Mój ulubiony „żart”
Przerwa stała się moją sceną.
Codziennie ta sama rutyna. Brałam torbę z jego rąk, wskakiwałam na ławkę i podnosiłam ją wysoko.
„Zobaczmy, jaki luksusowy posiłek przyniósł dziś stypendysta!”
Wybuchnął śmiech.
Nakarmiłem się nim.
Evan nigdy się nie bronił. Nigdy nie podnosił głosu. Po prostu stał tam, z wilgotnymi oczami, wpatrując się w ziemię i czekając, aż to się skończy.
Czasem był to zimny ryż.
Czasem zgnieciony banan.
Wyrzuciłbym to do śmieci, jakby było skażone.
Potem szłam prosto do kawiarni i kupowałam, co chciałam — pizzę, frytki, burgery — nawet nie sprawdzając ceny.
Nigdy nie nazwałem tego okrucieństwem.
Dla mnie to była rozrywka.
Wtorek, który zmienił wszystko
Ten wtorek wydawał się inny, jeszcze zanim się zaczął.
Niebo było szare. Powietrze ostre i nieprzyjemne. Zimno, które przenika skórę.
Gdy zobaczyłem Evana, od razu zwróciłem uwagę na jego torbę.
Mniejszy.
Zapalniczka.
Uśmiechnąłem się ironicznie.
„Co się dzisiaj dzieje?” zapytałem. „Kończy ci się ryż?”
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.