Krzyk za budynkiem
Tej nocy wiatr wydawał się osobisty, jakby próbował wyryć moje imię w kościach. 23 grudnia, Lakeshore City. Okna lśniły czerwienią i zielenią, ulice pełne ludzi ciągnących torby z zakupami i ostatnią chwilę nadziei.
Nie brałem w tym udziału. Stałem za moim zniszczonym budynkiem mieszkalnym, walcząc z pękniętym workiem na śmieci, który wybuchł po drugiej stronie alejki.
Powinienem być u brata na przedmieściach, uśmiechając się, jakby życie było w porządku. Zamiast tego byłem świeżo zwolnionym reporterem śledczym z nadszarpniętą reputacją i mieszkaniem z czynszem regulowanym, w którym śmierdziało starą kawą i tuszem do drukarki.
Pociągnąłem rozbity worek w stronę śmietnika. Wyślizgnął mi się z rąk i uderzył o metal, zamiast wpaść do środka.
„Doskonale” – mruknęłam, a mój oddech zawisł w powietrzu niczym dym papierosowy.
Schyliłem się, żeby tym razem wepchnąć to porządnie. Wtedy to usłyszałem.
Dźwięk tak cichy, że niemal obwiniłem wiatr. Nie trzepotanie szczurów, nie drapanie tektury. Cichy, urywany jęk.
Zamarłam z ręką na pokrywie. „Halo?”
Cisza. Tylko podmuchy wiatru przemykające między ceglanymi ścianami.
Mimo wszystko podniosłem pokrywę. Uderzył mnie zapach – zepsute jedzenie, mokry papier, coś kwaśnego pod spodem. Włączyłem latarkę w telefonie i powoli przesuwałem snop światła po pękniętych torbach i rozmokłych pudełkach.
Na początku to były tylko śmieci. Potem światło wychwyciło coś w kącie.
Dwoje oczu, szeroko otwartych i jasnoniebieskich, wpatrujących się we mnie.
Szarpnęłam się tak mocno, że obcas poślizgnął mi się na lodzie. „O, Boże”.
Skuliła się pod stertą gazet, tak mała, że wyglądała jak śmietnik. Miała może sześć albo siedem lat, kości ostre pod ubraniem. Jej włosy były splątane i ciemne od brudu, a za duża bluza z kapturem pochłaniała jej sylwetkę.
„Hej” – powiedziałam cicho, zniżając głos, jakbym podchodziła do bezdomnego kota. „W porządku. Nie jestem tu po to, żeby cię skrzywdzić”.
Wzdrygnęła się i zakryła twarz ręką. Całe jej ciało drżało tak bardzo, że śmieci wokół niej drżały.
„Jest lodowato” – kontynuowałem, ostrożnie podchodząc bliżej. „Nie możesz tam zostać. Rozchorujesz się”.
Próbowała mówić, ale z jej ust wydobywał się jedynie suchy, trzaskający dźwięk. Odwodnienie. Strach. Pewnie jedno i drugie.
W alejce za moim budynkiem nie było kamer, nie było świadków. Tylko ja, to dziecko i cisza, która wydawała się niewłaściwa. Nie tylko smutna i niewłaściwa. Niebezpieczna i niewłaściwa.
„Mam ogrzewanie na górze” – powiedziałem. „Koce. Jedzenie”.
To ostatnie słowo sprawiło, że jej oczy poruszyły się. Spróbowała wstać, ale jej się nie udało, kolana ugięły się pod nią.
Nie przemyślałem tego. Po prostu wspiąłem się, sięgnąłem i wsunąłem ręce pod nią.
„Wyciągnę cię stąd” – ostrzegłem. „Trzymaj się”.
Zesztywniała jak deska, gdy jej dotknąłem. Ważyła prawie nic. W żółtym świetle zaułka widać było jej siniaki – te wyblakłe na ramionach, te świeże wzdłuż linii żuchwy. Wzór, który sprawił, że ścisnęło mnie w żołądku.
„Kto ci to zrobił?” – wyszeptałam.
Nie odpowiedziała. Po prostu schowała twarz w moim płaszczu, jakbym był ostatnią stałą rzeczą na ziemi.
Odwróciłam się w stronę tylnych drzwi mojego budynku, budząc we mnie wszystkie instynkty. Coś w tym nie było przypadkowe. I po raz pierwszy od miesięcy część mojego mózgu, która goniła za historiami, była w pełni rozbudzona.
Dziewczyna na mojej kanapie
Nazywam się Noah Carter. Mam trzydzieści cztery lata, kiedyś szanowany w Lakeshore Chronicle , teraz bezrobotny, żyjący z oszczędności i żalu.
Moje mieszkanie było w opłakanym stanie – stosy starych akt, pranie w niedbałych stosach – ale było ciepło. Zamknęłam za nami drzwi, odsuwając wszystkie rygle, jakie miałam.
Delikatnie położyłem ją na zapadniętej kanapie. Podciągnęła kolana do piersi, patrząc na mnie jak osaczone zwierzę.
„Jestem Noah” – powiedziałem, idąc do małej kuchni. „Przyniosę ci wody, dobrze?”
Nie odpowiedziała, ale też nie odwróciła wzroku.
Nalałem szklankę z kranu i przyniosłem. Wzięła ją tak szybko, że o mało jej nie upuściłem. Woda zniknęła w trzech łykach.
„Dam ci więcej.”
Po dwóch, trzech kieliszkach panika w jej oddechu nieco osłabła.
„Głodny?” zapytałem.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.