Pociąg z piskiem opon wjechał na kolejną stację. Drzwi rozsunęły się z dźwiękiem dzwonka. Ktoś krzyknął: „Zadzwoń na policję!”, gdy ciągnąłem Emmę na drugi koniec peronu.
Nie skierowałem się w stronę schodów. Skierowałem się w stronę zamkniętej bramy awaryjnej i ciemnego tunelu technicznego za nią.
Alarm zaczął wyć w chwili, gdy kopnęłam bramę. Dźwięk był na tyle ostry, że Emma drgnęła i zakryła uszy.
„Nic nam nie jest” – powiedziałem bardziej do siebie niż do niej. „Chodź tam, gdzie ja. Nie dotykaj metalowej poręczy przy ścianie. Ta może ci zrobić krzywdę”.
Weszliśmy na tory i weszliśmy w ciemność, zostawiając za sobą wściekłe głosy i migające ekrany.
Człowiek pod miastem
W tunelu unosił się zapach wilgotnego kamienia i oleju maszynowego. Małe światełka wzdłuż ścian dawały matową, czerwoną poświatę. Daleko w oddali rozbrzmiewał dźwięk klaksonu pociągu, wibrując w podłodze.
Emma potknęła się raz, potem drugi. „Noah, moje nogi… Jestem strasznie zmęczona”.
Podniosłem ją, a moje mięśnie protestowały. „Mam cię”.
Nie tylko szedłem; podążałem za na wpół zapomnianymi wskazówkami. Lata wcześniej napisałem historię o ludziach żyjących pod miastem – maleńkich społecznościach zbudowanych w zapomnianych pomieszczeniach konserwacyjnych i na starych liniach towarowych. Przewodnikiem był wtedy pewien człowiek, prawdziwy olbrzym, który posługiwał się jednym imieniem: Duke.
Skierowałem się w miejsce, które pamiętałem – boczny tunel odchodzący od głównego szlaku, strzeżony przez cienie i kawałki drewna.
Zanim dotarliśmy, z ciemności dobiegł głos: „Albo się zgubiłeś, albo masz kłopoty, Carter. Jak to jest?”
W słabym świetle wyłoniła się jakaś postać. Warstwy płaszczy, buty połatane taśmą, broda jak z wełny stalowej. Te same przenikliwe oczy, które pamiętałem.
„Hej, Duke” – powiedziałem, poprawiając Emmę na ramieniu. „Powiedziałbym, że jedno i drugie”.
Spojrzał na dziewczynę. Coś się zmieniło w jego wyrazie twarzy – złagodniał, ale jednocześnie spoważniał. Tutaj dzieci były rzadkością. Dzieci oznaczały niebezpieczeństwo.
„Tym razem przyniosłeś ze sobą tę nowinę” – powiedział. „Widziałem twoją twarz na ekranie, który ktoś podłączył”.
„Ona nie jest taka, jak mówią” – odpowiedziałem. „Ona jest tym, co ukrywają”.
„Widział wiele” – powiedział Duke. „Wiesz, że to nie jest takie proste, jak się wydaje”.
„Mam dowód” – powiedziałem. „Potrzebuję tylko czasu i sposobu, żeby się poruszać bez śledzenia”.
Spojrzał ponownie na Emmę. „Czy ma przy sobie coś, co nie pochodzi z lumpeksu?”
Spojrzałem na oklejony nadgarstek. „Tak. Bransoletka, która pewnie kosztowała więcej niż cały ten tunel”.
Duke mruknął. „Więc świecisz gdzieś na mapie”.
Zaprowadził nas głębiej w labirynt – mijając ognisko z beczki, prowizoryczne łóżka, mijając mural, który ktoś namalował na betonie, żeby wyglądał jak wschód słońca. Wylądowaliśmy w starym pomieszczeniu gospodarczym pełnym kabli i starych przełączników.
Emma już spała, gdy położyłem ją na stosie koców.
„Jaki jest plan?” zapytał Duke, podając mi wgnieciony kubek kawy.
„Hartley BioPharm przechowuje wewnętrzne notatki w prywatnej sieci. Znam miejsce, gdzie mogę się dostać tylnymi drzwiami” – powiedziałem. „Muszę udowodnić, co zrobili. Co próbowali jej zrobić. I muszę to zrobić, zanim sprawią, że znikniemy na dobre”.
„A gdzie jest ten magiczny komputer?”
„Centrum technologii społecznościowej w North Harbor” – powiedziałem. „Moja siostra kiedyś zarządzała ich serwerami. Wciąż pamiętam jeden z jej loginów administratora”.
Duke zastanowił się przez chwilę, analizując mój problem. „Mogę cię dowieźć na północ starym wozem konserwacyjnym. Ale to będzie kosztować”.
„Mam trochę gotówki.”
Pokręcił głową i wskazał na mój nadgarstek. „Zegarek.”
Spojrzałem w dół. Prosty, ale solidny zegarek, ostatni prezent od ojca. Jedyny luksus, jaki posiadałem.
Spojrzałem na śpiące na kocu dziecko.
Zdjąłem zegarek i położyłem go na wielkiej dłoni Duke’a. „Gotowe”.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.