Pielęgniarka, która wniosła światło w moje najciemniejsze dni

Pielęgniarka, która stała się światłem, którego nie wiedziałam, że potrzebuję

W noc narodzin mojego syna byłem bliższy śmierci niż w jakimkolwiek innym momencie mojego życia.

Poród był brutalny, rekonwalescencja jeszcze gorsza, a ja przez dziesięć długich dni leżałam w szpitalnym łóżku – obolała, przerażona i zupełnie sama. Moja rodzina mieszkała kilka godzin drogi ode mnie, mąż utknął za granicą z powodu pracy, a ja czułam się opuszczona w sposób, który ranił mnie o wiele bardziej niż ból fizyczny.

Ale każdej nocy, gdy na korytarzach robiło się cicho i świetlówki przygasały, ktoś delikatnie pukał do moich drzwi.

Pielęgniarka wślizgiwała się do środka – ciche kroki, ciepłe spojrzenie, ten spokojny uśmiech, który sprawiał, że wierzyłam, że znów mogę oddychać. Siadała obok mnie, czasem odzywając się, czasem po prostu dotrzymując mi towarzystwa, gdy płakałam bezwiednie.

Zawsze przynosiła mi wieści o moim dziecku na oddziale intensywnej terapii noworodków.

Małe zwycięstwa.

Małe kroki.

A jej obecność sprawiała, że ​​każda aktualizacja wydawała się niczym koło ratunkowe.

Nigdy nie poznałem jej imienia.

 

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.