Moja kuzynka publicznie upokorzyła mojego autystycznego syna przed kilkudziesięcioma innymi osobami, więc wyszliśmy, a ona wezwała opiekę społeczną i próbowała odebrać mi syna, nie zdając sobie sprawy, jak szybko sytuacja może się odwrócić.

Moja kuzynka publicznie upokorzyła mojego autystycznego syna przed dziesiątkami osób. Więc wyszliśmy, a ona zadzwoniła do opieki społecznej i próbowała odebrać mi syna – nie zdając sobie sprawy, jak szybko sytuacja może się odwrócić.

Kiedy moja kuzynka Vanessa brała ślub, pierwszą osobą, o której powiedziałam, był mój syn Mikey.

Ma autyzm w stopniu pół-niskofunkcjonującym, więc moi przyjaciele lub znajomi często proszą, żeby nie przychodził, przez co nigdy nie chodziliśmy razem na imprezy. Ale zakładałam, że moja ciotka będzie inna.

Gdy mu powiedziałem, zaczął podskakiwać i klaskać w dłonie.

„Naprawdę, tato? Naprawdę? Mogę iść?”

Kiedy entuzjastycznie krzyknęłam „tak”, rzucił mi się w ramiona i zaczęliśmy się kręcić. Jednym z objawów jego autyzmu jest to, że łatwo się ekscytuje drobiazgami. Dlatego idąc na próbę ślubu, zadbałam o to, żeby Mikey nauczył się manier panny młodej.

Nie rozmawiajcie podczas ceremonii. Starajcie się być cicho. To dzień panny młodej, nie nasz, i tak dalej.

Wydawał się być dość uważny, więc pomyślałem, że wszystko będzie dobrze.

Ale byliśmy w połowie ceremonii próbnej, kiedy Mikey zaczął się naprawdę szeroko uśmiechać. Robi tak tylko wtedy, gdy jest z czegoś naprawdę zadowolony. Więc ścisnęłam mocno jego dłoń, jakbym chciała powiedzieć: „Ja też się cieszę”. I zamilkliśmy – milczeliśmy jak w radiu.

Gdy Vanessa dotarła na szczyt przejścia, krzyknęła: „Przepraszam, co on tu robi?”

Serce mi zamarło. Odwróciłam się do Mikeya, który wciąż się uśmiechał, nie wiedząc, że mówi o nim. Nikt inny się nie odezwał.

Jednak zamiast kontynuować ceremonię i skupić się na swoim ślubie, Vanessa zwróciła się do swego pana młodego i zaczęła wrzeszczeć jak opętana.

„Myślałem, że powiedziałeś mu, żeby nie przychodził.”

W tym momencie wskazała prosto na Mikeya, a on się rozpłakał. Publiczność szeptała w milczeniu, a ja nawet dostrzegłem kilka spojrzeń pełnych obrzydzenia w jej stronę.

Niestety, stanowili mniejszość.

Większość publiczności kiwała głowami na znak aprobaty, jakby była to najbardziej haniebna rzecz, jaką kiedykolwiek widzieli.

Coś gorącego i okrutnego we mnie wezbrało. Chciałem wykrzyczeć coś okrutnego – coś niewybaczalnego. Ale nic z tego nie powiedziałem. Chciałem być dobrym wzorem do naśladowania dla Mikeya.

Więc po prostu wyszliśmy.

Gdy tylko wyszliśmy z kościoła, Mikey dostał załamania nerwowego.

„Dlaczego ona tak o tobie mówiła, tato? To było takie podłe.”

Dziękowałam niebiosom, że nie wiedział, że to o nim.

„Synu, niektórzy ludzie są po prostu zawiedzeni, bo nie lubią samych siebie”.

Na szczęście była to tylko próba generalna.

A dwa dni później odbył się prawdziwy ślub.

Na szczęście Mikey uwierzył, że ten, do którego poszliśmy, jest prawdziwy, więc nie zastanawiał się, kiedy zostawiłam go na cały dzień z opiekunką.

Jestem dość zagorzałym mężem. Dlatego przez pierwszą połowę dnia pozwoliłem Vanessie cieszyć się chwilą bez żadnych przeszkód.

Dopiero podczas kolacji stuknąłem kieliszkiem, żeby wygłosić przemowę.

W całym pomieszczeniu zapadła cisza.

Vanessa skorzystała z okazji i bezgłośnie powiedziała: „Dziękuję, że go nie zabrałeś”.

Uśmiechnąłem się, ale nie z tego powodu, o którym ona myślała.

„Jak widać, obecnie jestem na tym ślubie bez mojego wspaniałego syna, Mikeya.”

W powietrzu czuć było dziwne napięcie, ale nie przejmowałem się tym.

„Wielu z was nie chciało, żeby był tu dzisiaj, ale on i tak chciał powiedzieć parę słów”.

Następnie wyjąłem telefon i zacząłem odtwarzać nagranie głosowe.

Nagrałem w tajemnicy nagranie, na którym Mikey opowiadał, jak bardzo cieszy się szczęściem Vanessy i jej męża, jak to mówił siedmiolatek.

Słysząc jego głos tak pełen radości, wzruszyłam się, podobnie jak reszta stołu – z wyjątkiem Vanessy, która wyglądała na tak wściekłą, że myślałam, że zaraz wybuchnie.

Mimo wszystko stuknęła kieliszkiem w mój kieliszek i w kieliszek reszty rodziny.

Nie miałem pojęcia, że ​​ten moment okaże się ciszą przed burzą.

Ponieważ następnego dnia — niecałe dwadzieścia cztery godziny później — ktoś zapukał do drzwi, ale to nie była Vanessa.

To była CPS.

Zadali mi kilka ogólnych pytań, zanim przeszli obok mnie i zaczęli oglądać mój dom.

W głowie mi się kręciło i ledwo rozumiałem, co się dzieje.

Kobieta zaczęła zapisywać każdą najmniejszą rzecz na podkładce.

Materac Mikey’a bez ramy łóżka z powodu nadmiernej stymulacji. Zanotowano.

Plastik na meblach z powodu wypadków Mike’a w toalecie. Zanotowano.

Zamki w szafkach, żeby chronić go przed ostrymi przedmiotami. Wszystko odnotowane.

Wszystko oznaczone jako dowody.

Próbowałem opowiedzieć jej o jego autyzmie, ale wtedy ona wyszeptała pod nosem: „Wszyscy tak mówią”, po czym zwróciła się do przełożonych.

Założyłem, że to kwestia braku doświadczenia, bo wyglądała, jakby właśnie skończyła studia.

Kiedy się rozłączyła, powiedziała mi, że muszą wydać nakaz natychmiastowej deportacji i że zamierzają oddać go pod opiekę najbliższego krewnego.

Natychmiast zaproponowałem to jego babci.

Następne siedemdziesiąt dwie godziny były piekłem.

Poczułem mdłości i całkowitą bezsilność, a co najważniejsze, byłem wściekły.

W jakiś sposób wiedziałem, że za tym wszystkim stoi Vanessa, i gdy już wszystko będzie powiedziane i zrobione, planowałem zmusić ją do zapłaty.

Nie chodziło już tylko o wykluczenie go ze ślubu.

Próbowała odebrać mi syna na zawsze.

Siedząc w pustym domu, otoczony zabawkami i ubraniami Mike’a, zacząłem wykonywać połączenia telefoniczne.

Po pierwsze, do prawnika specjalizującego się w prawie rodzinnym i prawach osób niepełnosprawnych.

Następnie do mojej mamy, która potwierdziła, że ​​nie umieścili u niej Mikeya, mimo mojej prośby.

Następnie udałam się do pediatry rozwojowego Mikey’a, który był oburzony, gdy wyjaśniłam mu sytuację.

Nikt nie zadziera z moim synem.

Nikt.

Vanessa nie miała pojęcia, co właśnie zaczęła.

Następnego ranka gorączkowo zbierałem wszystkie dokumenty związane z opieką nad Mikeyem, jakie mogłem znaleźć – dokumentację medyczną, oceny terapii, szkolne programy edukacyjne, notatki od pediatry – wszystko, co mogłoby udowodnić, że jestem dobrym ojcem.

Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że ledwo mogłem uporządkować papiery.

Ciągle myślałem o Mikeyu i o tym, gdzie może być.

Czy dostawał leki?

Czy wiedzieli o jego problemach sensorycznych?

Czy ktoś zadbał o to, aby miał swój specjalny koc na noc?

Ponownie zadzwoniłem do jego pediatry rozwojowej, dr Chen, aby zapytać, czy mogłaby napisać list z wyjaśnieniem wprowadzonych zmian.

Była wściekła z powodu całej sytuacji.

„Jestem lekarzem Mikeya od pięciu lat. Te udogodnienia są konieczne z medycznego punktu widzenia, a nie wynikają z zaniedbania”.

Brzmiała, jakby była osobiście urażona.

„W ciągu godziny wyślę ci list i chętnie złożę zeznania, jeśli zajdzie taka potrzeba”.

Podczas oczekiwania skontaktowałam się z moją sąsiadką Morgan, która pracuje jako nauczycielka edukacji specjalnej.

Zna Mikeya odkąd miał cztery lata i pomogła mi wdrożyć wiele jego strategii domowych.

Natychmiast zaproponowała, że ​​napisze referencje.

„To jest absolutnie niedorzeczne” – powiedziała. „Widzę cię z Mikeyem codziennie. Jesteś najbardziej oddanym ojcem, jakiego znam”.

Około południa miałam już niewielki plik dokumentów i byłam w drodze na spotkanie z prawniczką, do której zadzwoniłam: Elizabeth Reyes.

Specjalizowała się w sprawach dotyczących dzieci niepełnosprawnych i została mi gorąco polecona przez grupę wsparcia dla rodziców, do której należałam.

Jej biuro było małe, ale przytulne, na ścianach wisiały rysunki dzieci.

Elizabeth jednak skupiła się wyłącznie na pracy, robiąc szczegółowe notatki, podczas gdy jej wyjaśniałem wszystko, począwszy od zaproszenia na ślub, a skończywszy na wizycie w CPS.

„Więc uważa pan, że pana siostrzenica wykonała ten telefon w odwecie za nagranie?” – zapytała, unosząc brew.

Skinąłem głową.

„Wiem, że to brzmi paranoicznie, ale moment jest zbyt idealny. Niecałe dwadzieścia cztery godziny po tym, jak ją zawstydziłem na ślubie, zjawia się opieka społeczna”.

Elżbieta nie wyglądała na zaskoczoną.

„Niestety, fałszywe zgłoszenia do CPS w ramach zemsty zdarzają się częściej, niż można by przypuszczać. Dobra wiadomość jest taka, że ​​możemy z tym walczyć”.

Wyjaśniła, że ​​w przypadku natychmiastowego wydalenia konieczne będzie przeprowadzenie przesłuchania w ciągu siedemdziesięciu dwóch godzin.

Musieliśmy być gotowi przedstawić naszą sprawę, co oznaczało więcej dokumentacji i świadków, którzy mogliby potwierdzić moje rodzicielstwo.

„W międzyczasie” – powiedziała – „złożę wniosek o pilne odwiedziny. Nie mogą ci zabronić widywania się z Mikeyem na czas śledztwa”.

Wyszłam z jej biura z listą rzeczy do zrobienia długą na kilometr i udałam się prosto do szkoły Mikeya.

Dyrektorka, pani Taylor, była zszokowana, gdy opowiedziałem jej, co się stało.

Natychmiast wyciągnęła teczkę Mike’a i obiecała napisać list dokumentujący jego postępy i nasze regularne spotkania.

„Widziałam, jak się z nim zachowujesz na każdym szkolnym wydarzeniu” – powiedziała mi. „Każdy, kto spędzi pięć minut, patrząc na was razem, wie, jak bardzo ci na nim zależy”.

W drodze do domu odebrałam telefon od mamy.

W jej głosie słychać było gniew.

„Właśnie rozmawiałem przez telefon z twoją ciocią Lindą. Podobno Vanessa powiedziała jej, że Mikey miał kompletny atak paniki na próbie, a ty nic nie zrobiłeś, żeby go opanować”.

Krew mi się zagotowała.

„Co? Był zupełnie cicho, dopóki ona nie zaczęła krzyczeć.”

„Wiem” – powiedziała mama. „Ale mówi wszystkim, że zaniedbujesz i że Mikey jest niebezpieczny i nie panuje nad sobą. Linda wspominała, że ​​Vanessa martwiła się, że nie jesteś w stanie zaspokoić jego potrzeb”.

To wyjaśniało telefon do CPS.

Vanessa przedstawiła mnie jako niekompetentnego ojca, który nie potrafi sobie poradzić z niepełnosprawnością syna.

Uświadomienie sobie tego wywołało u mnie mdłości.

Gdy wróciłem do domu, czekała na mnie kolejna niespodzianka.

Wiadomość na Facebooku od Thomasa, nowego męża Vanessy.

Napisałem po prostu: Nie miałem z tym nic wspólnego. Przepraszam.

Nie byłem pewien, czy mu wierzyć, czy nie, ale i tak zrobiłem zrzut ekranu.

Może się przydać później.

Mój telefon zadzwonił ponownie. Nieznany numer.

Odpowiedziałem niepewnie.

„Panie Williams, to jest Jordan z Child Protective Services. Jestem opiekunem społecznym Mikeya.”

Serce mi podskoczyło.

„Gdzie jest mój syn? Czy wszystko z nim w porządku?”

„Obecnie przebywa w rodzinie zastępczej mającej doświadczenie w opiece nad dziećmi autystycznymi”.

Jego głos był łagodniejszy niż głos kobiety, która przyszła do mojego domu.

„Rozumiem, że prosił pan o umieszczenie u swojej matki.”

„Tak” – odpowiedziałem szybko. „Ona zna jego rutynę, leki, wszystko”.

„Rozważamy tę opcję, ale chciałem poinformować, że zatwierdziliśmy twoją wizytę nadzorowaną, która odbędzie się jutro o 14:00 w naszym biurze”.

Prawie zemdlałam z ulgi.

„Dziękuję. Będę tam.”

Po zakończeniu rozmowy natychmiast zadzwoniłem do Elizabeth, aby ją poinformować.

Była zadowolona z wizyty, ale ostrzegła mnie, żebym był ostrożny.

„Będą uważnie obserwować twoje interakcje” – ostrzegła. „Bądź naturalna, ale zachowaj spokój, nawet jeśli Mikey jest zdenerwowany. Nie mów nic negatywnego o Opiece Społecznej ani nie oskarżaj swojej siostrzenicy”.

Ta noc była najdłuższą nocą w moim życiu.

Wchodziłem do pokoju Mikeya, spodziewając się, że zobaczę go zwiniętego w kłębek ze swoimi pluszowymi dinozaurami.

Puste łóżko sprawiało, że bolała mnie klatka piersiowa.

Skończyło się na tym, że spałam na jego podłodze, żeby poczuć jego bliskość.

Następnego dnia przybyłam do biura CPS godzinę wcześniej, ściskając w dłoniach ulubiony przedmiot Mikeya: miękką, niebieską zabawkę w kształcie ośmiornicy, którą nazywał Squish.

Poczekalnia była przygnębiająca, cała w wyblakłych plakatach i niewygodnych krzesłach.

Przyglądałem się tykaniu zegara, każdej pełnej udręki minuty.

Kiedy w końcu przynieśli Mikeya, musiałem się powstrzymać, żeby do niego nie pobiec.

Wyglądał na wyczerpanego, miał cienie pod oczami.

Gdy mnie zobaczył, cała jego twarz się rozjaśniła.

“Tatuś.”

Rzucił się na mnie, a ja mocno go przytuliłam.

Ponad jego ramieniem widziałem pracownika socjalnego, Jordana, który patrzył na nas z neutralnym wyrazem twarzy.

„Hej, kolego” – powiedziałem ochrypłym głosem. „Bardzo za tobą tęskniłem”.

Mikey gadał jak szalony, opowiadając mi o dziwnym domu i kobiecie, która źle kroi kanapki.

Złamało mi serce to, że nie rozumiał, dlaczego nie może wrócić ze mną do domu.

Gdy nadeszła nasza godzina, nastąpiła katastrofa.

Przytulił się do mnie, krzycząc i szlochając.

Wypróbowałam metody uspokajające, których zawsze używamy, ale nic nie pomogło.

Im bardziej się denerwował, tym bardziej martwiłam się, że to źle dla mnie wygląda.

„Chcę do domu” – zajęczał, gdy pracownik próbował go delikatnie odciągnąć. „Chcę do tatusia”.

Musiałam się bardzo starać, żeby nie załamać się, gdy patrzyłam, jak niosą mojego histerycznego syna korytarzem.

Gdy zniknął mi z oczu, usiadłam w samochodzie i szlochałam.

Wróciwszy do domu, sprawdziłam pocztę e-mail i znalazłam list od dr Chen, w którym stanowczo stwierdziła, że ​​wszystkie udogodnienia Mikeya w domu są odpowiednie i zalecane.

Przesłałem tę wiadomość Elizabeth dokładnie w chwili, gdy mój telefon zadzwonił ponownie.

To była moja mama.

„Właśnie zadzwoniła do mnie opieka społeczna. Jutro przeprowadzą inspekcję domu, żeby sprawdzić, czy mogę tymczasowo przyjąć Mikeya”.

To był postęp.

Gdyby zaakceptowali dom mamy, przynajmniej Mikey mógłby zostać z rodziną, dopóki nie zabierzemy go do domu.

„Wspaniale, mamo. Czy powiedzieli coś jeszcze?”

Zapadła cisza.

„Po prostu otrzymali dodatkowe informacje dotyczące twojej opieki nad Mikeyem.”

Poczułem ucisk w żołądku.

„Dodatkowe obawy od kogo?”

„Nie chcieli powiedzieć. Ale mam całkiem dobre przypuszczenie” – powiedziała ponuro.

Vanessa stawiała wszystko na jedną kartę.

Zastanawiałem się, jakie nowe kłamstwa opowiadała.

Ta myśl tak mnie rozgniewała, że ​​zrobiłem coś, czego prawdopodobnie nie powinienem był zrobić.

Zadzwoniłem do niej bezpośrednio.

Ku mojemu zdziwieniu, rzeczywiście odpowiedziała.

„Czego chcesz?”

Jej głos był zimny.

„Chcę wiedzieć, dlaczego próbujesz odebrać mi syna” – powiedziałam, starając się zachować spokój w głosie.

Ona prychnęła.

„Nie robię nic poza wyrażaniem uzasadnionych obaw dotyczących mojego siostrzeńca. Mikey potrzebuje profesjonalnej pomocy, a nie tylko twoich wymówek dla jego zachowania”.

„Ma profesjonalną pomoc. Ma lekarzy i terapeutów…”

„I nadal nie potrafi się zachowywać poprawnie publicznie” – przerwała. „Sposób, w jaki pozwalasz mu się zachowywać na mojej próbie, dowodzi, że nie potrafisz sobie z nim poradzić”.

Byłem tak oszołomiony, że ledwo mogłem mówić.

„Był zupełnie cichy, dopóki nie zacząłeś na niego krzyczeć.”

„Nie tak to pamiętam” – powiedziała z samozadowoleniem. „I większość gości też nie”.

Wtedy mnie olśniło.

Nakłaniała innych ludzi do składania oświadczeń przeciwko mnie.

Rozłączyłam się zanim zdążyłam powiedzieć coś, czego mogłabym żałować.

Natychmiast zadzwoniłem do Elizabeth, żeby opowiedzieć jej o rozmowie.

Poradziła mi, abym nie kontaktował się już z Vanessą i udokumentował wszystko, co do tej pory się wydarzyło.

Resztę wieczoru spędziłam na spisywaniu szczegółowego harmonogramu od zaproszenia na ślub do wizyty w CPS.

Rozprawa miała się odbyć następnego dnia.

Elizabeth spotkała mnie przed budynkiem sądu. Wyglądała pewnie, miała na sobie schludny garnitur.

„Mamy mocną dokumentację” – zapewniła mnie. „A dr Chen będzie zeznawał telefonicznie”.

Gdy weszliśmy, zobaczyłem Vanessę siedzącą na korytarzu ze starszą kobietą, której nie rozpoznawałem.

Uśmiechnęła się ironicznie, gdy mnie zobaczyła.

Sala przesłuchań była mała i mniej formalna, niż się spodziewałem.

Sędzia, starszy mężczyzna o nazwisku Judge Williams, zapoznał się ze wstępnym raportem CPS, podczas gdy Elizabeth przedstawiła naszą dokumentację.

Listy od doktora Chena, pani Taylor i Morgana, a także cała dokumentacja medyczna Mike’a.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.