Bardzo miło cię poznać, powiedział jeden z nich. Słyszeliśmy o tobie wszystko od Xaviera i traktujemy to poważnie, dodał drugi. Odzyskamy wszystko, co twoje.
Zeszliśmy do restauracji na pierwszym piętrze. Były tam stoliki z jedzeniem, ludzie w garniturach – niektórzy w pośpiechu, inni po cichu pijący kawę. Xavier ostrożnie położył mi na talerzu wszystkiego po trochu – trochę owsianki, plasterek sera, chleb, trochę owoców.
„Jedz powoli” – powiedział. „To będzie długi dzień”.
Na początku bałam się go wziąć. Moja ręka pamiętała, jak w domu krzywiliby się, gdybym wzięła dodatkowy kęs. Znowu jeść? Ale tutaj nikt mnie nie poganiał ani nie liczył kęsów. Jadłam powoli, delektując się nim, dawno zapomniawszy, jak to jest po prostu zjeść śniadanie w ciszy.
Po śniadaniu wróciliśmy do apartamentu. Mężczyźni szybko sprawdzili dokumenty i harmonogram. Najpierw biuro urzędnika powiatowego i rejestry nieruchomości. Alexander powiedział: „Wyciągniemy dokumenty i zobaczymy, jak przebiegało przeniesienie własności, a potem policja złoży wszystko oficjalnie”.
„Babciu” – Xavier zwrócił się do mnie – „to nie będzie łatwe. Będziesz musiała opowiedzieć tę historię jeszcze raz, ale ja zaraz przyjdę. Nie zostawię cię ani na chwilę”.
Skinąłem głową. Zrozumiałem, że nie ma już odwrotu. Albo pójdę z nimi i zniszczę to, co Raymond i Sienna zbudowali na moich plecach, albo wrócę do swojej chaty na zawsze.
Godzinę później, kiedy weszliśmy do biura powiatowego i urzędniczka wpisała mój adres do komputera, jej brwi poszybowały w górę. Spojrzała na ekran, potem na mnie, a potem znowu na ekran.
„To dziwne” – mruknęła.
Żołądek mi się ścisnął. „Co się stało?” – zapytał spokojnie Xavier, nachylając się w stronę okna.
Kobieta kliknęła coś innego. Przez długi czas nieruchomość była na nazwisko pani Kory Pendleton. Sprawdziła mój dowód osobisty i go zweryfikowała. Ale jakieś osiem miesięcy temu nastąpiło przeniesienie własności na inną osobę, ale dokumentacja jest… cóż, delikatnie mówiąc, chaotyczna.
W jaki sposób? – wtrącił się Michael.
Spójrz. Lekko obróciła monitor w naszą stronę. Akt wygląda, jakby został podpisany tutaj, w hrabstwie, w określonym dniu, ale podpis został poświadczony notarialnie w zupełnie innym stanie, a data poświadczenia notarialnego jest późniejsza niż data aktu. Tak się nie dzieje. Podpisujesz, notariusz weryfikuje to tego samego dnia lub później, a następnie transakcja zostaje zarejestrowana. Tutaj jest odwrotnie – plus kilka innych rozbieżności.
Dodała stanowczo: „Dla nas to sygnał ostrzegawczy. Szczerze mówiąc, wygląda to na fałszerstwo”.
Michael i Alexander spojrzeli na siebie. Michael już wyjmował notes, zapisując imiona i daty.
„Potrzebujemy kopii wszystkich dokumentów dotyczących tego domu” – powiedział Alexander. „Aktów własności, dokumentów, wszystkiego, co posiadasz – i oficjalnego oświadczenia o tych rozbieżnościach”.
„Mogę panu dać kopie dzisiaj” – urzędnik skinął głową. „Ale żeby złożyć formalne oświadczenie, musimy złożyć wniosek i go rozpatrzyć. To zajmie kilka dni”.
To nam odpowiada – powiedział Xavier. I jeszcze jedno – chcemy złożyć zawiadomienie o zawieszeniu postępowania, aby wstrzymać wszelkie działania dotyczące tej nieruchomości do czasu zakończenia śledztwa, tak aby nikt nie mógł jej sprzedać ani zaciągnąć na nią pożyczki.
To możliwe, odpowiedziała. Wypełnij formularz, podaj podstawę – podejrzenie oszustwa i fałszerstwa. Zablokujemy każdą rejestrację do czasu wydania nakazu sądowego.
Kiedy drukowała, byłam w szoku. Z jednej strony to było przerażające. Więc to prawda – coś sfałszowali za moimi plecami. Z drugiej strony, po raz pierwszy usłyszałam to od obcej osoby. Wyglądało na falsyfikat – nie od sąsiadki z werandy, ale od kogoś, kto pracował.
Kiedy wyszliśmy z biura, Aleksander miał już teczkę z pierwszymi egzemplarzami i zawiadomieniem o zamrożeniu. Są głębokie, powiedział cicho, z taką satysfakcją, że poczułem się trochę lepiej. Sądy odrzucają takie umowy w mgnieniu oka.
Teraz policja, przypomniał nam Michael.
Szczerze mówiąc, najbardziej bałem się komisariatu. Myślałem, że powiedzą, że to sprawa rodzinna, że to moja wina, że podpisałem, ale nie było już odwrotu.
Na komisariacie pachniało papierem i stęchłą kawą. Zaprowadzono nas do biura śledczego – kobiety po czterdziestce, surowej, ale nie nieuprzejmej. Posadzono mnie na krześle. Xavier usiadł obok mnie, trzymając moją dłoń.
„Opowiedz mi wszystko” – poprosiła, włączając dyktafon.
I zacząłem od nowa – o powrocie Raymonda, o tym, że zostanie na kilka dni, ale zostanie na lata. O Siennie, kuchni, kontrolach, które prowadzili pod pretekstem, że lepiej sobie z tym poradzę. O zamkniętych bramach, groźbach domu opieki, przecieku w mojej chacie, sprzedanych rzeczach, papierach, które podpisałem bez czytania.
Czasami głos mi się łamał i zatrzymywałam się, żeby przełknąć gulę w gardle. Xavier ściskał moją dłoń, dając mi znać, że jest przy mnie. Śledczy wciąż dopowiadał: Jak często byłaś zamknięta? Nie miałaś kluczy do domu. Czy kiedykolwiek sama wypłaciłaś czek? Jak udało im się zerwać kontakt z twoją córką?
Zapisała wszystko, kiwając głową. Skrzywiła się na wzmiankę o domu opieki.
„W porządku” – podsumowała, kiedy skończyłem. Czułem się jak wyżęty szmat. „Rejestrujemy wszystko. Wstępne zarzuty – kradzież, oszustwo majątkowe, bezprawne pozbawienie wolności i znęcanie się psychiczne nad osobą starszą, plus fałszerstwo, jeśli potwierdzi to biegły grafolog”.
Zwróciła się do mnie. Czy chcesz złożyć wniosek o nakaz ochrony, żeby nie mogli się do ciebie zbliżać, dzwonić ani cię odwiedzać?
Spojrzałem na Xaviera. Skinął głową w milczeniu.
Tak, powiedziałem. Boję się ich.
I jeszcze jedno – kontynuowała. – Gdzie będziesz mieszkać, dopóki trwa śledztwo? Nie możesz do nich wrócić.
„Zamieszka u mnie” – powiedział natychmiast Xavier. „W apartamencie hotelowym, dwa oddzielne pokoje, wszystko oficjalnie opłacone. Możemy zapewnić rezerwację, jeśli będzie trzeba”.
„Dobrze” – skinęła głową. „Wtedy jednocześnie złożymy wniosek do sądu o tymczasowy nakaz eksmisji i zakaz zbliżania się”.
Kiwałem głową, ale jakaś stara, mała część mnie szeptała: Ale on jest twoim synem. To rodzina. Ale teraz nie dało się tego powstrzymać.
Kiedy wyszliśmy ze stacji, słońce było w zenicie. Szczerze mówiąc, ledwo trzymałem się na nogach. Alexander zamówił samochód do hotelu. Wsiedliśmy i odjechaliśmy.
W tym czasie mój telefon się rozładował — ponad dwadzieścia nieodebranych połączeń, wszystkie od Raymonda.
Daj mi to – powiedział Xavier, wyciągając rękę. Podałem ci to.
Telefon znowu zawibrował. Raymond dzwonił po raz kolejny. Xavier nacisnął „Odbierz” i włączył głośnik.
„Dzień dobry” – powiedział spokojnie.
Z drugiej strony rozległ się znajomy głos. „Za kogo ty się, do cholery, uważasz? Gdzie jest mama? Co z nią zrobiłeś? Jeśli coś jej się stanie…”
Xavier czekał, aż skończy przeklinać i straci oddech. Potem, spokojnie i bez podnoszenia głosu, powiedział: „Twoja matka jest bezpieczna. Od tej chwili nie wolno ci się do niej zbliżać, dzwonić do niej ani próbować się z nią spotykać bez adwokata. Zostałeś już oskarżony o oszustwo, kradzież, bezprawne pozbawienie wolności i fałszerstwo. Radzę ci jak najszybciej znaleźć bardzo dobrego adwokata. Bardzo dobrego. Będzie ci potrzebny”.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Potem Raymond znowu krzyknął. Nie będziesz mi mówił, co mam robić. To mój dom, moja matka. Ja…
Xavier po prostu rozłączył się, wyciszył połączenia przychodzące i przełączył telefon na tryb „nie przeszkadzać”.
Niech się gotuje, powiedział. Czas, żeby poczuł choć trochę tego, co ty czułeś przez te wszystkie lata.
W hotelu zamówił lunch do pokoju. Na stole przy oknie stały talerze z ciepłym jedzeniem. Jedliśmy i rozmawialiśmy. Opowiedział mi, jak on i Malia żyli z walizek, kiedy się przeprowadzali, jak pracowała na dwóch etatach, żeby wynająć mieszkanie i załatwić mu miejsce w dobrej szkole, jak uczył się języka wieczorami, a później dostał się na studia, ucząc się nocami do egzaminów.
„Pomogłeś Malii?” zapytałem.
„Oczywiście” – odpowiedział. „Jak tylko miałem dodatkowe pieniądze, zaczęliśmy wysyłać ci przelewy na twoje konto. Mama mówiła, że je dostajesz i byłaś bardzo wdzięczna”.
Zamarłem z widelcem w powietrzu.
Jakie przelewy? – zapytałem cicho.
Regularnie, pomyślał przez chwilę. Raz w miesiącu, czasem częściej. Na początku trochę, potem coraz częściej. Powiedziała, że wszystko do ciebie dociera i że powiedziałeś jej, że to ułatwia sprawę.
Przełknęłam ślinę.
Nic nie dostałem, szepnąłem. Poza czekiem z ubezpieczenia społecznego nie miałem ani centa, a nawet tego nigdy nie widziałem w ręku. Raymond sam go wypłacił. Pierwszy raz słyszę o jakichkolwiek przelewach.
Xavier na sekundę zamknął oczy, wziął głęboki oddech, a potem bardzo spokojnie zapytał: Czy rozumiesz, co to znaczy?
Co? Choć w głębi duszy już to wiedziałam.
Wszystko, co wysłaliśmy, on też zatrzymał dla siebie, powiedział. I te dokumenty też możemy wyciągnąć. To nie tylko twój czek. To skradzione pieniądze. Tam kwoty są inne.
Poczułem się niedobrze – nie od jedzenia, ale od uświadomienia sobie tego. Przez pięć lat żyłem jak żebrak, wstydząc się prosić o dodatkową tabletkę, podczas gdy gdzieś tam moje własne dzieci wysyłały mi pieniądze, myśląc, że mi pomagają, a ja nigdy tego nie widziałem.
„Nie martw się” – dodał Xavier, patrząc przez okno. „To też dodamy do sprawy”.
Reszta dnia była jak za mgłą. Położyłem się na chwilę, oglądając telewizję. Wybór kanałów był tak ogromny, że zakręciło mi się w głowie. Po raz pierwszy od wieków sam klikałem w pilota – nie oglądając się przez ramię, nie bojąc się, że ktoś powie ze złością: „Znowu oglądasz to badziewie”.
Xavier i jego współpracownicy prawie nie odchodzili od laptopów — dzwoniąc, pisząc, koordynując działania.
Następnego dnia wróciliśmy do urzędu powiatowego. Czekali na nas z oficjalnym raportem. Dokument był suchy i oficjalny, ale nawet ja, nie będąc prawnikiem, go rozumiałem. Podpis nie zgadza się z wzorami. Data poświadczenia notarialnego nie zgadza się z datą transakcji. Informacje wprowadzono z naruszeniem procedury. Krótko mówiąc: fałszerstwo.
To wszystko, czego nam potrzeba – powiedział Michael, ostrożnie wkładając raport do teczki. Czas na rozprawę.
Potem zaczęła się praca, o której słyszałam tylko z telewizji. Michael i Alexander zebrali cały pakiet dokumentów: pozew o unieważnienie aktu własności i anulowanie rejestracji; wniosek o tymczasowy nakaz sądowy zakazujący Raymondowi i Siennie jakichkolwiek działań w domu; wniosek o ich tymczasową eksmisję do czasu rozstrzygnięcia sporu; osobne roszczenie o zwrot wszystkich zabranych pieniędzy – czeków i przelewów od Malii i Xaviera; żądanie odszkodowania za cierpienie psychiczne.
Będziemy ich ścigać z każdej strony – wyjaśnił Alexander. Karnie i cywilnie. Muszą zrozumieć, że po prostu nie odpuszczą.
Słuchałam i nie do końca wszystko rozumiałam, ale czułam jedno: ciężar, który przez lata miażdżył mi ramiona, w końcu został poniesiony przez kogoś silnego.
Dokumenty zostały złożone tego samego dnia. Teraz nadchodzi najtrudniejsza część. Czekanie, westchnął Michael. Prosimy o doraźną pomoc, ale sędzia musi jeszcze podjąć decyzję.
Tej nocy znowu prawie nie spałem. Leżałem w miękkim hotelowym łóżku i myślałem: Co, jeśli sędzia powie „nie”? Co, jeśli zostanę odesłany z powrotem do tego domu z tymi ludźmi?
Rankiem trzeciego dnia, gdy wyszłam na korytarz, żeby iść do windy, drzwi Xaviera otworzyły się gwałtownie. Stał tam z telefonem w dłoni. Jego twarz była tak poważna, że serce podskoczyło mi do gardła.
„Babciu” – powiedział. „Właśnie dzwonili z sądu. Wydali orzeczenie w sprawie naszego wniosku”.
Zrobił krok w moją stronę, wyciągając papiery, a ja spojrzałem na niego, nie mogąc stwierdzić z jego twarzy, czy to dobra, czy zła wiadomość. Xavier podał mi dokumenty. Wziąłem je drżącymi rękami.
Zapytałem: „Co się stało, kochanie?”
Po raz pierwszy od kilku dni naprawdę się uśmiechnął — zmęczonym, ale ciepłym uśmiechem.
„Tutaj jest napisane, Babciu, że wygrałaś pierwszą rundę”.
Powiedział, że sąd wstrzymał rejestrację aktu własności, tymczasowo zwrócił mi dom i dał im czterdzieści osiem godzin na opuszczenie nieruchomości — plus nakaz zakazu zbliżania się — a ich konta bankowe zostały zamrożone do czasu, aż dowiedzą się, gdzie podziały się pieniądze.
Mój wzrok stał się niewyraźny.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.