I w tym błysku zobaczyłem siebie.
Nie przestraszona trzynastolatka z plecakiem czekająca na kogoś, kto nigdy nie nadszedł, ale kobieta stojąca na swoim terenie – dokładnie tam, gdzie sama chciała być.
Wyciągnąłem telefon, otworzyłem wiadomości i znalazłem kontakt, o którego istnieniu wciąż marzyłem.
„Chciałbym, żebyś tu był i zobaczył ich twarze, staruszku” – napisałem.
A potem, po chwili milczenia: Miałeś rację. Napisałem swój własny rozdział.
Kliknąłem „Wyślij” — donikąd, wszędzie.
Później w tym samym tygodniu stałam na balkonie domu Richarda — teraz mojego domu — i patrzyłam, jak światła miasta migoczą niczym serce wszystkiego, co zbudował i zostawił.
Trzymałem dziennik i przerzuciłem go jeszcze raz na ostatnią stronę. Atrament trochę wyblakł, ale słowa wciąż płonęły jasno.
Jeśli kiedykolwiek spróbują cię wymazać, pamiętaj o tym. Już napisałeś swój własny rozdział.
Uśmiechnąłem się.
„Tak” – wyszeptałem. „I będę pisał dalej”.
W tym momencie nie myślałem o pieniądzach, czynach czy aktywach.
Myślałem o tej trzynastoletniej dziewczynce stojącej na ganku, ściskającej plecak i karteczkę na lodówce, zastanawiającej się, co zrobiła źle.
Gdybym mógł się z nią teraz skontaktować, powiedziałbym jej to:
Pewnego dnia będziesz mieć dom, który nie będzie cię traktował jak gościa. Życie, które nigdy nie przeprasza za zajmowanie przestrzeni. I imię, którego nikt nie przeoczy.
Ethan wyszedł na balkon i objął mnie ramieniem.
„Wszystko w porządku?”
Skinęłam głową i oparłam się o niego.
„Tak. To jak zamknięcie koła.”
Spojrzał na rozciągające się pod nami miasto.
„On byłby dumny, wiesz.”
Podniosłem twarz ku niebu, którego linia horyzontu była łagodnie błękitna.
„Myślę, że już nim jest.”
Pod nami światła miasta migotały niczym przewracane kartki papieru.
I po raz pierwszy historia ta należała całkowicie i nieodwołalnie do