CZĘŚĆ 1
16:21
Centrum Medyczne Riverside Union.
Na oddziale ratunkowym panowała atmosfera przypominająca szybkowar, który zaraz eksploduje.
Monitory piszczały w szalonym rytmie. Łóżka urazowe toczyły się po wypolerowanych podłogach. Gdzieś na korytarzu rozbrzmiewał alarm. Jeden z pensjonariuszy krzyczał do telefonu, domagając się skanu, którego radiologia wciąż nie wysłała. W powietrzu unosił się zapach antyseptyku, krwi i strachu, mieszający się w coś tak ostrego, że aż szczypał.
Pielęgniarki pobiegły. Lekarze się kłócili. Sprzątający o mało nie został potrącony przez nosze.
Jednak pośród chaosu jedna osoba nie poruszała się szybko ani głośno.
Ella Hart , początkująca pielęgniarka. Dwudziestodziewięcioletnia. Cicha. Celowo zapomniana.
Stała obok pacjenta po operacji, dochodzącego do siebie, i poprawiała kroplówkę, mając ręce pewniejsze niż większość chirurgów. Dwie starsze pielęgniarki szeptały zaledwie kilka stóp od niej, na tyle blisko, że ich głosy wślizgiwały się pod jej skórę niczym igły.
„Za każdym razem, gdy robi się stresująco, ona zamarza” – mruknęła jedna z nich.
„Osoby spokojne nie wytrzymują długo w traumie” – odpowiedział drugi.
Ella nawet nie drgnęła. Po prostu założyła kolejną kroplówkę, zacisnęła rurkę, sprawdziła parametry życiowe i skinęła głową. Idealnie.
Nie była cicho, bo się bała.
Była cicha, bo cisza utrzymywała ją przy życiu.
Cisza zapewniała jej niewidzialność.
A niewidzialne było bezpieczne.
Gdyby ktoś przyjrzał się jej uważnie, naprawdę się jej przyjrzał, zobaczyłby, jak jej oczy nigdy nie przestają się poruszać – oceniając wyjścia, licząc ludzi, skanując dłonie w poszukiwaniu broni, obliczając odległości. Nic z tego szpitalnego nawyku.
Nawyk walki.
Ale nikt jej nie obserwował. Dlaczego mieliby to robić? Była nowicjuszką. Duchem w fartuchu.
Aż do momentu, gdy drzwi wejściowe gwałtownie się otworzyły.
Najpierw wbiega ochrona – dwóch strażników pcha nosze tak szybko, że uderzają bokiem w nosze. Ratownik medyczny krzyknął: „Trauma One! JUŻ!”
A potem Ella zobaczyła ciało.
Cały oddział ratunkowy zamarł. Rozmowy ucichły w pół zdania. Taca z brzękiem upadła na podłogę.
Leżąc na noszach—
Nie cywil.
Nie zwykły żołnierz.
Nie zwykły VIP.
Czterogwiazdkowy generał armii.
Mundur galowy podarty. Medale popękane. Krew zalewała gwiazdy na jego ramionach. Jego pierś unosiła się w płytkich, ostatnich oddechach – takich, jakie należały do człowieka, który za dziesięć sekund był od załamania.
Ktoś krzyknął: „Mój Boże… postrzelili go podczas ceremonii weteranów po drugiej stronie ulicy…”
Ktoś inny wyszeptał: „Czy to generał Avery Caldwell?”
Ale Ella nie słuchała plotek.
Jej wzrok utkwiony był w maleńkiej ranie wejściowej tuż po lewej stronie środka masy...
Za wysoko dla żołądka.
Za nisko dla płuc.
Za blisko serca.
Zdecydowanie za blisko.
Jej mięśnie się napięły. Stare instynkty dały o sobie znać.
Doktor Katon – główny chirurg traumatolog – przedarł się przez tłum.
„Opuśćcie pokój! Potrzebuję skanów urazowych! Ruszajcie się, ruszajcie się, RUCHAJCIE SIĘ!”
Technicy wtoczyli maszyny. Pielęgniarki ruszyły do akcji. Generał dostał drgawek, kaszląc krwią do maski tlenowej.
Na ekranie pojawił się obraz ultradźwiękowy.
Twarz Katona uległa zmianie.
Wszystkie kolory odpłynęły.
„Za głęboko” – mruknął. „Kulka tkwi w osierdziu. Jeden zły ruch i serce pęknie. Stracimy go natychmiast”.
Pokój zamarł, jakby czas się zatrzymał.
Ella stała za wózkiem ratunkowym, ściskając uchwyt. Nie oddychała.
Ponieważ wiedziała to, czego Katon nie wiedziała.
Widziała już wcześniej ten uraz.
Nie w podręcznikach.
Nie na szkoleniu.
Na wojnie.
Odezwała się, zanim jeszcze zdała sobie sprawę, że się rusza.
"Lekarz-"
„Nie teraz, pielęgniarko” – warknął Katon.
Ale ona nie cofnęła się.
Podeszła bliżej.
„Panie… jeśli podejdzie pan od dolnego kąta bocznego i cofnie osłonkę mięśnia sercowego o 2 milimetry…”
Katon rzucił się na nią wściekły.
„Skąd w ogóle wiesz, czym jest osłonka mięśnia sercowego?”
Technik szepnął: „Czy ona jest chirurgiem?”
Ella nie odpowiedziała.
Ponieważ prawdziwa odpowiedź brzmiała:
Kiedyś trzymała w dłoniach jednocześnie serca dwóch mężczyzn, gdy ziemia drżała od ognia moździerzowego.
Ale nie mogła tego powiedzieć.
Puls generała Caldwella zatrzymał się na pół sekundy.
Monitor krzyczał.
Katon zacisnął szczękę.
„Dobra” – warknął. „Pokaż mi”.
Ella stanęła obok niego, jej głos był spokojny, gładki, precyzyjny.
„Przesuń kleszcze w lewo – nie, bardziej. Teraz cofnij o dwa milimetry. Utrzymuj nacisk tutaj. Zobaczysz.”
Kropla potu spłynęła po skroni Katona.
Następnie-
„Jest odsłonięte” – wyszeptał. „Boże, jest tam”.
Pięć minut wydawało się wiecznością.
Następnie-
„Mamy to.”
Uniósł zakrwawioną kulę.
Puls generała się uspokoił. Potem znów przybrał na sile.
Zbiorowy wydech wypełnił salę traumatologiczną.
Katon wpatrywał się w Ellę.
„Gdzie się tego nauczyłeś?”
Ella przełknęła ślinę.
I skłamała w jedyny możliwy sposób.
„Z życia, którego nigdy nie miałam przeżyć”.
I nagle personel oddziału ratunkowego nie patrzył już tylko na nią.
Obserwowali ją .
Pielęgniarka, która nie była pielęgniarką.
Nowicjuszka, która znała się na chirurgii pola bitwy.
Cicha dziewczyna, która uratowała czterogwiazdkowego generała.
Szepty rozeszły się jeszcze zanim generał opuścił salę operacyjną.
Jej imię — Ella Hart — było na ustach wszystkich w niecałą godzinę.
I właśnie w tym momencie…
Ktoś inny także poznał jej imię.
ZABÓJCA, KTÓRY ZAWIÓDŁ
Północ.
Cztery godziny później.
Ella zakończyła zmianę drżącymi rękami — nie ze zmęczenia, a z powodu wspomnień, które próbowały wydostać się z ciemności.
Wyszła na zewnątrz w chłodną kalifornijską noc, otuliła się kurtką i skierowała się do samochodu.
Latarnie uliczne migotały na asfalcie. Karetki stały na biegu jałowym. Pielęgniarka paliła za śmietnikiem.
A po drugiej stronie ulicy—
Stał mężczyzna.
Nadal.
Cicho.
Obserwuję.
Miał na sobie ciemną kurtkę, ręce w kieszeniach, twarz częściowo kryła się w cieniu.
Ale Ella natychmiast rozpoznała tę postawę.
Nogi ustawione pod kątem.
Ramiona wyprostowane.
Szczęka pochylona w znanym geście.
Wojskowy.
Sprawdzony w boju.
Spokojny jak Predator.
Jej serce zabiło mocniej.
Ona znała tę postawę.
Widziała to na pustyni.
W bunkrach.
W oczach mężczyzn, którzy nigdy nie wrócili.
Ella zamarła.
Mężczyzna zrobił krok naprzód.
Jeden krok.
Inny.
Powoli. Rozważnie.
Ella cofnęła się, sięgając do drzwi samochodu. Wślizgnęła się do środka, zamknęła je i patrzyła na niego przez przednią szybę, ciężko dysząc.
Zatrzymał się na krawężniku.
Przechylił głowę.
Przyglądałem się jej.
Każdy instynkt krzyczał:
On wie, kim jesteś. Wie, czym jesteś. Wie, co się dzisiaj wydarzyło.
Jej telefon zawibrował.
Złapała go, oddychając ciężko.
Nieznany numer.
Dobra robota dzisiaj, sanitariuszu.
Jej krew zamarzła.
Tylko jedna osoba kiedykolwiek ją tak nazwała.
Tylko jedna żywa osoba miała takie prawo.
Jej palce drżały, gdy pisała:
Kto to jest?
Pojawiły się trzy kropki.
A potem zniknął.
A potem pojawił się ponownie.
Już wiesz. Musimy porozmawiać. Nie przestanie, dopóki generał nie umrze.
Elli poczuła ucisk w klatce piersiowej.
Nie chodziło o nią.
Chodziło o generała.
Ale chodziło także o nią.
Ponieważ kolejna wiadomość uderzyła ją prosto do kości —
Powinieneś być martwy.
Wpisała:
Ty też.
Nadeszła ostatnia wiadomość.
Wykorzystali cię dzisiaj, Cormanie. Tak samo jak nas wszystkich. Bądź gotowy.
Ekran zrobił się czarny.
Ella się nie ruszyła.
Bo w końcu zrozumiała.
Ten człowiek nie był tu tylko raz.
On polował.
Nie ona.
Nie dziś wieczorem.
Generał.
Jej przeszłość ponownie wdzierała się do świata, a ona nie miała nad tym kontroli.
Następnie-
Puk. Puk.
Podniosła gwałtownie głowę.
W drzwiach jej mieszkania stanęło dwóch mężczyzn w garniturach.
Nie policja.
Nie wojsko.
Garnitury.
Wyższy mężczyzna uniósł dokument tożsamości w stronę wizjera, jego głos był spokojny i oficjalny.
„Pani Hart. CIA. Musi pani z nami pójść.”
Jej puls przyspieszył.
„Nie jestem aresztowany.”
„Nie” – powiedział agent. „Nie jesteś”.
„W takim razie nigdzie się nie wybieram.”
Wydechnął.
Nie podrażniony.
Po prostu zmęczony.
„Ella… człowiek, który zastrzelił generała, wie, że żyjesz. A po dzisiejszej nocy… już nie zniknie”.
Poczuła ucisk w żołądku.
„Po co ujawniać moje nazwisko?” – wyszeptała. „Po co mnie narażać?”
Agent odpowiedział z lekkim uśmiechem, który przyprawił ją o dreszcze.
„Ponieważ jesteś jedyną osobą, której nie zabije na miejscu.”
Jej serce się zatrzymało.
Nie potrzebowali jej pomocy.
Nie chcieli jej wiedzy specjalistycznej.
Chcieli ją wykorzystać jako przynętę.
Wyszła na zewnątrz i zamknęła za sobą drzwi.
„Jaki jest plan?”
„Zabierzemy cię w bezpieczne miejsce” – powiedział agent. „Czekamy, aż do ciebie dotrze. Kiedy to zrobi… zabierzemy go żywego”.
Ella przełknęła ślinę.
„A co jeśli wybierze generała?”
Agent zrobił pauzę.
„Dlatego cię potrzebujemy.”
Ella spojrzała na niego surowo.
Aż do tej chwili myślała, że ucieknie przed swoją przeszłością.
Ale wojna zawsze znajdzie drogę powrotną do domu.
Poszła za agentami do ich samochodu.
Zanim weszła do środka, odwróciła się.
Mężczyzna zniknął.
Ale cień jego obecności pozostał w świetle latarni ulicznej...
Ostrzeżenie.
Obietnica.
Duch powracający z zaświatów.
A to był dopiero początek.
CZĘŚĆ 2
W samochodzie CIA czuć było zapach starej skóry i złych intencji.
Ella Hart siedziała na tylnym siedzeniu, zaciskając dłonie tak mocno, że żyły nabrzmiały jej na nadgarstkach. Latarnie uliczne przesuwały się po jej twarzy zimnymi żółtymi smugami, gdy samochód odjeżdżał od krawężnika. Agenci milczeli. Nie musieli. Ich milczenie mówiło jej wszystko:
Nie eskortowali jej dla ochrony.
Eskortowali ją, bo jej nie ufali.
Ella patrzyła w lustrze, jak jej mieszkanie kurczy się, pochłaniane przez ciemność. Nie było już domem. Nie teraz, gdy duch z jej przeszłości stał po drugiej stronie ulicy – żywy, oddychający, obserwujący.
Matthew Cole.
Były kolega z drużyny.
Były towarzysz broni.
Były trup.
Tak jej przynajmniej powiedziano.
Teraz chodził swobodnie, wysyłał jej wiadomości i polował na czterogwiazdkowego generała z precyzją, którą mógł osiągnąć tylko żołnierz SEAL.
Agent siedzący na miejscu pasażera w końcu się odezwał.
„Byłeś cichy.”
Ella patrzyła prosto przed siebie. „Wyciągnąłeś mnie z domu o północy. Cisza wydaje się odpowiednia”.
Agent Brooks — szczupły, starszy, z siwiejącymi na skroniach włosami — spojrzał na nią.
„Nie wyglądasz na… zaskoczoną.”
„Pracuję na oddziale traumatologii” – powiedziała Ella beznamiętnie. „Ludzie przychodzą tu wykrwawiając się przez cały dzień. Nie mam już sił, żeby się dziwić”.
Brooks uśmiechnął się bez humoru. „Nie to miałem na myśli”.
Jego partner, agent Morales, zabrał głos z miejsca kierowcy.
„Ty też nie byłeś zaskoczony, gdy pojawił się twój przyjaciel.”
Paznokcie Elli wbiły się w jej dłonie.
„On nie jest moim przyjacielem.”
„Dobrze” – powiedział Morales. „On po prostu zna techniki chirurgiczne stosowane na polu bitwy, twój stary znak wywoławczy i twoją martwą przeszłość”.
Brooks odchylił się swobodnie. „Powiedz mi, Ella. Jak początkująca pielęgniarka jest w stanie wyjąć kulę z serca generała szybciej niż nasz ordynator urazów?”
„Miałam szczęście” – powiedziała.
Brooks spojrzał na nią, jakby właśnie powiedziała mu, że potrafi latać.
„Ta sztuczka z kulą to nie szczęście. To wiedza operatora. Wiedza chirurga”.
Serce Elli zaczęło walić w piersi.
Nie mrugnęła.
Nie drgnął.
Nie oddychał.
Nie musiała niczego potwierdzać. Jej milczenie wszystko potwierdzało.
Brooks znów spojrzał przed siebie. „Nie jesteśmy tu po to, żeby cię demaskować. Wiedzieliśmy, kim jesteś, odkąd zgłosiłeś się do tego szpitala”.
To dlaczego nic nie zrobiłeś do dziś? – pomyślała Ella.
Morales zwolnił, wjeżdżając na cichą drogę przemysłową.
„Jesteśmy tutaj” – powiedział.
Ella zmarszczyła brwi.
Nie byli w bezpiecznym domu.
Nawet blisko.
Przed nami znajdował się magazyn — ogromny, pusty, odosobniony — z zaciemnionymi oknami i ogrodzoną ścianą obsadzoną furgonetkami i wozami patrolowymi.
To nie była ochrona.
To było powstrzymywanie.
Morales zaparkował. Brooks wysiadł i otworzył drzwi Elli.
Zawahała się. „To nie jest bezpieczny dom”.
„Nie” – przyznał Brooks. „To kontrolowane miejsce”.
„Dla twojego bezpieczeństwa” – dodał Morales.
Kłamstwa.
Ale Ella i tak wyszła.
Bo gdyby teraz uciekła, miałaby pewność, że nigdy więcej nie pozwolą jej odejść.
MAGAZYN
Wnętrze magazynu rozświetlało ostre, białe światła LED. Na środku stał długi metalowy stół. Wzdłuż ścian wisiały monitory. Uzbrojeni agenci wylegiwali się na swoich stanowiskach, jakby czekali na zakończenie przerwy w meczu futbolowym.
Ella rozejrzała się po pokoju.
Każde wyjście.
Każdy strażnik.
Każde okno.
Nadal wyszkolony. Nadal zabójczy. Nadal niebezpieczny.
Brooks wskazał na krzesło. „Usiądź.”
Ella nadal stała.
Morales westchnął. „Nie będziemy cię przesłuchiwać. Nie masz kłopotów”.
„A co ja tu robię?”
Brooks skrzyżował ramiona.
„Twój były kolega z drużyny – Matthew Cole – odłączył się od sieci dwanaście lat temu. Wierzyliśmy, że zginął razem z resztą twojej jednostki”.
Elli krew ścięła się ze strachu.
Jej głos zabrzmiał ciszej, niż zamierzała:
„Został w tyle”.
Brooks nie zareagował. „Matthew pojawił się ponownie trzy miesiące temu. Wywiad pokazuje, że śledził generała Caldwella od kwietnia”.
Ella zacisnęła szczękę. „Bo uważa, że generał odmówił nam wsparcia powietrznego”.
Morales pokręcił głową. „Wierzy? Siostro Hart, wiemy, że Caldwell nigdy nie otrzymał prośby”.
Ella cofnęła się.
Brooks kontynuował: „Co oznacza, że ktoś sfabrykował zapisy radiowe. Ktoś wrobił generała”.
Elli słyszała bicie serca dudniące w uszach.
„Więc… zdrada nie była prawdziwa”.
„Nie” – powiedział Brooks. „Ale konsekwencje były, cholera jasna, pewne”.
Poczuła ucisk w klatce piersiowej.
Wszystko, co nosiła w sobie przez dwanaście lat — każdy koszmar, każdy krzyk, każdy duch — uwolniło się z jej żeber.
„Dlaczego wojsko nam nie powiedziało?” – wyszeptała.
Spojrzenie Brooksa stwardniało.
„Bo oficjalnie… twoja jednostka w ogóle nie miała tam być”.
Ella poczuła, jak podłoga zapada się pod jej stopami.
Jej jednostka nie została zapomniana.
Zostały wymazane.
Morales potarł czoło. „Ella, nie sprowadziliśmy cię tu, żeby rozmawiać o przeszłości. Sprowadziliśmy cię tu, bo następny ruch Matthew nie będzie strzałem ostrzegawczym”.
Poczuła ucisk w gardle.
Brooks pochylił się bliżej.
„On znowu przyjdzie po Caldwella. A zanim to zrobi… przyjdzie po ciebie”.
Ella spojrzała mu w oczy.
„On by mnie nie zabił.”
„Nie” – powiedział Brooks. „Nie zrobi tego. Dlatego cię potrzebujemy”.
Ella się spięła.
Brooks podszedł bliżej i powiedział cicho.
„Jesteś jedyną osobą, która może go tu przyprowadzić żywego.”
Ella w końcu zrozumiała.
„Wykorzystujesz mnie” – powiedziała cicho. „Wyjawiłeś moje nazwisko, żeby go wywabić”.
Brooks nie zaprzeczył.
Morales też nie.
„Jesteś świetną przynętą” – powiedział Morales.
Ella zacisnęła szczękę. „Nie jestem twoją pułapką”.
„Jesteś”, powiedział po prostu Brooks, „czy ci się to podoba, czy nie”.
Zanim Ella zdążyła odpowiedzieć…
PĘKAĆ.
Odległe metaliczne echo.
Najlżejsza wibracja.
Ella zamarła.
Rozpoznała ten dźwięk.
Słyszała to przez wydmy, betonowe ściany i opancerzony pojazd Humvee.
Strzał snajperski z tłumikiem.
Morales zesztywniał. „Słyszeliście…”
ROZBITE SZKŁO.
Kula przebiła się przez okno magazynu i utkwiła w ścianie kilka centymetrów od głowy Brooksa.
Agenci kryli się za skrzyniami.
Rozległ się wycie syren.
Zgasło światło.
Czy on po mnie przyszedł? – pomyślała Ella.
A może przyszedł po nich?
Nie miała czasu na podjęcie decyzji.
STRZAŁ, KTÓRY ZMIENIŁ WSZYSTKO
Morales złapał Ellę za ramię. „RUSZAJ SIĘ!”
Schowali się za metalowym stołem, gdy powietrze przeciął drugi strzał.
Agenci odpowiedzieli ogniem na oślep, krzycząc do radiotelefonów.
„Snajper! Południowo-wschodni dach! Potrzebuję obserwatora!”
Ella podczołgała się do najbliższej skrzynki, pozostając nisko.
W magazynie rozległy się krzyki, gdy agenci szukali schronienia.
Kolejna kula roztrzaskała monitor.
Następnie-
Cisza.
Spokój przed czymś gorszym.
Brooks nacisnął przycisk słuchawki.
„Zespół Alfa, czy macie oczy?”
Nic.
Statyczny.
Ella przełknęła ślinę.
To nie była strzelanina.
To była wiadomość.
Morales podpełzł obok niej, dysząc. „On nie próbuje nas zabić”.
Ella pokręciła głową. „Nie marnowałby kul”.
Brooks schował się za belką podporową. „Po co w ogóle strzelać? Co on, do cholery, robi?”
Ella zamknęła oczy.
I wtedy wiedziała.
„Mówi mi” – wyszeptała – „że może do mnie dotrzeć wszędzie. Zawsze”.
Brooks zesztywniał.
Ella kontynuowała: „On nie wejdzie do środka. Nie będzie na ciebie polował. Nie dziś wieczorem”.
Otworzyła oczy.
„On mnie ostrzega.”
W magazynie zapadła cisza.
Morales potarł twarz dłonią. „To dlaczego do nas strzelasz?”
Ella wzięła drżący oddech.
„…ponieważ chce, żebym przestał ci pomagać”.
Agenci wymienili spojrzenia.
„Fantastycznie” – mruknął Morales. „Wkurzyliśmy ducha”.
Brooks ponownie stuknął w słuchawkę. „Wszystkie jednostki, przeszukać teren. Proszę przeszukać wszystkie dachy. Sprawdzić alejki, pojazdy…”
Z zewnątrz dobiegł okrzyk:
„ZNALEŹLIŚMY COŚ!”
Morales podciągnął Ellę. „Zostań za mną”.
Wybiegli na zewnątrz, w lodowatą noc.
Agenci otoczyli mały obiekt leżący na chodniku.
Ella parła naprzód.
To była łuska naboju.
Wypolerowane. Czyste.
I grawerowane.
Poczuła ucisk w żołądku.
Na obudowie widniał napis:
NIE TY, ELLA.
NIE TYM RAZEM.
ODEJDŹ.
Brooks przeczytał rycinę na głos, jego głos był napięty.
„Jezu… ten facet jest bardzo osobisty”.
Ella zamknęła oczy.
Określenie „osobiste” to za mało.
Matthew nie ostrzegał CIA.
Ostrzegał ją.
I zawsze miał na myśli to, co pisał.
Morales mruknął: „Gdyby chciał, miałby czysty strzał na twoją głowę”.
Ella skinęła głową.
„Zawsze tak robi.”
Brooks zwrócił się do niej.
„Co to znaczy?”
„To znaczy” – szepnęła Ella – „że jest lepszy od was wszystkich”.
Morales prychnął. „Lepiej niż snajperzy CIA? Nie ma szans”.
Ella spojrzała na niego surowo.
„On mnie trenował.”
Wyraz twarzy Moralesa uległ zmianie.
Oczy Brooksa się zwęziły.
Dotarło to do nich obu naraz —
Matthew nie był tylko byłym kolegą z drużyny.
To on nauczył Ellę wszystkiego, co potrafiła.
Umiejętności medyczne.
Walka w zwarciu.
Chirurgia polowa.
Ocena zagrożenia.
Ucieczka i unikanie.
W magazynie zapadła cisza.
Było gorzej niż myśleli.
Dużo gorzej.
SYGNAŁ WYWOŁAWCZY NA ŚCIANIE
Wewnątrz magazynu agenci w końcu zabezpieczyli teren. Brak strzelca. Brak śladów stóp. Brak sygnatury cieplnej. Brak śladu.
Jak duch, Matthew pojawił się i zniknął.
Ella stała sama przy przeciwległej ścianie, wpatrując się w grawerowaną obudowę, którą trzymała w dłoni.
„Odejdź” – wyszeptała. „Nie mogę”.
Brooks podszedł do niej ostrożnie.
„Musisz nam wszystko powiedzieć.”
Głos Elli był zimny.
„Nie masz pozwolenia.”
„Wypróbuj mnie.”
Ella powoli obróciła się ku niemu.
„Kiedy tracisz całą jednostkę” – powiedziała cicho – „nie próbujesz znaleźć ciał. Próbujesz zapomnieć ich imiona”.
Brooks przełknął ślinę.
Ella kontynuowała.
„Zostaliśmy wysłani do strefy śmierci, w której nigdy nie powinniśmy się znaleźć. Ktoś wymazał logi. Ktoś wyłączył wsparcie powietrzne. Ktoś pozwolił nam zginąć”.
Morales zmarszczył brwi. „Ale generał nie był za to odpowiedzialny”.
„Nie” – powiedziała Ella. „Co oznacza, że zrobił to ktoś inny”.
Brooks podszedł bliżej. „A Matthew myśli, że wie, kto to jest”.
Ella skinęła głową.
„I myśli, że ja jestem następny.”
Brooks zesztywniał. „Dlaczego ty?”
„Bo przeżyłam” – wyszeptała Ella. „A nikt nie miał przeżyć”.
Morales odetchnął głęboko. „Jezu. Musimy cię zabrać w bezpieczne miejsce”.
„Nie ma bezpiecznego miejsca” – powiedziała Ella. „Nie przed nim”.
Morales otworzył usta, a potem zamarł.
Monitor na ścianie migotał.
Szum.
Potem wyraźniejszy.
Potem…
Ziarnisty obraz z noktowizora.
Dach.
Postać w kapturze.
Oczy słabo świecące odbitym światłem podczerwonym.
Mateusz.
Morales zaklął. „Jak do cholery dostał się na nasze kanały?”
Brooks krzyknął: „Zamknij to!”
Ella podeszła bliżej do monitora.
Matthew patrzył prosto w kamerę.
Jakby ją widział.
Jego usta się poruszyły.
Brak dźwięku.
Tylko trzy słowa.
Ale Ella odczytała je doskonale.
„On cię okłamuje.”
Obraz został przycięty na czarno.
Elli krew zrobiła się zimna.
Brooks złapał technika. „Przekaż tę informację zwrotną — TERAZ!”
„Proszę pana, to nie było nasze” – wyjąkał technik. „Ten sygnał został wstrzyknięty z zewnętrznego źródła”.
Morales jęknął. „Jesteśmy atakowani przez byłego żołnierza SEAL, który żyje poza systemem. Fantastycznie”.
Ella go nie słyszała.
Jej wzrok był utkwiony w pustym ekranie.
On cię okłamuje.
Kto?
CIA?
Generał?
Ktoś inny?
Ella odsunęła się od monitora, a jej serce waliło jak młotem.
Brooks podszedł do niej.
„Co ci powiedział?”
Ella nie odpowiedziała.
Ona tylko szepnęła:
„…Muszę porozmawiać z generałem Caldwellem.”
Brooks zesztywniał. „Absolutnie nie”.
„Uratowałam mu życie” – powiedziała Ella. „Jest mi winien odpowiedzi”.
Morales spiorunował go wzrokiem. „On jest pod ochroną wojskową, a ty jesteś cywilem. Nie zbliżysz się do niego na odległość mniejszą niż pięćdziesiąt stóp”.
Ella stanęła twarzą do nich obojga.
„Wyjawiłeś moje nazwisko, żeby zmusić go do ujawnienia się.”
Brooks gwałtownie wypuścił powietrze. „…tak.”
Ella zrobiła krok naprzód, a jej oczy stały się stwardniałe.
„W takim razie pomożesz mi dokończyć to, co zacząłeś.”
Morales skrzyżował ramiona. „A jeśli powiemy nie?”
Ella patrzyła na nich ze spokojem, który wprawił obu agentów w zakłopotanie.
„Wtedy zniknę” – powiedziała. „Tak jak on”.
Pozwoliła słowom dotrzeć do niej.
„A jeśli zniknę… on pójdzie za mną.”
Morales zaklął pod nosem.
Brooks przeczesał włosy dłonią.
Ella wzięła głęboki oddech.
„Nie jestem przynętą. Już nie. Zamierzam zdobyć odpowiedzi.”
Brooks w końcu przemówił.
„…Dobrze. Zabierzemy cię do generała.”
Morales wyglądał na przerażonego. „Brooks…”
„Ma rację” – powiedział Brooks. „To się wymyka spod kontroli. Jeśli z nim nie porozmawia, stracimy kontrolę nad całą operacją”.
W powietrzu wyczuwało się silne napięcie.
Ella odsunęła się od rozbitej szyby i wygrawerowanej łuski naboju, która wciąż leżała w jej dłoni.
Matthew żył.
Ktoś dowodzący skłamał.
Prawda zaś została pogrzebana gdzieś pomiędzy umierającym generałem, zbuntowanym żołnierzem SEAL i operacją CIA, w której nie miała brać udziału.
Wsunęła obudowę do kieszeni.
„Chodźmy” powiedziała cicho.
A agenci poszli za nimi.
Ponieważ w końcu zrozumieli:
Ella Hart nie była niewinna.
Nie była krucha.
Nie była zwykłą pielęgniarką.
Była jedyną ocalałą z oddziału, który powinien był zginąć dwanaście lat temu.
A teraz?
Miała już dość ukrywania się.
CZĘŚĆ 3
Tym razem podróż do szpitala była inna.
Nie jak dojazd.
Nie jak eskorta.
Raczej jak przewóz niebezpiecznego ładunku.
Z wyjątkiem „niebezpiecznego ładunku” jakim była Ella Hart.
Agent Brooks siedział obok niej na tylnym siedzeniu, sztywny, z ręką uniesioną w pobliżu kabury. Morales jechał z przodu, z postawą człowieka, który spodziewa się, że w każdej chwili w samochód trafi wyrzutnia rakiet.
„Wchodzimy przez wejście dla personelu” – powiedział Morales. „Mniej narażenia. Mniejsze ryzyko”.
Ella wpatrywała się w okno.
Ciemne ulice.
Puste chodniki.
Cisza, która zawsze poprzedzała uderzenie.
„Myślisz, że pójdzie za nami?” zapytał Brooks.
Ella nawet nie mrugnęła. „Nie. Dziś wieczorem dowiódł swojego racji”.
Morales prychnął. „Strzelając do nas?”
„Nie” – powiedziała Ella. „Gdyby chciał cię zabić, zdrapalibyśmy cię z betonu”.
Samochód ucichł.
Po chwili Brooks mruknął: „Świetnie. To pocieszające”.
Skręcili do podziemnego garażu pod Centrum Medycznym Riverside Union. Dwa wojskowe Humvee stały zaparkowane przed windą. Czterech żandarmów stało na straży z karabinami skierowanymi w dół, ale w gotowości.
Ella wysiadła z samochodu.
Posłowie od razu się zdenerwowali.
Agent Morales uniósł odznakę. „Eskorta CIA. Jest z nami”.
Strażnicy nie odpuścili.
Ella rozumiała dlaczego. Żołnierze rozpoznawali zagrożenie nawet w mundurach.
Brooks zaprowadził ją do windy.
„Pamiętaj” – powiedział cicho. „Nie masz dostępu do informacji tajnych. Zadaj pytania. Dostaniesz to, czego potrzebujesz. My zajmiemy się strukturą przesłuchań”.
Ella zatrzymała się i spojrzała mu prosto w oczy.
„Nie jestem tu po to, żeby przesłuchiwać generała. Jestem tu po to, żeby potwierdzić prawdę”.
Brooks przełknął ślinę.
I nie kłócił się.
OIOM NAD MIASTEM
Drzwi windy otworzyły się na najwyższe piętro.
Żandarmeria wojskowa ustawiła się wzdłuż korytarza. Wszystkie drzwi były strzeżone. Każde okno zasłonięte folią zaciemniającą. Atmosfera była bardziej jak bunkier niż szpital.
Pielęgniarki szeptały za notatnikami.
Jeden z mieszkańców mruknął pod nosem: „To ona”.
Ella ich zignorowała.
Przeszła obok szklanych sal intensywnej terapii, aż dotarła do tej z największymi zabezpieczeniami.
Generał Avery Caldwell leżał w środku.
Żywy.
Zabandażowany.
Podłączeni do monitorów, które stale piszczały — zaledwie kilka godzin po tym, jak wykrwawiałem się na noszach.
Żołnierze stojący przy drzwiach rozstąpili się, gdy Brooks pokazał mu odznakę.
Brooks delikatnie otworzył drzwi.
„Generale” – powiedział. „Mamy kogoś, kto musi z tobą porozmawiać”.
Caldwell słabo podniósł wzrok.
Ale gdy jego wzrok spoczął na Elli...
Rozpoznanie rozbłysło.
I jeszcze coś.
Ulga.
Wina.
Wdzięczność przeplatana żalem.
„Ty” – wychrypiał. „Pielęgniarka, która mnie uratowała”.
Ella zrobiła krok naprzód. „Generale… musimy porozmawiać”.
Brooks pozostał w drzwiach ze skrzyżowanymi ramionami.
Morales stał na straży na zewnątrz.
Generał gestem nakazał Elli podejść bliżej.
Usiadła obok jego łóżka.
Caldwell przyglądał się jej przez długą, zmęczoną chwilę.
„Nie poruszasz się jak pielęgniarka” – powiedział cicho.
Ella nie zaprzeczyła.
Nie drgnęła.
Tylko się gapiła.
Lekko skinął głową. „Wiedziałem to, gdy tylko dotknąłeś pochwy. Tylko medycy bojowi znają ten kąt. Tylko osoby z pola walki.”
Elli poczuła ucisk w klatce piersiowej.
„Generale” – powiedziała cicho – „muszę cię o coś zapytać. I potrzebuję prawdy”.
Wydechnął i na chwilę zamknął oczy.
"Zapytać."
Ella ścisnęła gardło. „Dwanaście lat temu… w Zatoce… oddział SEAL poprosił o wsparcie lotnicze. Nasz znak wywoławczy brzmiał Raven Twelve”.
Twarz generała zmieniła się natychmiast.
To było coś subtelnego — lekkie zaciśnięcie szczęki, błysk w oczach — ale Ella to wychwyciła.
„Pamiętasz” – szepnęła.
Znów otworzył oczy.
„Oczywiście, że pamiętam.”
Jej serce się załamało.
Kontynuował grubym głosem:
„Bo ta noc mnie zniszczyła.”
Elli zaparło dech w piersiach.
Caldwell spojrzał na swoje drżące dłonie.
„Powiedzieli mi, że cię zawiodłem. Powiedzieli mi, że twój zespół poprosił o wsparcie lotnicze, a ja odmówiłem zgody. Że twoja jednostka zginęła, bo nie interweniowałem”.
Ella przełknęła ślinę, a jej głos się załamał.
„A ty?”
Generał gwałtownie pokręcił głową.
„Nie. Nigdy nie słyszałem o takiej prośbie. Ani razu. Oficer łącznościowy przydzielony do twojego regionu sprzedawał informacje. Sfałszował dzienniki pokładowe.”
Ella odchyliła się do tyłu, jakby ktoś wybił jej powietrze z płuc.
„Wrobił cię” – wyszeptała.
„Tak” – powiedział generał. „A kiedy to odkryłem… było już za późno”.
Ella przyłożyła dłoń do czoła.
Dwanaście lat poczucia winy i wściekłości zaczęło się w niej rozpadać niczym zerwany drut.
„Zapisy” – powiedziała. „Raporty… mówią, że wszystkie trzy ciała zostały odnalezione”.
Generał Caldwell przyjrzał się jej uważnie.
„Sam poprosiłem o odzyskanie. Dostarczono trzy zapieczętowane torby. Trzy znaczniki. Trzy potwierdzenia DNA”. Zawahał się. „A przynajmniej… tak wynikało z dokumentów”.
Elli zrobiło się słabo.
Mateusz.
„O mój Boże” – wyszeptała. „Oni też cię okłamali”.
Wyraz twarzy generała Caldwella uległ załamaniu.
„Sanitariuszu Hart” – powiedział ochryple. „Żyłem w przekonaniu, że zabiłem twoją drużynę. W przekonaniu, że skazałem odważnych ludzi na śmierć w piasku”.
Ręce Elli drżały.
„Żyłam w przekonaniu, że nas opuściłeś” – wyszeptała.
Jego oczy zaszły łzami.
„I oboje się myliliśmy”.
Między nimi zapadła cisza — bolesna, surowa, szczera.
Na koniec Ella zapytała:
„Czy wiesz, że Matthew Cole przeżył?”
Twarz generała zbladła.
„Nie” – powiedział. „Gdybym wiedział… Poruszyłbym niebo i ziemię, żeby go znaleźć”.
Ella zamknęła oczy, łzy ją zapiekły.
Ponieważ Mateusz nigdy nie poznał tej prawdy.
Dla niego…
Generał był człowiekiem, który pozwolił, by jego drużyna spłonęła.
Człowiekiem, który ich potępił.
Człowiekiem, który ich wymazał.
A teraz Mateusz go ścigał.
Głos Caldwella złagodniał. „Ella… to, co stało się z twoim zespołem, nie było moją decyzją. Ale i tak noszę w sobie poczucie winy”.
Ella otarła policzek.
„Ktoś próbował cię dziś zabić” – powiedziała. „Ktoś z odpowiednim przeszkoleniem. Jeszcze nie skończył”.
„Nie” – wyszeptał Caldwell. „On nie przestanie”.
Ella wpatrywała się w podłogę.
„Dlaczego nasze prawdziwe dzienniki radiowe zostały ukryte? Kto je sfałszował? Kto kazał je zniszczyć?”
Generał spojrzał w okno — ciemne, odbijające światło.
A potem z powrotem do niej.
„Nie spodoba ci się odpowiedź.”
Jej krew zmroziła się.
„Kto?” wyszeptała.
Generał przełknął ślinę.
„Ci sami ludzie, którzy cię dziś wieczorem namierzyli. Ci sami ludzie, którzy wymazali twoją jednostkę zamiast ją uratować”. Spojrzał jej w oczy. „CIA”.
Ella miała wrażenie, że świat stanął na głowie.
Brooks zesztywniał za nią.
Stłumiony głos Moralesa było słychać na zewnątrz pokoju.
Głos Elli był ledwo słyszalny.
„Mówisz mi, że CIA świadomie zostawiła mój zespół na pastwę losu?”
Generał skinął głową ze smutkiem.
„Dali zielone światło dla misji. Zatuszowali ją. I ukryli prawdę tak głęboko, że nikt nigdy się nie dowie”.
Oddech Elli się trząsł.
Brooks zrobił krok naprzód. „Generale, to nie jest dokładne…”
Caldwell gwałtownie obrócił głowę w jego stronę z zaskakującą siłą jak na człowieka podłączonego do respiratora.
„Nie było cię tam.”
Brooks już się nie odezwał.
Ella pochyliła się do przodu.
„Dlaczego?” wyszeptała. „Dlaczego nas wymazał?”
Generał zamknął oczy.
„Tajna misja, w której brałeś udział, nie miała na celu zbierania informacji wywiadowczych”.
Tętno Elli waliło.
„Nie chodziło nawet o walkę” – powiedział.
„A więc co to było?” – naciskała.
Generał przełknął ślinę.
„Chodziło o ekstrakcję”.
Ella zamarła.
Ekstrakcja.
Nie słyszała tego słowa od nocy, kiedy wszystko poszło do diabła.
„Kogo wydobyć?” wyszeptała.
Generał Caldwell spojrzał na nią, a w każdej zmarszczce malował się smutek.
„Oficera CIA pracującego w twoim zespole”.
Oddech Elli ustał.
Osadzony?
Jej zespół był małą jednostką chirurgiczną. Nie przydzielono do niego żadnego oficera wywiadu. Nikt tego nie zgłosił. Nikt jej nie poinformował.
Caldwell kontynuował:
„Miał przy sobie tajne informacje. Wystarczająco dużo, by zagrozić wielu operacjom. Wystarczająco dużo, by zniszczyć całe sieci.”
Serce Elli waliło jak młotem, każdy dźwięk wstrząsał jej żebrami.
„Twoja jednostka nie miała za zadanie pozyskiwać informacji” – powiedział generał. „Ty miałeś go odzyskać”.
Ella pokręciła głową.
„Nie mieliśmy na miejscu żadnego oficera wywiadu” – szepnęła.
„Tak” – powiedział generał. „Zrobiłeś to”.
Jego oczy spotkały się z jej oczami.
„I to on cię zdradził”.
Ella przestała oddychać.
Generał szepnął:
„Oficerem przydzielonym do twojego zespołu… był Matthew Cole.”
Wszystko w Elli rozpadło się.
Pokój wirował.
Powietrze zniknęło.
Jej płuca się zacisnęły.
„Nie” – wyszeptała. „Nie, Matthew był jednym z nas. On był… on był tym, który…”
Głos generała był ostry jak ostrze.
„On nie był zwykłym żołnierzem SEAL, Ella. Był agentem CIA. Wysłanym, żeby wydobyć tajne dokumenty. Kiedy sprawy potoczyły się źle, przerwał misję… i zostawił resztę z was.”
Pierś Elli zaczęła się podnosić i opadać.
Jej wzrok się zamazał.
Mateusz.
Mężczyzna, który ją niósł, gdy upadła.
Mężczyzna, który wyciągał ciała z ognia.
Mężczyzna, o którym myślała, że zginął, ratując ją.
Mężczyzna, którego opłakiwała przez dwanaście lat.
To on skazał ich na zagładę.
Jej ręce mocno się trzęsły.
„To niemożliwe” – wyszeptała. „On by… Matthew by nie…”
„Ella” – powiedział cicho Caldwell. „On cię zdradził. Zdradził was wszystkich”.
Ella zsunęła się z łóżka.
Brooks ruszył w jej stronę.
„Ella, oddychaj.”
„Nie” – wyszeptała. „Nie… nie… on nie może…”
Jej głos był chropawy, szorstki i łamiący się.
„On nie może być powodem śmierci mojej drużyny”.
Generał nie odpowiedział.
Ponieważ cisza była odpowiedzią.
Jej oczy płonęły.
Jej nogi się zachwiały.
Brooks złapał ją za łokieć, gdy się zachwiała.
Morales wpadł do pokoju bez tchu.
„Mamy problem—”
Brooks warknął: „Nie teraz…”
„Nie” – powiedział Morales drżącym głosem. „To on”.
Ella zamarła.
Caldwell szepnął: „Matthew?”
Morales skinął głową.
„On tu jest.”
WŁAMANIE W SZPITALU
Na oddziale intensywnej terapii zawyły syreny.
Zapaliły się czerwone światła awaryjne.
Posłowie krzyczeli wzdłuż korytarza.
Brooks odciągnął Ellę od drzwi. „Musimy ruszać – TERAZ”.
Morales załadował nowy magazynek do swojej broni bocznej.
Caldwell ścisnął mocno prześcieradło.
„Ella” – wyszeptał – „jeśli Matthew cię znajdzie…”
„On nie jest tu dla mnie” – powiedziała Ella głucho. „On jest tu dla ciebie”.
Nikogo to nie pocieszyło.
Brooks złapał ją za ramiona.
„Nie spuszczasz nas z oczu. Rozumiesz?”
„Pozwól mi z nim porozmawiać” – wyszeptała Ella. „Mogę…”
„Nie” – warknął Brooks. „On też cię zabije”.
„Nie zrobi tego” – upierała się.
„Zrobi to” – powiedział Brooks. „Już go nie znasz”.
Ella potrząsnęła głową, cała drżąca.
Nie –
Znała Matthew.
Znała jego głos.
Znała jego myśli.
Znała mężczyznę, który kiedyś przysiągł ją chronić.
Ale nie znała agenta CIA, który się pod tym krył.
Brooks krzyknął w głąb korytarza: „Zamknijcie windy! Zablokujcie klatki schodowe!”
Posłowie zaczęli się gorączkowo krzątać.
Morales popchnął Ellę za siebie. „Nie ruszaj się”.
Monitor Caldwella zaczął głośno piszczeć.
Oddech Elli się trząsł.
Spojrzała na generała.
„Czy Matthew wiedział, że nas nie zdradziłeś?” zapytała.
„Nie” – wyszeptał Caldwell. „Uwierzył kłamstwu, którym go karmiono. I poprzysiągł zemstę”.
Łza spłynęła po policzku Elli.
„Na niewłaściwym mężczyźnie” – szepnęła.
Caldwell spojrzał na nią ze smutkiem.
„Wszyscy uwierzyliśmy w kłamstwo”.
Na korytarzu rozległ się odgłos strzału.
A potem jeszcze jeden.
Brooks krzyknął: „On leży na podłodze!”
Serce Elli podskoczyło do gardła.
Morales podniósł broń.
Posłowie zabarykadowali wejście na oddział intensywnej terapii.
A w narastającej panice—
Ella uświadomiła sobie coś przerażającego:
Gdyby Mateusz przeszedł przez te drzwi…
On ją zobaczy.
I nie była pewna, czy on ją przytuli.
Albo strzelić prosto przez nią, żeby dotrzeć do generała.
Cofnęła się o krok.
A potem jeszcze jeden.
Jej ręce drżały w sposób niekontrolowany.
Ponieważ teraz zrozumiała coś, czego nigdy nie chciała wiedzieć.
Jej zespół nie zginął z powodu awarii komunikacji.
Nie umarli porzuceni.
Zginęli, bo Mateusz postanowił ratować siebie.
A teraz—
Wrócił, żeby dokończyć to, co zaczął.
CZĘŚĆ 4
Korytarz oddziału intensywnej terapii w niecałe dziesięć sekund zamienił się w strefę wojny.
Żołnierze utworzyli barykadę przed podwójnymi drzwiami. Agenci kryli się za wózkami z zaopatrzeniem. Pielęgniarki wskakiwały do sal chorych. Nad głowami rozległ się ryk kodu blokady, niosący się echem po każdym piętrze niczym roztrzaskany dzwonek alarmowy.
Ella stała przyciśnięta do przeciwległej ściany pokoju generała, jej ręce drżały, a oddech był płytki.
Poczuła to.
Zanim usłyszała kroki.
Zanim rozległ się krzyk.
Zanim rozległa się strzelanina.
Matthew Cole był w szpitalu.
A on szedł prosto na nich.
Brooks wykrzykiwał komendy do radia. „Zespół Alfa, zamknijcie wschodnie skrzydło! Zespół Bravo…”
Pękać!
Rozległ się strzał, tak silny, że ściany zadrżały.
Jeden z żandarmów stęknął i upadł do tyłu, trzymając się za ramię. Inny pociągnął go za wózek.
„Snajper?” krzyknął Morales.
Brooks pokręcił głową. „Nie, za blisko.”
Co oznaczało—
Strzelał z wnętrza hali.
Elli krew zrobiła się zimna.
Nie rozumieli, jak Matthew się poruszał, jak myślał.
Ale ona rozumiała.
Nie zajmował pozycji.
Szukał kątów.
Czekał, aż strach odsłoni swój najsłabszy cel.
Jeszcze jeden strzał.
Kolejny poseł odwołany.
W oddali krzyczała pielęgniarka.
Brooks krzyknął: „Gdzie on do cholery jest?!”
Morales wskazał na korytarz. „Tam – ruch!”
Ella spojrzała.
Tylko mignięcie.
Cień przemykający obok drzwi.
Zbyt szybki, by go śledzić.
Zbyt kontrolowany, by można go było nazwać kimś innym niż wyszkolonym.
Brooks oddał dwa strzały.
Kule iskrzyły, uderzając o metalowe framugi drzwi.
„Uważajcie!” krzyknął Morales. „Cywile na podłogę!”
Brooks poprawił się. „Celuję szeroko”.
Serce Elli zaczęło bić tak mocno, że poczuła zawroty głowy.
Każdy krok Matthew, każdy rykoszet kuli, każdy szept chaosu – wszystko to cofało ją o dwanaście lat.
Powrót na pustynię.
Powrót do nocy, w której krwawiła i krzyczała w szumie radia.
Powrót do mężczyzny, który, jak wierzyła, zginął, chroniąc ją.
Ale teraz wiedziała—
Nie umarł.
I nie chronił ich.
Porzucił ich.
Poczuła ucisk w klatce piersiowej.
Zmusiła się do oddychania — powoli, równomiernie, kontrolując oddech.
Myśl jak kiedyś.
Nie jak pielęgniarka.
Jak sanitariusz.
Światła na korytarzu migotały. Ktoś musiał uderzyć w rozdzielnicę elektryczną.
Morales krzyknął: „Widoczność spada – natychmiast gogle termowizyjne!”
Agenci ruszyli do akcji.
Ella nie odrywała wzroku od cieni.
„Brooks” – szepnęła.
Nie odpowiedział.
„Brooks!” – warknęła.
W końcu na nią spojrzał.
„Nie…” powiedziała cicho, „…nie przypieraj go do muru”.
Zmarszczył brwi. „Dlaczego?”
Ella wpatrywała się w korytarz, czując jak prawda szepcze jej do ucha.
„Bo on tego chce.”
Pękać!
Trzeci strzał uderzył kilka centymetrów od stopy Moralesa.
„Do cholery!” krzyknął.
Brooks zaklął pod nosem.
Ella wskazała na zachodnią stronę holu. „On nie próbuje cię zabić”.
Morales prychnął. „Strzela do nas!”
„Nie” – powiedziała stanowczo Ella. „On kontroluje twoje ruchy. Zagania cię. Chce, żebyś odciągnął siły od drzwi generała”.
Brooks zamarł.
Dotarło do mnie, że to zrozumiałem.
"Boże-"
Ella szepnęła: „On jest w systemie wentylacyjnym”.
Brooks obrócił się w stronę sufitu. „Sprawdź kanały dolotowe – TERAZ!”
Morales krzyczał rozkazy.
Dwóch parlamentarzystów wdrapało się na stołki na kółkach i szarpnęło najbliższy otwór wentylacyjny.
Pusty.
Następnie-
Pisk.
Miękki, metaliczny odgłos za drugim otworem wentylacyjnym.
Zanim ktokolwiek mógł zareagować —
Krata opadła.
Matthew bezszelestnie wyskoczył i wylądował w pozycji kucanej tuż za pierwszą linią strażników.
Jeden z parlamentarzystów krzyknął: „ON JEST W—”
Matthew poruszył się niczym rozpadający się cień.
Jeden cios.
Dwa.
Trzy.
Trzech żandarmów padło, zanim zdążyli podnieść karabiny.
Morales strzelił. Matthew schował się za wózkiem serwisowym.
Kule rozrywały ścianę.
Ella nie widziała jego twarzy, tylko sylwetkę, która płynnie przesuwała się między przeszkodami, jakby była utworzona z dymu.
Morales krzyknął: „Idzie do pokoju generała!”
Brooks odepchnął Ellę za siebie. „Trzymaj się z daleka”.
„Nie!” Ella rzuciła się naprzód. „On zabije generała…”
„On cię zabije!” – warknął Brooks.
Padł kolejny strzał.
Brooks popchnął Ellę na podłogę, gdy nad jej głową świsnął pocisk.
„DO DIABŁA!” krzyknął. „On celuje w okno!”
Ella podniosła się gwałtownie.
Generał Caldwell leżał bezradny na łóżku, z szeroko otwartymi oczami i z trudem utrzymywał pozycję siedzącą.
Ella pobiegła do niego.
„Generale, proszę się nie wychylać!”
Ale Caldwell złapał ją za nadgarstek.
„Ella…” – wysapał. „Jeśli tu wejdzie, nie posłucha. Nie usłyszy głosu rozsądku”.
Słabo ścisnął jej dłoń.
„Musisz uciekać.”
Ella energicznie pokręciła głową.
„Nie. Już nie będę biegać.”
Caldwell nie był teraz jedynym, który ciężko oddychał.
Ella przycisnęła plecy do ściany i spojrzała na korytarz.
Agenci poruszali się w nieregularnym szeregu, próbując zapędzić Matthew.
Ale on już ich minął.
Już bliżej.
Już jesteśmy cholernie blisko.
Ella zwróciła się do Brooksa. „On nie przyszedł, żeby mnie zabić”.
„I tak by mógł!” – warknął Brooks.
„Nie” – powiedziała Ella. „Dopóki nie usłyszy…”
Morales krzyknął: „ON WŁAMA SIĘ!”
Katastrofa.
Metalowa taca przeleciała przez pokój niczym pocisk.
Poseł upadł na ziemię z jękiem.
Brooks i Morales oddali kontrolowane serie.
Matthew rzucił się w bok, wykorzystując jako osłonę tarczę powalonego żołnierza, wtoczył się za wóz i rzucił się ponownie do przodu.
Stał dziesięć stóp od drzwi.
Osiem stóp.
Pięć.
Brooks krzyknął: „ZAMYKAJCIE DRZWI! TERAZ!”
Ella ruszyła bez zastanowienia.
Chwyciła tarczę bojową leżącego żołnierza i oparła ją o drzwi.
Ważył tyle, co samochód, ale adrenalina sprawiała, że był lekki jak piórko.
Morales zanurkował obok niej i chwycił za drugi koniec.
„Poczekaj!”
Ułamek sekundy później Matthew dotarł do drzwi.
Jego ramię uderzyło w metal.
Tarcza zadrżała, wibrując w ramionach Elli.
Zaparło jej dech w piersiach.
„Ella!” krzyknął Morales. „Puść – ON MA BROŃ!”
„Nie!” krzyknęła.
Kolejny wpływ.
A potem jeszcze jeden.
Potem cisza.
Ella wstrzymała oddech.
Ciche kroki oddaliły się od drzwi.
Morales szepnął: „Dokąd on poszedł?”
Górne światła migotały.
Moc wzrosła.
Pojedyncza lampa awaryjna świeciła się na czerwono pod sufitem.
A potem—
Ella go usłyszała.
Jego głos.
Spokojnie.
Nisko.
Upiornie.
„Ella.”
Jej krew zamarzła.
Był w środku.
W pokoju.
Ella się obróciła.
Matthew stał w odległym kącie, w połowie w cieniu, w połowie oświetlony światłem lampy awaryjnej.
Twarz ukryta za czarną maską.
Oczy bystre.
Wyraz twarzy nieczytelny.
Kontrolowany oddech.
Brooks i Morales natychmiast wycelowali broń.
„NIE RUSZAJ SIĘ!”
Matthew nawet na nich nie spojrzał.
Jego wzrok był utkwiony w Elli.
Tylko Ella.
Poczuła ucisk w klatce piersiowej.
Poczuła, jak lata między nimi się zacierają.
Noce pustyni.
Krew.
Ogień.
Krzyki.
Strata.
Duchy.
Matthew powoli podniósł ręce.
„Odejdź od generała” – warknął Brooks.
Matthew go zignorował.
„Ella” – wyszeptał ponownie, a jego głos się załamał.
Potrząsnęła głową.
„Nie wypowiadaj mojego imienia.”
Zamarł.
Brooks krzyknął: „Cole – jesteś aresztowany! Nie pogarszaj sytuacji!”
Matthew podniósł lewą rękę nieco wyżej, starając się, aby jego ruchy były płynne i przemyślane — pokazując im, że nie wyciąga broni.
Ale on się nie poddawał.
Wpatrywał się w Ellę.
„Nie powinnaś tu być” – powiedział cicho.
Ella zrobiła krok naprzód.
„Nie” – wyszeptała. „Nie powinieneś”.
Matthew zacisnął szczękę.
Ból migotał w jego oczach.
„Nie rozumiesz.”
Głos Elli się załamał. „Więc wyjaśnij. Wyjaśnij, dlaczego nas zostawiłaś. Wyjaśnij, dlaczego odeszłaś od mężczyzn, którzy ci zaufali”.
Brooks syknął pod nosem: „Ella, co ty robisz…”
„Zamknij się” – warknęła.
Matthew wziął głęboki oddech.
„Nie porzuciłem cię” – powiedział drżącym głosem. „Dostałem rozkaz wyjścia”.
Skóra Elli zrobiła się zimna.
Matthew kontynuował, robiąc pół kroku do przodu.
„Powiedzieli mi, że zespół został sfałszowany. Że okno ewakuacyjne się zamyka. Że jeśli się teraz nie ruszę, wszyscy zginą, łącznie z tobą”.
Oczy Elli płonęły.
Poczuła bolesny ucisk w gardle.
„Nie” – pokręciła głową. „Nie, Matthew, to nieprawda”.
„To była prawda” – upierał się.
„Generał mi powiedział.”
Generał Caldwell złapał oddech, leżąc na szpitalnym łóżku.
„Ja nigdy…” zaczął, ale nie dał rady dokończyć.
Matthew nawet na niego nie spojrzał.
„Powiedzieli mi, że nie żyjesz” – szepnął Matthew do Elli. „Powiedzieli, że twoje ciało zostało odnalezione. Pokazali mi twoje nieśmiertelniki”.
Klatka piersiowa Elli została roztrzaskana.
Jej głos się załamał.
„Skłamali” – wyszeptała. „Skłamali nam obojgu”.
W oczach Matthew'a pojawiło się coś zepsutego.
Brooks przerwał. „Cole, zostań tam, gdzie jesteś, albo…”
Matthew warknął.
"ZAMKNĄĆ SIĘ!"
Cały pokój trząsł się z jego wściekłości.
Ella wzdrygnęła się, ale tylko na moment.
Matthew wziął głęboki oddech.
Zmiękczony.
Jego głos się załamał.
„Ella…” wyszeptał. „Gdybym wiedział, że żyjesz, nigdy bym cię nie zostawił”.
Jej serce pękło szeroko.
Ale za to-
Jej głos stał się zimny.
„Ale przyszedłeś tu, żeby zabić generała.”
Matthew zacisnął szczękę.
„Bo na to zasługuje.”
Ella pokręciła głową, a łzy spływały jej po policzkach.
„Mateusz… on nas nie zdradził”.
Mateusz zamarł.
„Co powiedziałeś?”
„Nigdy nie odmówił wsparcia lotniczego” – wyszeptała. „Nigdy nie usłyszał wezwania”.
Matthew gwałtownie pokręcił głową. „Nie. Nie, to niemożliwe”.
Ella podeszła bliżej.
„On nas nie zdradził” – powiedziała cicho. „Myślał, że umarliśmy. Tak jak ty myślałeś, że ja.”
Matthew wpatrywał się w nią.
Zdrada przemknęła mu przez twarz.
Ból.
Dezorientacja.
Wściekłość.
„A więc kto?” wyszeptał. „Kto mnie okłamał?”
Ella przełknęła ślinę.
„Twoi przełożeni” – powiedziała. „CIA”.
Matthew zatoczył się do tyłu, jakby została mu ugodzona nożem.
Jego maska się poruszyła.
Jego oddech przyspieszył.
„Nie” – wyszeptał. „Nie. Oni… oni by nie…”
„Matthew” – powiedziała Ella łamiącym się głosem – „byłeś agentem ekstrakcyjnym. To ciebie wysłali. Nigdy nie miałeś być z nami. Miałeś… nas zdradzić”.
Matthew się potknął.
Ręce mu się trzęsły.
Gwałtownie pokręcił głową.
„Nie” – wyszeptał. „To nie… nie byłem…”
„Matthew” – szepnęła Ella – „byłeś agentem CIA”.
W jego oczach pojawiło się coś, czego nigdy wcześniej w nim nie widziała.
Strach.
Wyszeptał ledwo słyszalnie:
„…Ella, nie wiedziałam.”
Cisza przytłaczała niczym ciężar.
Brooks powoli uniósł pistolet. „Cole, nie ruszaj się.”
Matthew zwrócił się do niego.
I Ella zobaczyła moment, w którym wszystko w nim pękło.
Nie był tu, żeby zabijać.
Już nie.
Był złamany.
Całkowicie.
Matthew spojrzał na Ellę po raz ostatni.
„Nigdy cię nie zdradziłem.”
Ella szepnęła:
"Ja wiem."
Brooks krzyknął: „RZUĆ BROŃ I POŁÓŻ SIĘ NA ZIEMI!”
Matthew się nie poruszył.
Morales krzyknął: „COLE, NIE—”
Mateusz otworzył usta.
Powiedzieć coś.
Przyznać się.
Przeprosić.
Błagać.
Złamać.
Wyjaśnić.
Ella nigdy się nie dowie.
Ponieważ następna kula, która wystrzeliła…
Nie pochodzi od Mateusza.
Nadeszło z tyłu:
Pocisk snajperski wpadający
przez okno,
duża prędkość,
idealna trajektoria —
Prosto w klatkę piersiową Matthew.
Jego ciało zadrżało.
Krew trysnęła na podłogę oddziału intensywnej terapii.
Ella krzyknęła.
„MATEUSZU!”
Upadł na płytki, łapiąc oddech, szeroko otwierając oczy i patrząc na nią z szokiem i rozpaczą.
Brooks odwrócił się. „KTO DO DIABŁA ODDAŁ TEN STRZAŁ?!”
Morales krzyknął do radia: „NIE autoryzowaliśmy użycia broni! Kto oddał strzał?!”
Ella ich nie słyszała.
Leżała już na ziemi, przyciskała ręce do rany Matthew, łzy płynęły jej po policzkach, a oddech jej się trząsł.
Zakrztusił się i zaczął mrużeć oczy.
„Ella…” wyszeptał.
„Zostań ze mną” – błagała. „Matthew, proszę, zostań ze mną”.
„Nie…” wyszeptał. „Nie zdradziłem cię”.
„Wiem” – krzyknęła. „Wiem, Matthew. Wiem”.
Jego palce musnęły jej policzek.
A potem upadł.
Jego oczy znieruchomiały.
Ella osunęła się na niego i zaczęła szlochać.
Brooks krzyczał rozkazy.
Morales przeklął.
Generał Caldwell patrzył na tę scenę z przerażeniem.
A za rozbitym oknem —
Ciemna postać kucała na dachu po drugiej stronie ulicy.
Karabin w ręku.
Dozorujący.
Czekanie.
Nie, Matthew.
Nie CIA.
Ktoś zupełnie inny.
I Ella zrozumiała.
To jeszcze nie koniec.
Nawet blisko.
CZĘŚĆ 5
Krew Matthew Cole'a była wciąż ciepła na dłoniach Elli.
Wsiąkał w jej fartuch, rękawy, drżące dłonie, jakby próbował przytwierdzić ją do podłogi. Nad głową migotały światła oddziału intensywnej terapii, zamieniając szkarłatne smugi w powolne, pulsujące cienie.
Jego oczy — te przenikliwe, wyrachowane, niemożliwe do odczytania oczy — znieruchomiały.
Już go nie było.
Zabity nie przez los.
Nie w walce.
Nie przez wroga z pustyni.
Zabity przez kogoś, kto chciał go uciszyć.
Ktoś, kto obserwował wszystko przez cały czas.
Ktoś, kto strzelał z dachu.
Ella mocniej wcisnęła się w ranę Matthew, choć wiedziała, że to bezcelowe. Znała kąt. Znała kaliber. Znała punkt wejścia.
Klatka piersiowa.
Duża prędkość.
Przez serce.
Natychmiastowa śmierć.
Ale jej ręce i tak próbowały, drżąc i ślizgając się we krwi.
Jej głos się załamał. „Matthew… Matthew… proszę… proszę… nie…”
Brooks złapał ją za ramiona i pociągnął do tyłu.
„Ella... Ella, przestań. Jego już nie ma.”
„Nie!” krzyknęła, miotając się. „On nas nie zdradził… on nie… on nie…”
Morales uklęknął obok ciała, z szeroko otwartymi oczami w szoku. „To nie był nasz strzał. Nikt na tej częstotliwości nie wydał rozkazu ataku. Ktoś przerwał nam łączność”.
Brooks warknął: „Sprawdźcie kamery na dachach! TERAZ!”
Agent zaczął gorączkowo pisać.
Ale Ella nic o tym nie słyszała.
Jej umysł pękał.
Dwanaście lat wiary w to, że Matthew zginął jako bohater.
Jedna noc wiary w to, że stał się wrogiem.
Jedna godzina dowiadywania się, że został zdradzony, tak jak ona.
A potem—
Kula snajpera zabiera jedyną osobę, która jeszcze pamiętała o swojej drużynie.
Jej bracia.
Jej duchy.
Jej prawda.
Ella uwolniła się z uścisku Brooksa i ponownie uklękła obok Matthew. Odgarnęła mu włosy z czoła i wyszeptała:
„Przepraszam. Powinnam była cię znaleźć. Powinnam była wiedzieć.”
Jej łzy spadały na jego policzek.
Jej głos się załamał. „Nie zasłużyłeś na to”.
Generał Caldwell wyszeptał ze swego łóżka głosem przepełnionym smutkiem:
„Ella… bardzo mi przykro.”
Ella się nie odwróciła. Nie zareagowała. Nie odezwała się.
Wpatrywała się w twarz Matthew, aż obraz zaczął jej się rozmazywać.
Wtedy coś się w niej zmieniło.
Coś starego.
Coś pogrzebanego.
Coś śmiertelnie niebezpiecznego.
Podniosła się powoli – zbyt wolno – a gdy przemówiła, jej głos był cichym, drżącym szeptem:
„Ktoś go uciszył.”
Brooks zawahał się. „Ella…”
Odwróciła się do niego, a gniew wstrząsał całym jej ciałem.
„Ktoś go zastrzelił z dachu po drugiej stronie ulicy. Ktoś z odpowiednimi uprawnieniami. Ktoś, kto wiedział, że będzie gadał”.
Morales zacisnął szczękę. „Myślisz, że to był jeden z naszych?”
Ella nawet nie mrugnęła.
„Myślę, że to był ktoś, kto nie chciał, żeby prawda o Raven Twelve wyszła na jaw”.
Brooks zamarł.
„A kto to, do cholery, miałby być?” – zapytał Morales.
Ella spojrzała z Brooksa…
na Caldwella…
na rozbite okno oddziału intensywnej terapii…
„Za ludzi, którzy wysłali mój zespół na pustynię, żeby zginął” – wyszeptała. „I tych samych ludzi, którzy wysłali Matthewa pod przykrywką, żeby wydobył informacje, o których istnieniu nawet nie wiedział”.
Brooks westchnął drżąco. „Jezu Chryste…”
Morales mruknął: „To sięga głębiej niż my. Znacznie głębiej”.
Ella podeszła do okna i spojrzała na dach, na którym przed chwilą znajdował się snajper.
„Nie przyszedł tu, żeby cię zabić” – powiedziała do Caldwella. „Przyszedł po mnie”.
Oczy Caldwella rozszerzyły się. „Ella… nie…”
„Aby powstrzymać mnie przed poznaniem prawdy” – dokończyła.
Brooks potarł twarz. „Musimy wyjść z tego pokoju. Natychmiast”.
Morales warknął do radia: „Wszystkie jednostki, przenosimy generała Caldwella i pielęgniarkę Hart do bezpiecznego bunkra na niższym poziomie. Pełna blokada!”
Ella się nie ruszyła.
Nie od razu.
Następnie powoli zwróciła się do Caldwella.
„Generale” – powiedziała cicho – „powiedziałeś, że CIA umieściła oficera w mojej jednostce”.
Caldwell słabo skinął głową.
„I mówiłeś, że wydobywał tajne informacje?”
"Tak."
Głos Elli stał się bardziej surowy.
„Co on niósł?”
Caldwell przełknął ślinę.
Brooks stanął między nimi. „Ella, przestań. To nie jest odpowiednia pora…”
„Tak, to prawda” – warknęła Ella. „To jedyny raz”.
Caldwell zawahał się.
Potem skinął głową.
„To nie był plik. To nie było urządzenie. To była nazwa.”
Elli zaparło dech w piersiach.
„Imię?” wyszeptała.
Caldwell skinął głową. „Tożsamość wysoko postawionego agenta, który naruszył wiele misji. Kogoś, kto przekazywał informacje zagranicznym graczom. Kogoś, kto zorganizował wyciek lokalizacji twojej jednostki”.
Ella zacisnęła szczękę. „Kto?”
Głos Caldwella zadrżał.
„Nigdy nie widziałem tego nazwiska. Ale Matthew tak.”
Ella poczuła, że pokój się przechylił.
Brooks zaklął pod nosem.
„Jeśli Matthew wiedział…” – powiedział cicho Morales – „to on jest największym zagrożeniem dla tego agenta”.
Ella dokończyła zdanie.
„I dlatego nie żyje”.
Na oddziale intensywnej terapii zapadła przerażająca cisza.
W końcu Brooks wyprostował się.
„Musimy ruszać. Natychmiast.”
Delikatnie chwycił Ellę za ramię, ale ona się odsunęła.
"NIE."
Brooks mrugnął. „Ella?”
Podeszła do ciała Matthew. Klęcząc, zdjęła mu z szyi łańcuszek – ten, który zawsze nosił. Ten, który uważała za nieśmiertelnik.
Ale kiedy odwróciła to...
Jej krew zamarzła.
Tylna strona etykiety nie była pusta.
Była tam rycina.
Trzy litery.
Trzy listy, które nie należały do Matthew Cole'a.
CIA
Brooks szepnął: „Co do cholery…”
Ella podniosła się, ściskając metkę w pięści.
„Matthew nosił dowód” – powiedziała. „Po prostu nie zdawał sobie z tego sprawy”.
Morales zmarszczył brwi. „Dowód czego?”
Ella wpatrywała się w metkę.
„Ten nieśmiertelnik nie należy do niego. Należy do agenta, którego wyprowadzał.”
Twarz Brooksa zbladła.
„Masz na myśli… że Matthew zabił agenta? Zabrał mu odznakę?”
Ella pokręciła głową.
„Nie. Matthew nie miał go zabić. Miał go tu przyprowadzić. Ale coś poszło nie tak”.
Morales zmarszczył brwi. „Jeśli nie zabił agenta… to gdzie on jest?”
Głos Elli stał się cichszy.
„Myślę, że agent nadal żyje.”
W pokoju zapadła martwa cisza.
Brooks powoli zwrócił się do Caldwella.
„Generale… kto jeszcze znał szczegóły tej misji?”
Oddech Caldwella został przyspieszony.
„Bardzo niewielu. Ja… dowódca misji… osoba prowadząca…”
Oczy Elli się zwęziły.
„Oraz regionalny dyrektor operacyjny”.
Twarz Brooksa znieruchomiała.
Morales cofnął się o krok.
Ella szepnęła:
„Kto był regionalnym dyrektorem CIA dwanaście lat temu?”
Brooks wyszeptał to imię, jakby smakowało zgnilizną.
„Agent Donovan Hale.”
Ella zamarła.
Morales szepnął: „Hale? On nie jest zwykłym dyrektorem. Teraz kieruje połową zachodniego korytarza wywiadowczego”.
Brooks przełknął ślinę. „I to on kazał nam dziś wieczorem przyprowadzić Ellę”.
Elli czuła pulsowanie w uszach.
Wszyscy jednocześnie poznali prawdę.
Człowiek, który zdradził Raven Twelve —
Człowiek, który karmił Matthew kłamstwami —
Człowiek, który wymazał misję —
Człowiek, który wrobił generała —
Człowiek, którego Matthew próbował zdemaskować —
To był ten sam mężczyzna, który właśnie próbował zabić Ellę.
A on był w CIA.
Już teraz.
Możliwe, że obserwuję wszystko.
Brooks złapał Ellę za ramię. „Musimy wyjść – NATYCHMIAST!”
Ella nie stawiała oporu.
Już nie.
Teraz już wiedziała, kim jest prawdziwy wróg.
Morales dał sygnał żołdakom: „Przenieście generała do bunkra! Zamknąć obwód!”
Na oddziale intensywnej terapii zawrzało — słychać było odgłosy karabinów, butów, wrzasków radioodbiorników.
Ale Ella nie spojrzała na nic z tego.
Spojrzała na Matthew tylko raz jeszcze.
Na mężczyznę, którego uważała za bohatera.
Potem za złoczyńcę.
Potem załamanego.
Potem zagubionego.
A potem za kogoś zupełnie innego.
Mężczyzna, który zginął próbując powiedzieć jej prawdę.
Wyszeptała cicho:
„Dokończę to. Przysięgam.”
Następnie wyszła za Brooksem i Moralesem z oddziału intensywnej terapii, zostawiając ciało Matthew Cole'a, podczas gdy agenci natychmiast weszli, aby zabezpieczyć pokój.
Gdy dotarli do windy, Ella usłyszała cichy trzask w radiu Brooksa.
Statyczny.
Potem głos.
Zimno.
Czysto.
Śmiertelna cisza.
„Przyprowadź ją do mnie.”
Drzwi windy zamknęły się.
Brooks zbladł.
Morales ścisnął broń.
Serce Elli zamarło.
Znała ten głos.
Agent Donovan Hale.
Człowiek, który zorganizował wszystko dwanaście lat temu.
Mężczyzna, który wysłał jej zespół na śmierć.
Człowiek, który karmił Matthew kłamstwami.
Mężczyzna, który go dziś zabił.
Już się nie ukrywał.
Chciał Elli teraz.
Żywy.
Albo martwy.
Winda zjechała w dół.
I Ella zrozumiała, jaka jest misja, o którą nigdy nie prosiła:
Dokończyć to, co zaczął Matthew.
Ujawnić prawdę.
Doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości mężczyznę, który zabił jej zespół.
Bez względu na koszty.
Winda dotarła na poziom bezpiecznego bunkra.
Drzwi się otworzyły.
Ella wyszła.
I rozpoczęła się ostateczna bitwa o prawdę.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.