Dwie godziny po pogrzebie córki mój lekarz nagle zadzwonił: „Proszę pani, proszę natychmiast przyjść do mojego gabinetu. Proszę nikomu nie mówić”. Kiedy dotarłam na miejsce, zaczęłam drżeć, widząc osobę stojącą przede mną…
Dwie godziny po pogrzebie mojej córki Lily wciąż miałam na sobie czarną suknię, w której ją pochowałam. Moje dłonie unosiły delikatny zapach kwiatów i wilgotnej ziemi. Siedziałam na brzegu łóżka, pusta i nieruchoma, wpatrując się w ciszę, gdy zadzwonił telefon.
To był dr Adrian Clarke – nasz wieloletni lekarz rodzinny, człowiek, który obserwował, jak Lily z okrąglutkiego dziecka wyrasta na bystrą, upartą szesnastolatkę.
Głos mu drżał, gdy przemówił.
„Emily… musisz natychmiast przyjść do mojego gabinetu. I proszę – nikomu nie mów, że idziesz”.
Nagląca potrzeba przebiła się przez mój smutek.
„Coś się stało?” – wyszeptałam.
Gwałtownie odetchnął. „Po prostu przyjedź. Natychmiast”.
Jazda do kliniki wydawała się oderwana od rzeczywistości, jakby moje ciało poruszało się na autopilocie, a umysł zastygł w bezruchu cmentarza. Kiedy dotarłam na miejsce, parking był pusty, nie licząc jego samochodu. Budynek stał w ciemności, jedynie światło wpadało przez okno jego gabinetu.
Nogi drżały mi, gdy wchodziłam po schodach. Zapukałam raz. Drzwi otworzyły się natychmiast.
Dr Clarke wyglądał na wyczerpanego – blady, z zaczerwienionymi oczami, jakby nie spał. Ale żołądek ścisnął mi się na widok kobiety obok niego. Była wysoka, surowa, ubrana w szary garnitur, przyglądała mi się z profesjonalnym dystansem, a nie ze współczuciem.
„Emily” – powiedziała cicho dr Clarke – „to agentka specjalna Nora Hayes”.
Przeszedł mnie dreszcz.
Agentka Hayes zrobiła krok naprzód. „Pani Whitmore, proszę usiąść. To, o czym zaraz porozmawiamy, może być bardzo trudne”.
Spojrzałam na nich, czując, jak dezorientacja ściska mi pierś.
„Moja córka zginęła w wypadku samochodowym” – powiedziałam beznamiętnie, powtarzając słowa, jakby tylko one trzymały mnie w pionie. „Tak mi powiedzieli”.
Agent Hayes wymienił spojrzenie z doktor Clarke – ciężkie od napięcia, strachu i czegoś jeszcze, co sprawiło, że zesztywniał mi kręgosłup.
„Pani Whitmore” – powiedziała łagodnie – „na ciele Lily znaleziono wyniki, które nie zgadzają się z oficjalnym raportem”.
Zaparło mi dech w piersiach. „Co pani mówi?”
Dr Clarke przełknął ślinę, a w jego oczach pojawiło się poczucie winy.
„Otrzymałem dziś wstępne wyniki sekcji zwłok. Są… rozbieżności. A jedna z nich…”
Głos mu się załamał.
„…to coś, o czym powinienem był powiedzieć lata temu”.
I wraz z tymi słowami grunt pod moim życiem zaczął pękać.
Ścisnęłam poręcze krzesła tak mocno, że moje paznokcie zostawiły na materiale ślady w kształcie półksiężyców.
„Co masz na myśli mówiąc o nieścisłościach?”
Agentka Hayes otworzyła teczkę i przesunęła po stole zdjęcie. To było zdjęcie z sekcji zwłok – takie, którego nigdy nie miałam zobaczyć. Powietrze uleciało z moich płuc.
„To” – powiedziała, wskazując na siniaki na żebrach Lily – „nie było spowodowane pasem bezpieczeństwa ani poduszką powietrzną”.
Pokręciłam głową w zaprzeczeniu. „Nie. To niemożliwe. Policja powiedziała…”
„Podano im błędne informacje” – wtrąciła delikatnie, ale stanowczo. „Te obrażenia wskazują na użycie przymusu. Celowe użycie przymusu”.
Pokój zadrżał. Serce dudniło mi w uszach.
Dr Clarke pochylił się do przodu, jego głos drżał.
„Emily… jest coś więcej. Czegoś ci nie powiedziałam, bo miałam prawny zakaz”.
Wpatrywałam się w niego, a niedowierzanie sparaliżowało mnie.
„Zakaz czego?”
Otarł czoło, nagle wyglądając na o wiele starszego.
„Lily nie była tylko moją pacjentką. Bez pani wiedzy została objęta programem ochrony… lata temu”.
Ściskało mnie w żołądku.
„Jaki program ochrony?”
Agent Hayes wtrącił się.
„Pani Whitmore, jedenaście lat temu pani zmarły mąż nieumyślnie był świadkiem transakcji handlu ludźmi powiązanej z międzynarodową siatką przestępczą. Władze uznały, że pani rodzina może być zagrożona. Lily była dyskretnie monitorowana – rutynowe wizyty lekarskie były jednocześnie kontrolami socjalnymi, a jej dokumentacja została utajniona”.
Mdłości podeszły mi do gardła.
„Więc moja córka była obserwowana? Jak przedmiot?”
Agent Hayes powoli skinął głową.
„To była standardowa procedura. Ale dwa miesiące temu coś się zmieniło. Wykryto nieautoryzowany dostęp do jej akt. Wzmocniono nadzór, ale Lily odmówiła aresztu ochronnego. Nie chciała, żeby kontrolowano jej życie”.
W oczach pojawiły mi się łzy. To była Lily – zacięta, niezależna, nie dająca się zamknąć w pułapce.
Głos dr Clarke’a drżał.
„Wypadek… Emily, jej hamulce zostały uszkodzone. A siniaki – była unieruchomiona przed wypadkiem”.
Pomieszczenie wydawało się puste, pozbawione powietrza.
„Mówisz, że moja córka została zamordowana”.
Nikt nie odpowiedział. Cisza była gęsta, miażdżąca.
Agent Hayes w końcu zamknął teczkę.
„Tak. I wierzymy, że ty możesz być następny. Dlatego potrzebujemy, żebyś poszedł z nami – natychmiast”.
Stałem, drżąc, a żal przerodził się w coś niebezpiecznego.
„Kto to zrobił?”
Agent zawahał się.
„Ci sami, którzy zaatakowali Lily. I podejrzewamy, że mogą być powiązani z kimś bliskim tobie”.
Zaschło mi w ustach.
„Kto?”
Powoli wypuściła powietrze.
„Nie możemy być jeszcze pewni. Ale pojawiło się imię”.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.