Buty na korytarzu
Każdy nerw w moim ciele zaczął działać naraz.
Gdyby jej ojciec miliarder powiedział światu, że nie ma szans, a ona siedziałaby na mojej kanapie, owinięta w mój zapasowy koc, nie byłbym wybawcą. Byłem problemem. Luźną nitką w czyimś drogim garniturze.
„Musimy ruszać” – powiedziałem, wstając tak gwałtownie, że pokój się przechylił. „Natychmiast”.
Oczy Emmy rozszerzyły się. „Gdzie?”
„Gdzieś, gdzie się tego nie spodziewają”.
Chwyciłem znoszoną torbę podróżną, którą trzymałem przy szafie – gotówka, tani telefon, trochę ubrań. Torba „na wypadek, gdyby wszystko się zawaliło”. Spakowałem ją tego samego dnia, kiedy wyszedłem z redakcji.
Moja dłoń właśnie zaciskała się na klamce, gdy to usłyszałem.
Ciężkie kroki na korytarzu. Nie moich sąsiadów. Nie powolne stąpanie faceta z 3B ani powolny chód kobiety idącej przez korytarz. Były spokojne, wyważone, zbyt zsynchronizowane, by można je było nazwać swobodnymi.
Zatrzymali się tuż za moimi drzwiami.
Następnie nastąpiło pojedyncze, mocne uderzenie, jakby ktoś sprawdzał wytrzymałość drewna.
Panie Carter?” Głos przesączył się, spokojny i niemal przyjazny. „Noah, wiemy, że tam jesteś”.
Znali moje imię.
Cofnąłem się od drzwi, serce waliło mi jak młotem. Emma wciąż leżała na kanapie, jej drobne ciało było sztywne. Przyłożyłem palec do ust i przykucnąłem obok niej.
„Nowa gra” – wyszeptałem. „Cicho jak to możliwe. Nie mów ani słowa”.
Skinęła głową, jej broda zadrżała.
Podszedłem do małego kuchennego okienka nad zlewem, tego, które wychodziło na schody ewakuacyjne. Zasuwka była sztywna z zimna, ale podniosłem ją ramieniem. Lód popękał wzdłuż ramy.
Po drugiej stronie mieszkania głos dochodzący zza moich drzwi zmienił ton. „Gotowy”.
Następnym dźwiękiem był wybuch rozłupującego się drewna i metalu. Drzwi się nie otworzyły; poddały się.
Złapałem Emmę, uniosłem ją i popchnąłem w stronę okna. „Idź. Już. Nogi do przodu”.
Zimowe powietrze wdarło się do pokoju, gdy okno się otworzyło. Weszła do środka, szurając butami po zardzewiałej drabinie ewakuacyjnej. Poszedłem za nią, wykręcając bolące ramię i zeskakując na metalową kratę.
Za nami głosy wykrzykiwały komendy. „Salon pusty. Okno w kuchni otwarte. Wyjście ewakuacyjne.”
Dwa ciche trzaski rozległy się obok mojego ucha. Kawałki metalu odskoczyły od barierki obok nas.
Nie musiałem widzieć broni, żeby wiedzieć, że nie byli zainteresowani rozmową.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.