasuję”.
„Należysz. Zawsze należałeś.”
Około północy przyszła Miranda.
„Robi się późno, a księżniczka już zasypia.”
Sienna siedziała na krześle, zamykając oczy, a diadem w końcu przechylił się na bok.
„Zadzwonię po samochód” – powiedziała Haley.
„Bzdura” – Miranda machnęła ręką. „Będziesz spał w rezydencji. Już przygotowałam pokoje”.
„Mirando, nie musisz…”
„Nalegam. Sienna jest wyczerpana. Ty też. I nie pozwolę ci przejść przez miasto o tej porze.”
Haley spojrzała na Ethana. Uśmiechnął się.
„Nie ma sensu się kłócić. Kiedy ona coś postanowi…”
„Słyszałam” – powiedziała Miranda.
Rezydencja Mercerów była dokładnie taka, jak sobie wyobrażała Haley – i jednocześnie zupełnie inna. Ogromna, owszem. Elegancka, z pewnością, ale i przytulna. Na ścianach rodzinne zdjęcia, świeże kwiaty i wazony, zapach domu.
Sienna, półprzytomna w ramionach Ethana, mruknęła: „Panie, pański dom jest bardzo duży”.
“To jest.”
„Czy się gubisz?”
“Czasami.”
„Wiedziałam”. Ziewnęła. „Bycie bogatym jest dziwne”.
Miranda się zaśmiała.
„Chodźcie. Pokoje są gotowe.”
Pokój, który przygotowała dla nich Miranda, miał wielkie łóżko, miękką pościel i widok na oświetlony ogród.
Haley położyła Siennę na łóżku, już ubraną w pożyczoną piżamę, i ostrożnie ją otuliła.
“Ciocia?”
“Tak moja miłości.”
„Dzisiaj był najlepszy dzień w moim życiu.”
Haley zapiekły oczy.
„Mój też.”
„Czy możemy tu wrócić?”
„Zobaczymy.”
„To jest osoba dorosła, prawda?”
“Może.”
Sienna uśmiechnęła się i zamknęła oczy. W ciągu kilku sekund zasnęła.
Haley pozostała tam, obserwując swoją siostrzenicę — aparat słuchowy w jej uchu, różową sukienkę wiszącą na krześle i przekrzywioną tiarę na stoliku nocnym.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła, że wszystko jest na swoim miejscu.
Ciche pukanie do drzwi.
„Ethan. Mogę wejść?”
Haley podeszła do drzwi i lekko je uchyliła.
„Zasnęła” – wyszeptała.
„A ty?” zapytał Ethan. „Wszystko w porządku?”
„Tak” – uśmiechnęła się. „Więcej niż w porządku”.
Ethan trzymał ją za rękę.
„Jutro, kiedy się obudzisz, chcę ci coś pokazać.”
“Co?”
“Niespodzianka.”
„Jeszcze jeden?”
„Ostatni”. Uśmiechnął się w sposób, który przyspieszył jej bicie serca. „Obiecuję, że ten będzie tego wart”.
Haley spojrzała na niego.
„Planujesz coś.”
„Ja? Nigdy.”
„Ethan…”
„Śpij dobrze, Haley.”
Pocałował ją w czoło i odszedł korytarzem.
Haley zamknęła drzwi, jej serce biło zdecydowanie za szybko.
Co on planował?
Ona nie wiedziała.
Ale po raz pierwszy nie bała się dowiedzieć.
Haley obudziła się, gdy słońce przebijało się przez zasłony, i była całkowicie pewna, że nie jest w domu.
Łóżko było za duże. Pościel za miękka. I unosił się zapach świeżej kawy, który zdecydowanie nie dochodził z jej małej kuchni.
Potem przypomniała sobie o przyjęciu, o rezydencji i obietnicy Ethana.
Jutro, kiedy się obudzisz, chcę ci coś pokazać.
Sienna wciąż spała obok niej, rozciągnięta na łóżku niczym rozgwiazda, z lekko otwartymi ustami i aparatem słuchowym świecącym w jej uchu.
Haley uśmiechnęła się i powoli wstała, żeby jej nie obudzić.
Wtedy zauważyła, że drzwi szafy były lekko uchylone.
Zaciekawiona, otworzyła je całkowicie i zatrzymała się.
Szafa — wielkości jej sypialni w domu — była pełna ubrań: sukienek, bluzek, spodni, butów, wszystkich nowych, wszystkich w jej rozmiarze.
A po stronie mniejszych ubranek dziecięcych.
Sukienki, buciki, kokardy do włosów — wszystko w rozmiarze Sienny.
Na wieszaku wisiała notatka:
Aby moje ulubione dziewczyny mogły cieszyć się tym dniem. Wybierz, co chcesz. Z miłością, Miranda.
Haley poczuła, że pieką ją oczy.
Ta kobieta była niemożliwa.
“Ciocia!”
Krzyk Sienny niemal sprawił, że upuściła wieszak.
„Co to wszystko znaczy?”
Sienna obudziła się, zobaczyła szafę i stanęła w drzwiach, jakby znalazła skarb.
„Ich ubrania, kochanie. Najwyraźniej dla nas.”
„Wszystkie”. Oczy Sienny zrobiły się szersze. „Oni są…”
„Sienna. Nie musisz krzyczeć.”
Ale było już za późno. Sienna wpadła już do szafy niczym mały różowy tornado, wyciągając sukienki i buty z dzikim entuzjazmem.
„Ciociu, spójrz na to, na to i na to!”
„Sienna, zwolnij.”
„Są kokardki do włosów!” – wyszeptała. „Tam jest różowa kokardka!”
Haley westchnęła.
Było za wcześnie na ten poziom energii.
Pół godziny później zeszli na dół na śniadanie.
Haley wybrała prostą białą bawełnianą sukienkę. Sienna miała na sobie żółtą sukienkę ze słonecznikami i trzema – nie dwiema – trzema kokardkami we włosach.
„Nie uważasz, że to za dużo kokard?” zapytała Haley.
„Nie ma czegoś takiego jak za dużo kokard” – odpowiedziała Sienna z absolutnym przekonaniem.
Sala śniadaniowa miała wielkość całego mieszkania Haley. Ogromny stół, świeże owoce, pieczywo, sery, soki wszelkiego rodzaju.
A w środku Miranda pije herbatę, jakby było to coś zupełnie normalnego.
„Dzień dobry, kochanie”. Wstała. „Dobrze spaliście?”
„Bardzo dobrze” – powiedziała Haley.
„Mirando, te ubrania… pasowały? Nie byłam pewna co do rozmiarów”.
„Były idealne.”
„Ale nie musiałeś…”
„Chciałam”. Miranda się uśmiechnęła. „A to różnica”.
Sienna już usiadła i patrzyła na stół wielkimi oczami.
„Dama z perłami… czy to wszystko jest śniadaniem?”
“To jest.”
„Księżniczko, każdego dnia.”
„Codziennie?” Sienna zwróciła się do Haley. „Ciociu, możemy tu zamieszkać?”
“Sjena.”
„Co? Jest jedzenie.”
Ethan pojawił się dziesięć minut później, wciąż w piżamie, z rozczochranymi włosami. Haley widziała go takiego po raz pierwszy.
Bez garnituru. Bez żelu. Bez zbroi CEO wyglądał normalnie, ludzko i niesamowicie przystojnie.
„Dzień dobry” – powiedział, a jego głos wciąż był ochrypły od snu.
„Dzień dobry” odpowiedziała Haley, starając się nie patrzeć za dużo.
„Proszę pana.” Sienna pomachała kromką tosta. „Ty też tu mieszkasz?”
“Ja robię.”
„W którym pokoju?”
„Ten na końcu korytarza.”
„Ten duży. To ten.” Sienna zastanowiła się nad informacją. „Mieszkasz sama w takim dużym pokoju?”
“Ja robię.”
„To marnotrawstwo.”
Miranda prawie wypluła herbatę.
Ethan się roześmiał.
„Ona ma rację.”
Po śniadaniu Ethan podszedł do Haley.
„Pamiętasz niespodziankę?”
„Od wczoraj jestem ciekaw.”
“Proszę ze mną.”
Poprowadził ją przez korytarze rezydencji, mijając pokoje, o których istnieniu Haley nawet nie wiedziała.
„Dokąd idziemy?”
“Cierpliwość.”
„Wiesz, że to tortury, prawda?”
„Wiem”. Uśmiechnął się. „To część zabawy”.
Zatrzymali się przed podwójnymi szklanymi drzwiami, które otwierały się na ogród.
Haley widziała ogrody nocą, rozświetlone świątecznymi iluminacjami. Ale w ciągu dnia robiły jeszcze większe wrażenie. Rabaty kwiatowe, fontanny, kamienne ścieżki wijące się między starymi drzewami.
„To jest piękne” – wyszeptała.
„O zachodzie słońca jest jeszcze lepiej”. Ethan chwycił ją za rękę. „Chcę ci to dziś pokazać”.
„Więcej niespodzianek?”
„Ostatni.”
Spojrzał na nią z intensywnością, która przyspieszyła bicie jej serca.
„Obiecuję.”
Dzień minął jak sen. Lunch na werandzie z widokiem na ogrody. Sienna biegała po trawniku w pogoni za motylami. Miranda uczyła Haley rozpoznawać kwiaty.
Ethan obserwował wszystko z uśmiechem, który wydawał się być stały.
To było dziwne.
Ani miejsce, ani ludzie.
Dziwne było to, że wszystko wydawało się takie właściwe, naturalne, jakby zawsze tam było.
Późnym popołudniem Miranda pojawiła się z kolejną sukienką dla Haley.
Szmaragdowo zielony. Długi. Elegancki.
„Na dzisiejszy wieczór” – powiedziała z tajemniczym uśmiechem.
„Mirando, co wy wszyscy planujecie?”
„Ja? Nic.”
„Kłamiesz.”
„Nigdy nie kłamię” – Miranda puściła oko. „Pomijam informacje tylko strategicznie”.
O godzinie 19:00 Ethan zapukał do drzwi sypialni.
Haley otworzyła je, już ubrana w szmaragdową zieleń, a jej serce biło jak szalone.
Miał na sobie garnitur. Nie służbowy. Inny – delikatniejszy, bardziej intymny.
„Na co dokładnie jesteś gotowy?”
„Zobaczysz.”
Ogrody o zmierzchu były magiczne. Latarnie zwisały z drzew. Świece unosiły się w fontannie. Płatki róż rozsypano wzdłuż kamiennej ścieżki.
„Ethan…” wyszeptała Haley. „Co to jest?”
Nie odpowiedział. Po prostu zaprowadził ją do altany w centrum ogrodu, ozdobionej białymi kwiatami i złotymi światełkami.
„Ćwiczyłem to cały tydzień” – powiedział Ethan lekko drżącym głosem.
„Co ćwiczyłeś?”
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.